Miesięczne Archiwa: Styczeń R

2 postów

Rezerwat JEDLINA w Mieni

Dziś wyprawa z cyklu niedzielnych – odkrywczych. Uparłam się wczoraj, że znajdę coś nowego, jakieś miejsce idealne na niedzielny spacer z piesem – no i znalazłam! Co prawda nie wiedzieliśmy na co się szykować – rezerwat, ścieżka rowerowa… wersja skrócona… Oczywiście nie udało nam się trafić na tą skróconą – poleźliśmy szlakiem rowerowym… grzecznie za znakami… tyle, że gdybyśmy chcieli przejść całą obawiam się, że nie zdążylibyśmy przed zmrokiem!

Przedzierając się przez śnieżne zaspy, udając, że wcale nie jest nam zimno kierowaliśmy się jak strzałki kazały. Na dzień dobry przywitał nas widok ludzi biwakujących przy ognisku – świetna sprawa takie grzane winko w klimacie śniegu i mrozu – człowiek dopiero w takich okolicznościach docenia co to ciepło ognia, nie wspominając już o rozgrzewającej mocy grzańca (jak sama nazwa zresztą mówi!)… Nie, nie przysiedliśmy się… a trzech podstawowych powodów, pomijając oczywiście fakt, iż była to jakaś zorganizowana impreza 🙂 Po pierwsze – przyjechaliśmy połazić, a nie siedzieć przy ognisku, po drugie – ludziki te zajadały się bigosem i kiełbaskami – a ani jedno ani drugie wegetarianom nie przystoi (bleeee) i w końcu po trzecie – jakże miałabym się napić grzańca – toż trzeba było wrócić autkiem do Mińska!

Dobrze zatem – z uśmiechem na ustach ruszyliśmy w drogę…

Nie mamy za wiele fotek z wyprawy… zamarzały nam ręce – udało się za to nagrać kilka filmików – efekt poniżej! Co by nie mówić, nie spodziewaliśmy się takkiej grupy osób przemierzającej las… co prawda tylko my robiliśmy za piechurów, ale reszta też dała radę! Spotkaliśmy kilku narciarzy biegowych i kuligi konne…

za którymi z tęsknotą patrzył Stefan …

A ja, ja szukałam schronienia przed mrozem…

Jakby kuligów i następców Justyny Kowalczyk było nam mało… No nic… wzdłuż szlaku, grzecznie jak przystało na piechurów w rezerwacie idziemy… idziemy… idziemy… Końca nie widać, zakrętu, który jak byk widniał na mapie – też nie… Decyzją komitetu centralnego zeszliśmy ze szlaku na wysokości drogi publicznej – jakiejś 🙂 Tabliczki pokazywały: w prawo – Siennica, w lewo – Cegłów… wybraliśmy PRAWO, my w koncu tacy prawi ludzie jesteśmy! Stefan przytaknął więc już w ogóle nie było co kombinować… Kilkaset (chyba) metrów asfaltem, którego najstarsi górale nie widzieli… jako, że zaginął pod kilkoma tonami śniegu… i decyzją komitetu skręciliśmy w las – również w prawo! Wymyśliliśmy sobie, że może tutaj będzie prowadził szlak, który przecież wg mapy powinien skręcać… Nie znaleźliśmy naszego szlaku… znaleźliśmy za to… stado dzików! Kilkanaście osobników, to duże to mniejsze… WOW to było niezłe! Coś moje łoczy wypatrzyły wśród drzew, no i gotowe, przebiegły nam drogę – zdecydowanie bliżej niż to widac na filmie!!!

Resztę zobaczcie już sami…

Powiem jedno: PIĘKNE MIEJSCE!!! Zdecydowanie tu wrócimy – jeśli nie tej zimy, to na pewno wiosną, latem i jesienią! No i oczywiście przejdziemy cały szlak, nie zbaczając z niego w poszukiwaniu czegoś co nie istnieje… Hehe istnieją za to dziki i milion saren – patrząc na ślady na śniegu!

Dodać musze koniecznie, że Piotruś ani razu nie spytał: DALEKO JESZCZE? Taki był dzielny!

Test najnowszej nawigacji…

Pojechali my do lasa w okolice naszego wspaniałego Mińska Białoruskiego, oj Mazowieckiego, ale w sumie czy to ważne, Mińsk to Mińsk. Chcieli my przetestować naszą najnowszą nawigację Made In Rumunia.
Pojechali my tam niebieską strzałą, czyli naszym wspaniałym automobilem. Nawigacja sprawdziła się wyśmienicie, co zresztą można ocenić oglądając film.


Jak widać, a raczej słychać, głos lektora jest dźwięczny, donośny, a zarazem bardzo dokładny i miły.

W międzyczasie nagrali my prognozę pogody dla Mińska i okolic, tak aby nasi cudowni czytelnicy mogli bez oglądania TVNu 24 zorientować się w otaczającej rzeczywistości.

Zaznaczam iż wszystkie osoby biorące udział w przedsięwzięciu były całkowicie trzeźwe i pełne władz umysłowych, czy jakoś tak.

Tut tup tupaj, tym odrażającym akcentem chciałbym polecić nawigację. Można ją kupić na każdym rynku u „Ruskich”.

Jechali my tak:

Fajnie, co?