Miesięczne Archiwa: Marzec R

7 postów

trzydziesty pierwszy marca

za chwilę kwiecień, właściwie to za kilka godzin.. czekałam, czekałam i się doczekałam 🙂 pierwszego kwietnia urodził się Bajtek.. i tak już chyba pozostanie, że będzie to dobry dzień, ciepły, słoneczny i bezpieczny.. no powiedzmy, że to ostatnie to się jeszcze okaże, ale póki co takie jest moje założenie 😉 .. a później, a później będzie trzeci kwietnia.. że zapomniałam o drugim.. eee tam, drugi jest po drodze do trzeciego 😉 ja czekam na niedzielę, trzeci.. a zarazem pierwszy.. być może nadaję mu zbyt duże znaczenie, ale to mój wybór i niech tak pozostanie 🙂 hehe.. MEGA trzeci KWIETNIA 🙂

w tak zwanym międzyczasie, wmawiając sobie, że doczekam niedzieli, polecam lavazzę, rewelacja – z cukrem, koniecznie! tak wiem, krzyczą wszem i wobec, że szaleńczo jest drogi.. no cóż dla mnie w chwili obecnej kawa bez cukru jest jakaś jałowa.. nie chcę jałowej kawy 🙂 mleko? nie, mleko to kolejny wyjaławiacz.. no chyba, że mówimy o rozpuszczalnej, ale to już inna bajka, tam znowu podyskutowałabym o cukrze 🙂

no właśnie, zapomniałabym się przejąć, umiem umiem! nie mam kasku, nie mam i .. no i ciągle go nie mam, nie mówiąc już o całej reszcie, hehe lubię nie mieć, nie umieć, uczyć się.. tabula rasa.. coś dla mnie :))

no nic.. dzieje się, dzieje.. i dobrze, niech się dzieje, niech się zmienia.. niech kawa nigdy nie będzie jałowa, a kwiecień.. a kwiecień niech.. kapie coś.. yyyy.. no i chyba czas podziękować sąsiadce z góry za zalanie balkonu – wiosna, przecież trzeba podlewać puste doniczki 😉 a tak poza tym, to chyba czas odkurzyć rower..

to idę, czekać na kwiecień 🙂

wiosny dzień numer dwa

napisałam taki fajny wstęp, przypadkowy backspace i wszystko wymiotło – masakra! a tak było pięknie, tak się wiosennie rozmarzyłam, ech złośliwość rzeczy martwych 🙁

no nic, może tym razem się uda…

zastanawiam się dlaczego tak kocham ten czas, czas kiedy żółto – zielone źdźbła z trudem przebijają się przez wilgotną ziemię.. uśmiecham się do cytrynków śmigających jak oszalałe po całym lesie, do zapachu trawy.. może dlatego, że jam człowiek wiosny, a może dlatego, że to tak blisko kwietnia, a później maja.. schylam się, klękam przed kępką mchu, kłaniam się zeszłorocznej szyszce, z uśmiechem spoglądam na skulone jeszcze pąki.. to taka chwila zadumy, w której ciężko jest zachować powagę, a uśmiech sam wdziera się na usta.. za 10.. 9.. dni kwiecień, oj będzie się działo

.. taka uśmiechnięta nakręcona ja u progu szczęścia

WRÓCIŁAM, niech żyje wiosna !!!!!!!!!!!!!!!!!

Kim jestem ja..

byłam, jestem i planuję być.. tu, tam, słucham, słyszę.. czuję.. mówię.. TU i TERAZ! są oni, jestem ja – jesteśmy MY 🙂 indeks? nie, to nie o mnie.. zakopałam w stercie papierów w pudełku z ikei, wysoko na szafie.. nic o mnie w nim nie ma, w żadnym z nich.. ja, to tutaj jestem, w każdym ze zdjęć, w każdym ze słów, które tu przeczytasz.. ciągle się uczę, to fakt, na to jednak nie mam indeksu, ani ocen, ani zaliczeń, chociaż może wtedy byłoby łatwiej – trója, do poprawki – wiesz co, wiesz jak i fruu.. nie, dziękuję.. indeksom mówię NIE!

a ten świat, całkiem fajny jest.. marzenia, pragnienia.. tak blisko im do reala – nie mylić z marketem 🙂 .. do spełnienia, tylko je odkryć, tylko sobie przypomnieć 🙂

UMIEM !! 🙂

do boju..

NOWY GRUS..

.. nowy grus, zupełnie inny a jednak prawdziwy, ewoluował razem ze swoim autorem, jest taki jakim być powinien, choć zmieni się, stale się zmienia.. patrzy jakoś szerzej, widzi więcej, może to ten nowy fish-eye zwiększa pole widzenia, ciekawe czy jego zakrzywianie przestrzeni wpłynie na logikę tego miejsca.. zresztą po co komu logika, jak mawia SERCE do ROZUMU „- teraz czuję, teraz czuje!”.. i niech tak pozostanie :))

.. porozglądaj się wędrowcu, popatrz i posłuchaj.. sporo tu zdjęć, sporo zieleni, znajdzie się i trochę treści.. dużo tu mnie, mojego JA..

Zapraszam..

o odnalezionym marzeniu..

long long time ago.. tak powinna zaczynać się ta opowieść.. zaczyna się jednak zgoła inaczej, zaczyna się TU i TERAZ, ledwie przed kilkoma dniami.. jakieś 23 lata temu, albo i dawniej..
opisać emocje.. UMIEM, pytanie: czy potrzeba? czy potrzebuję?
wymienić.. UMIEM, chcę! 🙂

radość, radość, radość, spokój, radość, duma.. same takie ciepłe i puchate 🙂

pierwsze co przyszło mi do głowy, to że umarłam i jestem w niebie.. a jednak żyję.. i to jak !! Ina powiedziała, że „banan nie schodzi mi z ust” ..hehe uwielbiam banany!! ale CIOS !! .. się dopiero porobi, jak już się nauczę co i jak z tą jazdą konną 😉 bo póki co to ZIELONO MI 🙂

dziękuję Inuś 🙂

marzenia się spełniają.. wiem, umiem !!

to nie dla mnie – czyli kilka słów o fascynacji jogą :)

spokój, cisza, oddech.. odkrywanie siebie, wewnętrzna harmonia.. farmazony! taa.. jeszcze do niedawna tak właśnie myślałam, no cóż tylko krowa zdania nie zmienia, a jam przecież byk 😉 rehabilituje, uzupełnia inne takie tam.. no nie ważne, ja wiem o co kaman 😉

od pierwszych zajęć, od pierwszego AUĆ! zafascynowało mnie to, co przecież nie jest dla mnie.. dziwne takie poczucie, nowe, nieznane.. wyjaśnienie mnie nie interesuje :), chcecie to kombinujcie, a ja się podelektuję kolejnymi asanami..

tak, joga jest dla mnie, czy się to komuś podoba, czy też nie 🙂

Stefan vel. Stefson ;))

.. taki łaciaty jest, dwukolorowy, z jasnym noskiem 😉 takie czworonożne 15 kg żywej wagi, głównie mięśni!! mówią, że ma bardzo mądre spojrzenie, ja bym powiedziała, że czasem za mądre 😉 kombinator jakich mało, hehe pewnie po mnie to ma.. beagle, bicolor, facet jak imię na to wskazuje – samiec alfa, oj alfa do bólu! .. poza temperamentem i charakterem ma też chłopak nałóg, ot i przedstawiam PANA PIŁECZKĘ ;))