Miesięczne Archiwa: Czerwiec R

5 postów

Piotra i Pawła, z przewagą na tego pierwszego :P

Dzień dobry popołudniową porą…

Jako, że dziś dzień uroczysty i wyjątkowy – chciałam mojemu kochanemu mężowi kilka słów nie tylko live ale i wirtualnie powiedzieć… z okazji Twojego święta Piotrusiu mój kochany, życzę Ci abyś był szczęśliwy – po prostu, bez względu na wszystko – a wiadomo, że świat nie zawsze przyprawia o uśmiech… abyś w każdej najdrobniejszej chwili zdołał dostrzec iskierkę dającą siłę i radość 🙂 …bądź sobą i nie kombinuj, nie trzeba – jesteś najfajniejszy na świecie – a jeśli ktoś uważa inaczej, z przyjemnością zamienię z nim kilka słów! 🙂 Razem zdziałamy cuda, jestem tego pewna! Możemy wszystko! NAJLEPSZEGO W dNIu iMIEniN PIOTRUŚ!!!

Aaaaa tak poza faktem, że dziś imieniny PIOTRA 😛 – nasza piękna nowoczesna wypasiona fura przeszła dziś wzorowo egzamin – jestem prawdziwie DUMNA! IHAAAAAAAAAAAAAAAAA!

A las – letni las – dwudziestego dziewiątego czerwca… jak zwykle cudny… pachnący, zielony… wilgotny – w oddali słyszany klangor… cud miód i komary – uwielbiam 🙂 szczególnie posiadając w kieszeni magiczny spray 🙂

a no właśnie nie wiem, po co ja tam siedzę :)

„A po co ty tam siedzisz w przeszłości? Tyle masz tu do zrobienia!”

No jasne, no pewnie… mam i to całe milion rzeczy do zrobienia! Choćby ten post jakiś opóźniony, przecież już tydzień minął… gdzie foty, dziś – po tygodniu dopiero?! POBUDKA WSTAĆ! KONIOM WODY DAĆ! woDYyy! Ihaaaaa!

… że niby co, że niby:

 public class Comeback{
public static void main(String[] args){

Tak, wracam – z całym szacunkiem, ale miałam pozwiedzać, zwiedzanie też wyzwanie, a co! [nawet nie czuje jak rymuje lala jedna] 🙂 To jak już się wyzwałam, to się nie cofnę, ni cholery! A może mnie trochę przerosła ta wolność… może się zmęczyłam… Ola ma rację pukając mi w czółko tekstem: „nie można cały czas jechać na pełnych obrotach, prawda?” … może i się zmęczyłam, może i mnie przerosło to wszystko… ale teraz to wychodzi, że przerosłam swoje przerośnięcie! Jej chyba robi się nad wyraz ekstremalnie w mojej polszczyźnie 😛 czyżby wpływ męża 😀 Hahaaa!

Co by nie eksperymentować z językiem ojczystym, fakt jest jeden – Stadnina Koni w Janowie Podlaskim pięknym miejscem jest! A te ogieryyy…. ajajajajajaaaaaj!

… z kopyta i do bOjU Panie i Panowie, ja tam nie zamierzam stać w miejscu, już podjadłam owsa – siŁA i mOC IHAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! 🙂 bo niby komu by się chciało tak stać w ten upał… pobiegać, podziałać – przecież w końcu trzeba nauczyć się galopowania bez lęku 😛 Aaaaaa… ten na dole, piękny siwy, arabski… poproszę, dziękuję!

… że mało wam cmokania Iny? A proszę… ot i wersja numero duo – tym razem champion nad championami… że niby 😛

… oj ale galopować to ja kurna potrafię, gorzej ze stępem, hmm… odpoczywać – ot i sztuka… cóż więcej rzec, IHAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! 🙂

… fotki z wycieczki do Janowa Podlaskiego z Inową drużyną – 20 czerwca 2013 🙂

sMerFOwA doLINa iHAaa!

Darz bór towarzysze…

Stoję sobie na szczycie wzniesienia – wzgórze takie, całkiem spore – wszystkie okoliczne się przy nim chowają. Podejście – to strome, to łagodniejsze, nieustannie zielony pochyły… Stoję i oczom nie wierzę! Patrzę, przecieram, otwieram szerzej – a ona ciągle tam jest – Smerfowa Dolina! Tam w dole, najprawdziwsza na świecie, tu blisko – tuż obok! O jaaaaaaaacie! Najprawdziwsza Smerfowa Dolina u mych stóp! To dopiero widok – mówię Wam! MEGA CIOS CIOSÓW 🙂 Odkryłam, znalazłam – dotarłam – moja, jedyna w swoim rodzaju! Jaaaaaaaaaacie! Yyyy – to ja nie chcę już czekać, już nie będę przeciągać – lecę zwiedzać – tyle tam ciekawych fajowych rzeczy, nowych wyzwań – wszystkiego nowego, takiego „odnowego” 🙂 Jaaaaaaacie! Smerfowa Dolina, moja własna… Ja chcę już, już… Przewodniku, poczekaj tu na mnie – pozwiedzam, zadomowię się i wrócę do Ciebie, wrócę… w styczniu wrócę 🙂 Aaaaa teraz już lecę, już na mnie pora! Potrzebuję, chcę, decyduję – TAK, zmykam pozwiedzać 🙂

Darz bór życie… bez trzymankiiiiiiiiiiiiiiiiiiii ihaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!

Piotruś, a Ty gdzie?! Halo 🙂 No ja wiem, że się tu ekscytuję jaka to moja ta dolina, ale no! Cho ze mną, no cho idziemy pozwiedzać! 🙂 Lalalalalllaaaaalalalaaa lalala lalalalaaaaa 🙂

wEHiKuŁ czASu

Co byście zrobili, gdybyście mogli cofnąć czas? Ot tak ten jeden raz, przenieść się do dowolnego miejsca w swoim życiu i mieć możliwość działania, zmiany czegoś… Co byście zmienili mając w świadomości konsekwencje jakie przyniesie za sobą zmiana? Każdy ma przecież to coś, czego wolałby nie przeżyć, tego kogoś kogo wolałby nie poznać, albo tego kogoś kogo minął na ulicy obojętnie i po dziś dzień zastanawia się co by było gdyby. Tak… są rzeczy, których wolałabym nie przeżyć, ludzie, których wolałabym nie spotkać, czyny, które najchętniej oddałabym komuś innemu, albo spaliła u babci w piecu… Dziś, siódmego czerwca kiedy o tym myślę WIEM, że nie oddam za nic na świecie tego co mam teraz, tego co wiem, tego co potrafię, tego gdzie jestem – ani tego kim jestem! Nie zamienię mojego świata na żaden inny, już nie…

Nie chcę już cofać czasu, mimo wszystko… i kropka.

cZerwcÓWKa majOWA 2013

Długich weekendów nam się narobiło w tym nowym 2013 tyle, że człowiekowi ciężko się połapać. Jak by nie patrzeć dwie majówki mieliśmy w tym roku, albo raczej półtorej majówki i pół czerwcówki póki co! No ale – skoro mamy fritajm, skoro mamy słonko – to mamy i wycieczki dalekie i bliskie! Tym razem głównie bliskie 🙂

Pogorzel, BAGNO POGORZEL po raz któryś tam, nie pamiętam który… żurawie zamilkły, Stefan popływał a nas skonsumowały na podwieczorek komary 🙂 Tak! Mimo owej konsumpcji wycieczka przednia – cudnie tam jest, może się człowiek zresetować na całego 🙂

tresc

Pogorzel Pogorzelą – ale rowerowa rundka po Rezerwacie Jedlina w Mieni – to dopiero coś! Mało tego, że pierwszy raz w tym sezonie wybraliśmy się na wspólne pedałowanie – to towarzyszył nam łaciaty! Zdolna bestia, niespełna 14km leciał za nami nie odstępując ani na chwilę 🙂 Sarny, zapachy, błotko – nieee – jego interesowało bycie w bezpiecznej odległości od kręcących się kółek! Spisał się chłopak, jego dotychczasowe przygody z rowerami to głównie ściganie rowerzystów w lesie i przyprawianie mnie tym samym do nerwa numer pięć! A tu proszę…

Świetna wycieczka, szlak wymagający kondycji na poziomie ZERO, bez wzniesień, płasko i prześlicznie, zielono, pachnąco i bagiennie – cudo!

Kondycję można mieć lub nie mieć, deszcz i burzę można przetrwać, Stefan może zachowywać się idealnie – ale urwanej korby czy tam ośki czy jak to się tam nazywa – już się nie przemilczy 🙂 Piotrka rower postanowił dać nam nieco urozmaicenia w trasie 🙂 Tak oto miszcz kierownicy stał się miszczem hulajnogi 🙂

… a skończyło się holowaniem 🙂