Miesięczne Archiwa: Listopad R

2 postów

pytam się: po co?

Jak to jest, że piszę „A” a druga osoba czyta „B” w dodatku z atrybutem <strong></strong>…
Przecież A to A, a nie B! Nie dziwne, że reaguje jakoś, też na B bym sie wkurzyła czy zasmuciła, być może zrobiłoby mi się przykro… pod warunkiem, że klawisze zostawiłyby pikselowy ślad o wyglądzie litery B… a nie A! One nawet nie są do siebie podobne, nie da się ich pomylić!

Z bezsilnością pozostawia mnie fakt, że ludzie niepotrzebnie interpretują słowa, których interpretować nie trzeba. To tak jakby próbować rozkminiać co mogło oznaczać stwierdzenie „JESTEM GŁODNA.”… Co oznacza, poza faktem, że mój organizm woła „JEŚĆ!!!”? Nic, to proste krótkie zdanie, mówiące jak byk, że jestem głodna… Po co w tym czegokolwiek szukać?!

Tak wiem, jak się człowiek uprze, to zawsze coś znajdzie… Tylko pytam się: po co?!

цярпенне popłaca

Pewnego dnia w odległej krainie, za wesołymi lasami i zakrętem było sobie miasteczko, ciche i spokojne, hen tam daleko. W owym miasteczku mieszkał ludzik, właściwie to mieszkało tam kilku ludzików. Właściwie to nie wiem ilu ale chyba niewielu – niewielu, co pewne, znał ludzik – bohater opowieści. Ludzik miał rumaka, nieco schorowanego, miał swój papier do kreślenia i pisania, miał gołębia pocztowego i trochę odzienia, miał też przyjaciela, rozmowy z którym były raczej trudne do ogarnięcia. Ludzik – nazwę go KTOŚ, każdy wszak zasługuje na imię – przybył do ów miasteczka z grodu, opasanego wielką fosą i murami, z grodu pełnego zgiełku i gwaru. Wyjechał, zabrał rumaka, zabrał przyjaciela i odzienie, zabrał ołówek i farby, gołębia… zabrał wszystko co miał. Tak oto Ktoś zamieszkał w odległej krainie.

Tak zaczyna się historia Ktosia poza murami grodu… ów ludzik zebrał manatki, zostawił za sobą zgiełk, tawerny, targi i zatargi by być z Kimś, wyjechał bo chciał.

Mijały dni, tygodnie…  świeciło słońce, czasem lało, grzmiało – zawirowania pogodowe nie zatrzymały się na murach wielkiego grodu… były tu i ówdzie, tak jak i słonce na bezchmurnym niebie.

Ktoś pragnął, miał pragnienie tak silne jak nigdy wcześniej. Bardzo ale to bardzo czegoś chciał. Mówił o tym, co też było dla niego nowe, myślał, kombinował, kalkulował, obliczał, przeliczał, szukał map, kierunkowskazów, szlaków. Wierzył, że może – kolejna nowość, wierzył choć nie było to łatwe. Pozwalał sobie chcieć, pragnąć, mówić, słyszeć…
W główce Ktosia szalały myśli kombinujące na 1002 sposoby jakby tu dotrzeć do celu, jak to zrobić, żeby dostać to o czym marzy. Cały pochłonięty kalkulacjami zapomniał, że żyje. Nie zauważył, że w miasteczku tak pięknie mgła spowija wieczorne ulice, zgubił radość, którą złapał po wyjeździe z wielkiego grodu, zapomniał po co i dlaczego.  Mikstura emocji i myśli ukierunkowanych na cel odbierała mu rozum. Niby oddychał, niby jadł, spał – czasem… ale wszystko to skupione wokół tego jednego jedynego PRAGNIENIA. Ktoś się zagubił, Ktoś się zmęczył, zmęczył się pragnieniem… miał dość, chciał tylko dotrzeć do mety, nie ważne już czy dosięgnie celu czy będzie musiał na to jeszcze poczekać, chciał by wyścig już się zakończył, chciał odłożyć mapy, kompas, kalkulator. Chciał żyć, znowu żyć.

Ktoś nie zauważył jak bardzo jest jednokierunkowy. Tak bardzo zgubił świat, tak bardzo zmęczył się pragnąc, że gdy tym razem nie dosięgnął celu… odetchnął, uśmiechnął się szeroko… i pomyślał DOŚĆ!!! NIGDY WIĘCEJ SOBIE TEGO NIE ZROBIĘ!!!!!!!!!!