dzień 3

Plan 10k – dzień 3 :)

Obecna! Melduję zaliczenie treningu numer trzy! Dzień 3 planu 10km – czyli „23m:38s bieg w spokojnym tempie z 6 przebieżkami” – miało być 3km wyszło prawie 3,5km, dodatkowo pobiłam swój rekord na 3km 🙂 Być dumnym! Nie powiem żeby było łatwo, widzę, że zwiększanie tempa to dla mnie nowość, dokładniej to czuję to w klacie 😛 Ale podoba mi się, czuję się rewelacyjnie i za nic w świecie tego nie oddam. Nie wiem czy to uważność kiełkuje, czy adrenalina z biegania robi swoje, ale ostatnie dni to jakiś mega progres w kwestii nerwów, reakcji. Oby tak dalej 🙂

Czytaj dalej

plan 10k - dzień 2

Plan 10k – dzień 2!

Co prawda trening strzeliłam wczoraj, a piszę dziś ale co tam. Dzisiejszy trening przewidywał „spokojny bieg w tempie 8:00 min/km” – czyli 5km w 40 minut. Przebiegłam moje 5km w 36 minut 57 sekund. Także jest ok. O dziwo, co zauważyłam już od początku tegorocznych treningów, moje nogi radzą sobie świetnie, jedyne co odczuwam to klatę, pod koniec 5km czuję się „dotleniona”, nie wiem jak określić to odczucie, ale czuję płuca 🙂 Zaczynam bez watpliwości czy przebiegnę, a przecież we wrześniu zaczęłam plan treningowy na 5km – nie ukończyłam go, smog mi przerwał, ale pewnego dnia po prostu pobiegłam w lesie 5km i dałam radę. Choć wtedy było ciężko. Teraz kilometrowo jest ok. Także wróże sobie sukces z moim planem. Nie ukrywam też, że kiedy tylko endomondo pozwoli (mam nadzieję, że za jakiś miesiąc) przeflancuje sobie plan na plan na półmaraton. Teraz pokazuje mi, że mam za mało kilometrów tygodniowo. Poczekam, pobiegam z tym planem aż endo pozwoli wydłużyć dystans. Także ten 🙂

Czytaj dalej

dzień 1

PLAN 10k czas start! Dzień 1

Uparłam się, no uparta jestem jak diabli! Utworzyłam w endomondo plan treningowy na dystans 10km 🙂 Ależ jestem podekscytowana 🙂 Nie żebym miała przeciwwskazania do biegania, mam, przynajmniej dwa. Ale ja muszę, nie dam rady inaczej, to takie dobre MUSZĘ, takie chcę chcę chcę więc MUSZĘ 🙂 Także ten, startuję, a konkretnie wystartowałam dziś! Przeciwwskazaniami zajmę się przy okazji. Dlaczego akurat 10km? Dlatego, że mam cel, do którego mi się ten dystans przyda.

Czytaj dalej

kobiety to służące

Kobiety to służące

W marcu Ania zaproponowała ćwiczenie dotyczące przekonań. Nie będę się rozpisywała czym przekonania są, czym nie są, skąd się biorą i co nam robią, nie czuję potrzeby. Ćwiczenie mnie powaliło, odkryłam coś bardzo mocnego. Jako osoba, która doświadczyła w dzieciństwie przemocy seksualnej wszelkie trudności z kobiecością, seksualnością itp zwalałam na tę właśnie traumę.  Mimo, iż byłam w terapii ładnych parę lat kobiecość nadal jest dla mnie nie lada wyzwaniem. Miałam wrażenie, że trauma przepracowana nie powinna już dawać takich trudności w codziennym życiu, no ale… zły dotyk boli całe życie. Więc ok, TO pewnie z TEGO. Wczoraj odkryłam, że wcale nie musi to mieć związku. Wczoraj odkryłam, że „kobiety to służące„!

Czytaj dalej

Zrobiło się żółto

Przyznać muszę, a raczej chcę, że zawierucha za oknem przywiała mi jakiś wewnętrzny spokój. Nie daję się porwać emocjom, staram się i mi wychodzi. Podoba mi się taki stan rzeczy, wyciszenie mimo gęgolenia, jękolenia i pokrzykiwania. Dziś czuję wdzięczność, przeogromną. Niby nic, niby banał, a cieszę się i wdzięczna jestem tak bardzo, że uśmiech mi z ust nie schodzi od dobrych pięciu godzin. Lubię ten stan, Ania mówi, że „wdzięczność jest antidotum na lęk i strach” … mogłabym tak dziękować codziennie 🙂 Za czysty oddech dziś jednak nie podziękuję. Wyszliśmy drużyną z psem, od drzwi dało się czuć komin, wichura umknęła wróciło stare dobre, żółte. Tego nie lubię. No nic, na to narzekać będę zawsze, niewiele mogę… bezsilność w sumie.

Czytaj dalej

Niedzielna zawierucha

Nie nie będę zrzędzić jak to mi nie wyszło, żeby pisać regularnie, jak to miałam robić wyzwanie uważności. Miałam. Czy robię? Nie, poległo, bynajmniej na tą chwilę.

To teraz tak.

Dziś jestem ja. Dziś jest niedziela. Co widzę? Wiatr, wichurę za oknem. Jest zimno, pięć na osi. Obiecałam dziecku rower, ale damy spokój, za bardzo wieje. Ogórkowa pachnie, kawa pachnie. Tak, kawa zawsze pachnie w naszym domu. Uwielbiam kawę. Kiedyś chciałam testować, znaleźć tę jedyną… albo po prostu zobaczyć czym się różnią. Może do tego wrócę. Jest to jakiś pomysł na uważność. Smak. Delektowanie się. Tu i teraz.

A tu i teraz jest już wieczór, na dworze ciemno, czy wieje nie wiem, nie słyszę, a jedyne drzewo jakie widać zza okna utonęło w mroku. Nie wiem więc, ale czy to istotne. Dla mnie istotne jest, że medytacja dała uśmiech, że mimo licznych ucieczek myślowych wytrwałam. A myśli gonią, gonią w kierunku wyjazdu, który czeka nas za kilka dni. Do pakowania się, zabierać laptopa? A może odpuścić i być offline tyle ile tylko będę w stanie. Wiem, że cały tydzień nie dam rady, zaczynam kurs i zwyczajnie jeśli chcę go przerabiać, a chcę to w offline się nie uda. Ale mogę na tym poprzestać prawda? Mogę nie pisać postów na stronie, mogę nie wchodzić na facebooka, nie używać komunikatora. Mogę zaglądać w telefon tylko wtedy gdy zadzwoni. Mogę. Czy chcę. Jeszcze nie wiem, kusi mnie pisanie tutaj, w końcu w tym zakresie nie grzeszę, więc nie zaszkodziłoby. Z drugiej strony wyjazd to dobra okazja do wyspania się, odpuszczenia wszystkiego wieczornego i wyspania się.

Dziś jest niedziela, w niedzielę zwykle bywa nerwowo, a ja dziś jestem wdzięczna za spokojny dzień, za ciszę, za zwolnione reakcje, sobie jestem wdzięczna. Nie wiem jak to zrobiłam, może po prostu, a może klimat był sprzyjający. Dzisiejszy dzień, mimo, że bez spaceru był inny. Teraz czeka mnie jeszcze parę minut w kuchni i kilka chwil przy laptopie. Zen. Może nie zupełny, ale już taki to jest wow i już taki mi pasuje. Oby tak dalej. Dziękuję 🙂

Wyzwanie: dzień 2

Dzień dobry w niedzielę, dziś drugi dzień wyzwania. Wydychanie stresu. Jednym słowem głębokie oddechy w chwilach stresowych. Dałam radę. Dzielna ja! A wdzięczność? Dziś za to, że mnie nie poniosło, za zachowanie spokoju. Za spadek temperatury u młodego, za pyszną herbatę z cytryną, imbirem i miodem, którą właśnie popijam, za marzec, za marzec też jestem wdzięczna, marzec to wiosna 🙂 W praktyce medytacja samoakceptacja 5 minut. W ciele i emocjach radość, rozluźnienie, „wesoła” twarz mi się włączyła, świetne uczucie takiej lekkości na twarzy 🙂 Ogólnie czuję i widzę, że ostatnio medytacje mi idą, mało że idą to jeszcze dają efekt. Następnym razem, oby takowego nie było, ale gdyby – następnym razem jak się zmasakruję jakimś wirusem czy bakterią nie odpuszczę medytacji choćbym miała je robić na leżąco. Potrzebuję tego, lubię to 🙂

Kawę też lubię. Dziś nie udało się wstać o 6, młody się podgrzewał w nocy, więc słabo było ale dziś spróbuję.

Dobrej!

dzień 1

Wyzwanie: dzień 1

Po prostu zacznij mówi dziś do mnie karteczka. Tak więc START! Udało mi się wywalić ze słownika słowo MUSZĘ, chociaż to nie nowość, bo od dawna mówię, że nie muszę tylko chcę… ale dziś wyjątkowo się pilnowałam. Tutaj sukces. Gorzej z zadaniem numer dwa czyli zrobieniem czegoś dla siebie, co dawno odłożyłam na bok… nie udało się. Chciałam pójść na wieczorny spacer… ale jak zobaczyłam wskaźniki jakości powietrza, to z przykrością wolę nie wykonać zadania, niż wejść do rury wydechowej jaka panuje aktualnie na zewnątrz. 🙁 Trudno, wymyślę coś innego, albo zrealizuję to zadanie jak tylko poprawi się sytuacja na froncie. Tak czy tak dzień zaliczam, karteczkowy dzień. 🙂

Dziś krótko, 5 minutowa wieczorna medytacja dla mam, rozkojarzenie wzięło górę, za bardzo poleciałam w relaksację i prawie mi się usnęło na siedząco 🙂

Ogólnie to był dość dobry dzień, choć nie bez komplikacji. Kapka wdzięczności… dziś za względny spokój i za empatyczne dwójki 🙂 Bardzo jestem podekscytowana! No dobra na teraz więcej nie napiszę, towarzystwo się uruchamia 😉 i co gorsza podgrzewa 🙁

Jutro dzień drugi wyzwania, do zobaczenia!

wyzwanie

Marcowe odpuszczenie

Mam wrażenie, że dzisiejsza medytacja podziałała na mnie niczym spa, rozluźniła, oczyściła… dała wytchnienie i nadzieję. Właściwie to nigdy nie byłam w spa więc porównanie raczej kiepskie, ale co tam 🙂 Tak, właśnie trzasnęłam medytację – odpuszczenie (9 minut) od Uważnej Mamy i jest wow, kolejny raz jest wow! Cieszę się 🙂 Co się pojawiło, pojawiła się ulga, radość, lekkość – cudo! W ciele rozluźnienie i poczucie siły, taki król lew normalnie.

Czytaj dalej

Wracam do żywych

Melduję medytację, dwie konkretnie ale dziś łagodnie: liczenie oddechów (3 min) i samoakceptacja (5 min). Emocje? Radość, że w końcu się ruszyłam i wróciłam do medytacji… choroba zrobiła swoje, ledwo żywa z co 5 sekund budzącymi się maluchami odpuściłam, nie dałam rady. Niestety nie tylko tego, ale wracam do żywych! Odczuć fizycznych nie zauważyłam żadnych. A za co jestem dziś wdzięczna? Za odnawiający się kontakt, za powrót do medytacji i mocne postanowienie by w końcu zacząć na całego włączać uważność w moją codzienność. Potrzebuję tego.

Wczoraj wpadłam na pomysł, na pomysł robienia czegoś dla siebie. Czegoś co mnie kręci, co łączy moje zainteresowania i bycie mamą. Nie będę pisać konkretów. Póki co. Powstała już strona internetowa, na razie taka abytylkobyła 😉 Nakręciłam się i jestem sobie ogromnie wdzięczna za to, że wpadłam na pomysł! Wierzę, że mi się uda. Wierzę, że tak ja jak i dzieciaki będziemy zadowoleni. Szczegóły wkrótce… A ruszam z nadejściem wiosny 🙂 Może nie zaraz 21 marca… ale od kwietnia na pewno 🙂

Dobrej nocy!