Miesięczne Archiwa: Luty R

9 postów

… jestem wiatrem, który nimi kręci :)

Chyba jednak uzależniłam się od wprowadzania ludzi w błąd swoim stylem pisania… Jakież to piękne kiedy są przekonani, że wiedzą czego dotyczy tekst, a w rzeczywistości błądzą szukając we wpisach tego – co znaleźć chcą. Ludu pracujący miast i wsi, to moja strona i nie znajdziecie tu pikselizacji własnych myśli i odczuć! Doszukiwanie się w moich słowach własnych obsesji mija się z celem. Ot i podejście jednego z „fanów”, któremu wydaje się, że jest anonimowy – kryjącego się pod kilkoma pseudonimami – a mianowicie komentowanie wpisów tylko po to, żeby za pośrednictwem mojej strony okazać swoją niechęć do osoby trzeciej. Dla owego fana nie ma znaczenia czego dotyczy artykuł – czy będzie to moje rozczulanie się nad galopującą wiosną, czy moje osobiste porachunki z przeszłością, galeria zdjęć albo opowieść o wycieczce po górach – tak czy siak komentarz jest z kosmosu [powstrzymałam się przed bardziej precyzyjnym określeniem moich odczuć] i ma na celu wyłącznie dowalenie osobie trzeciej… Ciekawy sposób na życie, szkoda tylko że owemu fanowi brak odwagi na podanie w komentarzu adresu e-mail, albo chociaż prawdziwego imienia! Drodzy fani – statystyki nie kłamią, widzę kto wchodzi, kto co czyta, kiedy czyta oraz kiedy i od kogo magicznie pojawia mi się w skrzynce powiadomienie o nowym komentarzu. Logicznie myśląca głowa połączy te fakty, czyż nie? Poza tym, tu nawet myśleć nie trzeba szczególnie – kiedy człowiek tak dobitnie pokazuje kim jest i po co tu przyszedł! Daj sobie drogi fanie spokój, bo tego typu komentarze nie będą publikowane. To na szczęście moja strona i ja decyduję kogo tu wpuszczam! A że wpuściłam, że zaprosiłam – fakt – ale nie pozwolę robić z mojego pięknie obsianego poletka gnojówki! Wara!

A wiatraki… ja z nimi nie walczę, jestem wiatrem, który nimi kręci… i tak kręcimy się razem – i nie zamierzamy się zatrzymywać! To tak w ramach odpowiedzi na zupełnie nietrafiony komentarz, do wpisu z zupełnie innej bajki… Salut!

… łaj di di di baj baj wstaje świt :)

Huhu ha! Huhu ha! Chłodek, nawet lekki mrozek, ale ten zapach… Czy tylko ja się nakręciłam, czy tylko ja słyszę to ptasie szaleństwo na dworze? Maaaaaasakra! Wiosna na całego, nie widać – ale słychać i czuć!
Nie sposób nie przypomnieć jak za kilka chwil będzie wyglądał świat:


Jak to pisał Jonasz Kofta:

„Jak dobrze wstać
Skoro świt
Jutrzenki blask
Duszkiem pić
Nim w górze tam
Skowronek zacznie tryl
Jak dobrze wcześnie wstać
Dla tych chwil
Gdy nie ma wad
Wspaniały, piękny świat
Jak dobrze wcześnie rano wstać
Wiosną lat”
 

Znak drogowy

Tak mnie naszło, w końcu jak wojna to wojna! Panie i Panowie odwracamy role! Teraz moja kolej na pokazanie kto tu rządzi i kto dyktuje warunki! Przeciwnikowi nie życzę powodzenia, sobie za to TAK! Si ju tumoroł madafaker!
Siła i moc, do boju! Ihaaaaaaaaa!

Szlag mnie trafia!

Jak słucham tego w jaki sposób tłumaczone/usprawiedliwiane jest zachowanie oskarżonej w procesie o zabójstwo własnego dziecka. Patrzę w ten telewizor i normalnie mi niedobrze! Mogła się tak zachować, bo „miała trudne dzieciństwo”, „nie wyniosła z domu zdrowych wzorców”… Ludzie, czy mamy prawo usprawiedliwiać swoje zachowanie doświadczeniami z przeszłości? Czy usprawiedliwionym byłoby znęcanie się nad dzieckiem/ludźmi, maltretowanie, przemoc psychiczna, zabójstwo – ze względu na doświadczenia?

Człowiek walczy całe życie o tzw. „normalność”, tłucze się po świecie szukając dla siebie miejsca, przeżywa wszystko od nowa, czuje, cierpi – dla siebie, żeby czuć się dobrze, żeby samemu ze sobą dobrze się żyło, żeby innym żyło się z nim lepiej. I słyszy takie rewelacje w TV. Czy Ci ludzie w ogóle mają pojęcie o czym mówią? Tak – doświadczenia z dzieciństwa i wyniesione z domu wzorce mają gigantyczny wpływ na dorosłe życie, metody postępowania i widzenia świata, na kontakty z innymi ludźmi i w ogóle na wszystko! Ale ja nie daję nikomu prawa do szukania w tych doświadczeniach usprawiedliwienia do zabójstwa, czy jakiejkolwiek przemocy!

Wielokrotnie zachowywałam się nie fair wobec bliskich mi ludzi, ale nigdy nie usprawiedliwiałam tych zachowań swoimi doświadczeniami, nigdy nie pozwalałam też innym myśleć o tym w ten sposób! Jestem dorosła i biorę odpowiedzialność za swoje czyny! Jak robię źle – to robię źle i nie dodaję do tego etykietki: „skrzywdzona w dzieciństwie – traktujcie mnie ulgowo”!

Ludzie, zastanówcie się zanim coś powiecie, bo całe mnóstwo skrzywdzonych w dzieciństwie jakimś cudem nie zabija i nie stosuje przemocy, walczy o odnalezienie tej „normalności” i pewnie niejeden taki podobnie jak ja dostaje cholery słuchając Waszych usprawiedliwień! Wrrrrrrr!!!!!

Anonimowość w sieci

Dziwi mnie, choć może niesłusznie, że ludzie wchodząc na strony internetowe są tak bardzo nieświadomi pozostawianych za sobą śladów. Każda wszak, właściwie administrowana strona, posiada pakiet statystyk, z których jak z otwartej dłoni czytamy kim jest nasz odwiedzający – jak często wchodzi na stronę, które podstrony ogląda, ile czasu spędza na stronie… jaki ma system operacyjny, jaką wersję przeglądarki a nawet zainstalowane doń wtyczki. Pozostawione ślady wskazują na dostawcę internetu, lokalizację użytkownika, a nawet mówią nam czy wizytujący stronę korzysta z telefonu (włącznie z jego systemem operacyjnym i rozdzielczością) czy z komputera (tu również mamy info o systemie i rozdzielczości ekranu). Wszystko to zupełnie legalne, dozwolone i wręcz pożądane przez każdego administratora.

Anonimowość w sieci nie istnieje! Wszędzie pozostają „odciski palców”, do identyfikacji których nie potrzeba ekipy CSI z porucznikiem Canem na czele, wystarczą dostępne on-line narzędzia.

Po prostu o tym pamiętajcie…

Trochę siara tak pokazywać komuś swoje obsesyjne zainteresowanie… Nie uważacie?

Razem z Piotrusiem pozdrawiamy wszystkich fanów! Wpadajcie częściej! I miejcie się na baczności, bo już przegapiliście jego nowego bloga: www.thel.eu! Jak mawia dr House: „everybody lies!” i ewrybady ma lupusa 🙂 Musimy być na prawdę zajebiści, skoro tak często nas odwiedzacie 🙂 Hehehe… do zobaczenia w sieci!

Strategicznie gotowa!

Uwielbiam las, bez względu na pogodę, bez względu na odwilż. Zawsze dawał mi wytchnienie, zawsze pomagał zatrzymać się w biegu. Aura może średnio sprzyja spacerom, ale jak nie wykorzystać tak długiego dnia… Człowiek wydobywa się spomiędzy drzew o 17 i nie dostaje zawału idąc po omacku! Idzie wiosna, czuć jak stąd do Białowieży, idzie jak nic! Już się nie mogę doczekać – niech no tylko tu dotrze – niech no ja dorwę moje lusterko, ajajajajajajjj!!!

Dobry i mądry las, dał czas i ciszę na myśli, pomógł zbudować strategię, a przy okazji wybiegał i wyżywił Stefana! Dobry i mądry las… cuuudnie pachnący Stefan!

Choroba cywilizacyjna, czy po prostu…

ignorancja?

Ludzie wokół mówią mi jak mam żyć, ile czekać, na co zwracać uwagę… co jest dowodem czego, gdzie postawić szafkę, co jeść – łojezu przecież „ludzie są stworzeni do jedzenia mięsa! bez niego nie da się żyć!„… starają się ponad wszystko zrobić ze mnie siebie, wepchnąć na siłę swój punkt widzenia i swój tok myślenia.

Nie rozumiem dlaczego tak trudno jest im zaakceptować moją niezależność. Dlaczego na siłę chcą zmieniać moje plany i pomysły? Dlaczego coś co jest inne niż standard musi być złe? Dlaczego nie szanują moich wyborów, albo robią to – przynajmniej tak twierdzą – dopiero, gdy w milionie słów wytłumaczę im, że ja to ja, a on/ona to zupełnie inna osoba/świat/problemy/punk widzenia/życie? Dlaczego – skoro są tak dojrzali i dorośli – trzeba im tłumaczyć jak krowie na rowie, że człowiek to istota niezależna i ma prawo do decydowania o własnym losie? A już mistrzostwem jest obrazić się za to, że mam inne zdanie! Taki foch numer jeden, którego nie zrozumiem nigdy – zresztą chyba nawet nie chcę!

Mam wrażenie, że ci „najmądrzejsi” krytykując i „układając” innych pod siebie, starają się osiągnąć cele – które sobie wytyczyli, a których sami nie osiągnęli w życiu, niwelować swoje życiowe porażki. I tak oto realizują się próbując zniszczyć niezależność drugiej osoby.

Są tacy, których interesują tylko „skandale”… Trudności, problemy – pogadają o wszystkim, we wszystkim mają „jedyny właściwy dla świata” punkt widzenia. Będą milczeć, mieć w dupie co u mnie, ale niech no zasłyszą tylko coś intrygującego – telefon się urywa!

Są i tacy, którzy z góry spisują wszystkie pomysły na straty, skazują na porażkę, nie wierzą, krytykują – wsparcie, co?! Nie ma to jak dzielić się pomysłami!
Są tacy, do których się zwracam – albo oni zwracają się do mnie, od których oczekuję jakiejkolwiek reakcji na wypowiedziane słowa (bo przecież pytali!) – a oni mi o pogodzie. Pytają, a zanim zdążę cokolwiek odpowiedzieć starają się zamknąć mi usta nowym, w sekundę wymyślonym ciekawszym tematem do rozmowy – kompletnie bzdurnym i z innej bajki. Po co pytają? Taki automacik, który każe spytać „co słychać?” – a że automacik, to tak szybko jak pojawia się pytanie – tak szybko znika zainteresowanie pytającego. Pewnie coś w tym jest, nie wiem…

Taki mój wywód na temat mistrzów tekstu „a nie mówiłam/mówiłem!” – uwielbiają, gdy się potknę, gdy stracę grunt pod nogami. Tylko panie i panowie – potknięcie to nie upadek, a ja należę do osób, które się nie poddają, nie rezygnują z pragnień – już nie! – i prędzej czy później osiągnę cel. Być może życie trochę zweryfikuje drogę do niego, ale dajcie do cholery MI prawo do weryfikacji tej drogi!

Na szczęście są i ludzie, którzy pytają by wysłuchać i co najważniejsze usłyszeć odpowiedź. Tacy, którzy odpowiadają szczerze, a nie na odwal, żeby było. Są tacy, którzy wierzą w mój sukces, wspierają choćby dobrym słowem – i nie nie mówię tu o ślepym i obłudnym: „tak Dagmarko jesteś najlepsza!”. Mówię o wsparciu, które się czuje, słyszy, widzi. Są tacy, którzy doceniają najmniejsze kroki, którzy widząc, że błądzę wesprą przypominając, że przecież znam drogę. Mają rację.
Są tacy, którzy szanują moje wybory, nawet jeśli mają inną wizję i sami postąpiliby inaczej. Nie krytykują dla zasady, nie oceniają – pozwalają żyć, będąc jednocześnie tuż obok.

Znam takich, jest i na szczęście wokół niemało. Są blisko, tuż obok – i za to im dziękuję!

Człowiek to istota niezależna i jeśli nie potrafisz tego zaakceptować, zastanów się nad sobą! Może sam/a masz problem. Nie pchaj się z łapami w cudze życie, nie wciskaj pomocy na siłę, a jeśli uważasz, że ktoś nie poradzi sobie bez Twojej „najtwojszej” racji – wiedz, że się mylisz!

Wyeliminować takowych z mojego świata się nie da, na szczęście wiem do których mi bliżej… A ci… niech sobie żyją w swoim dziwnym świecie! JA NA SZCZĘŚCIE ZNAM ZNACZENIE SŁÓW: „NIE, DZIĘKUJĘ!”

Koniec wywodu.

Zwegowana.pl ihaaaa!

Siła i moc! Nowa strona, nowy – stary sposób pisania, wydaje mi się, że być może przez moją gotowość do pisania mniej zawiłego, do nazywania rzeczy po imieniu bez lęku o to, kto je przeczyta i co pomyśli. Dość już milczenia!

Wrzuciłam tu moje teksty i zdjęcia, które publikowałam od początku mojego jestestwa w sieci, ze strony grusgrus.pl, projektwolnosc.com i pomojemu.takjakby.pl – tamtych stron już nie ma, jest ta i tutaj będę sobie tworzyć, tutaj zaoram mój kawałek poletka w sieci i będę siać… dobro i prawdę!

Mojemu kochanemu Piotrusiowi bardzo dziękuję za pomoc!

Chcę, potrzebuję i robię to… więc do boju!

Ihaaaaa!

Mińskie lasy po raz pierwszy na tapecie…

Czas nadrobić zaległości i pokazać światu szalonego Stefana na swoim [niemal] codziennym spacerze. Niby bardziej dla psa ten las, szczególnie teraz, kiedy człowiek niby dla „przyjemności” przedziera się przez zaspy… ale jednak lubię to, uwielbiam. Bez względu na porę roku i pogodę las zawsze będzie dla mnie przyjazny i zawsze będę szukała tam ukojenia.

A jak wyglądało przedzieranie się przez zaspy podczas odwilży…