dagmara

207 postów

Idzie nowe!

Lada dzień poprzesadzam trochę roślinek na moim blogu – idzie nowe, znalazłam kierunek… potrzebuję jeszcze trochę to przetrawić i ruszam w drogę. Lubię to miejsce, szczególną wartość ma dla mnie domena. Poczułam zew natury, mój klimat wraca w nieco odmienionej postaci. Będzie fotograficznie to po pierwsze, będzie różnorodnie to po drugie… a po trzecie i po dziesiąte to nie powiem, bo jeszcze trawię 😉 Cieszę się, mam poczucie, że daję temu miejscu drugie życie. Dlaczego drugie, a nie dziesiąte? Przecież blog pod różnymi nazwami miał kilka odsłon… dlatego, że teraz tak czuję.

Lubię zmiany, trudno mi się rozgościć w jednym miejscu, ale może to po prostu oznacza, że ciągle nie znalazłam tego wyjątkowego. Tutaj jestem blisko. Odzyskałam domenę, ale blog była taki jakiś chaotyczny, teraz mam pomysł jak to zmienić nie tracąc tej całej historii.

Na teraz kończę, wrócę lada chwila 🙂 Dobrej nocy!

życie bez facebooka

Życie bez facebooka

Czy możliwe jest życie bez facebooka? No jasne, że tak. I tutaj post winien się skończyć… gdyby nie fakt, że mam świadomość ile wartościowych rzeczy się tam dzieje. Jak to ogarnąć? Jak czerpać ale nie siedzieć na portalu cały wieczór? Ja nie chcę, najchętniej skasowałabym konto i olała system. Tylko przeróżne darmowe bądź nie akcje mnie ominą, bo toczą się tam – na facebooku, nigdzie indziej. Poza tym tego wszystkiego jest tyle, że nawet olewając fejsa człowiekowi życia nie starczy aby czytać, słuchać i czerpać z przeróżnych form rozwoju. Bo o to mi głównie chodzi. O rzeczy rozwojowe, pozwalające poznać perspektywę, która jest mi mało znana albo wręcz obca. Gdyby nie facebook nie znałabym uważności, gdyby nie facebook nie wiedziałabym co to rodzicielstwo bliskości. Chciałabym, tylko jak?

Czytaj dalej

Jestem jestem, biegam biegam :)

Nie nie, brak wpisów nie oznacza wcale, że porzuciłam bieganie albo uważność! Nie drodzy państwo, po prostu jakoś czasu nie było na przelewanie tych moich biegów i przemyśleń na ekran. Już jestem i donoszę uprzejmie, że idzie mi co raz lepiej. Z planu na 10km zrobiłam plan treningowy na półmaraton. W sobotę przebiegłam moje pierwsze 8km – wow być dumnym! Ale już w niedzielę bodaj uznałam, że rezygnuję z tego planu i będę biegała 3x w tygodniu. Na ten moment po 5 i 8 km. Chcę dojść do etapu kiedy będzie to trzy biegi tygodniowo po 10km. Dalej póki co nie sięgam. Dycha mnie na ten moment satysfakcjonuje. A półmaraton postaram się strzelić wiosną 2020. Do tego czasu postaram się zamknąć rozejście mięśnia prostego brzucha i heja 🙂 Dam radę! Jak dycha nie będzie problemem to i 21 pójdzie przy odpowiednich treningach.

Czytaj dalej

dzień 3

Plan 10k – dzień 3 :)

Obecna! Melduję zaliczenie treningu numer trzy! Dzień 3 planu 10km – czyli „23m:38s bieg w spokojnym tempie z 6 przebieżkami” – miało być 3km wyszło prawie 3,5km, dodatkowo pobiłam swój rekord na 3km 🙂 Być dumnym! Nie powiem żeby było łatwo, widzę, że zwiększanie tempa to dla mnie nowość, dokładniej to czuję to w klacie 😛 Ale podoba mi się, czuję się rewelacyjnie i za nic w świecie tego nie oddam. Nie wiem czy to uważność kiełkuje, czy adrenalina z biegania robi swoje, ale ostatnie dni to jakiś mega progres w kwestii nerwów, reakcji. Oby tak dalej 🙂

Czytaj dalej

plan 10k - dzień 2

Plan 10k – dzień 2!

Co prawda trening strzeliłam wczoraj, a piszę dziś ale co tam. Dzisiejszy trening przewidywał „spokojny bieg w tempie 8:00 min/km” – czyli 5km w 40 minut. Przebiegłam moje 5km w 36 minut 57 sekund. Także jest ok. O dziwo, co zauważyłam już od początku tegorocznych treningów, moje nogi radzą sobie świetnie, jedyne co odczuwam to klatę, pod koniec 5km czuję się „dotleniona”, nie wiem jak określić to odczucie, ale czuję płuca 🙂 Zaczynam bez watpliwości czy przebiegnę, a przecież we wrześniu zaczęłam plan treningowy na 5km – nie ukończyłam go, smog mi przerwał, ale pewnego dnia po prostu pobiegłam w lesie 5km i dałam radę. Choć wtedy było ciężko. Teraz kilometrowo jest ok. Także wróże sobie sukces z moim planem. Nie ukrywam też, że kiedy tylko endomondo pozwoli (mam nadzieję, że za jakiś miesiąc) przeflancuje sobie plan na plan na półmaraton. Teraz pokazuje mi, że mam za mało kilometrów tygodniowo. Poczekam, pobiegam z tym planem aż endo pozwoli wydłużyć dystans. Także ten 🙂

Czytaj dalej

dzień 1

PLAN 10k czas start! Dzień 1

Uparłam się, no uparta jestem jak diabli! Utworzyłam w endomondo plan treningowy na dystans 10km 🙂 Ależ jestem podekscytowana 🙂 Nie żebym miała przeciwwskazania do biegania, mam, przynajmniej dwa. Ale ja muszę, nie dam rady inaczej, to takie dobre MUSZĘ, takie chcę chcę chcę więc MUSZĘ 🙂 Także ten, startuję, a konkretnie wystartowałam dziś! Przeciwwskazaniami zajmę się przy okazji. Dlaczego akurat 10km? Dlatego, że mam cel, do którego mi się ten dystans przyda.

Czytaj dalej

kobiety to służące

Kobiety to służące

W marcu Ania zaproponowała ćwiczenie dotyczące przekonań. Nie będę się rozpisywała czym przekonania są, czym nie są, skąd się biorą i co nam robią, nie czuję potrzeby. Ćwiczenie mnie powaliło, odkryłam coś bardzo mocnego. Jako osoba, która doświadczyła w dzieciństwie przemocy seksualnej wszelkie trudności z kobiecością, seksualnością itp zwalałam na tę właśnie traumę.  Mimo, iż byłam w terapii ładnych parę lat kobiecość nadal jest dla mnie nie lada wyzwaniem. Miałam wrażenie, że trauma przepracowana nie powinna już dawać takich trudności w codziennym życiu, no ale… zły dotyk boli całe życie. Więc ok, TO pewnie z TEGO. Wczoraj odkryłam, że wcale nie musi to mieć związku. Wczoraj odkryłam, że „kobiety to służące„!

Czytaj dalej

Zrobiło się żółto

Przyznać muszę, a raczej chcę, że zawierucha za oknem przywiała mi jakiś wewnętrzny spokój. Nie daję się porwać emocjom, staram się i mi wychodzi. Podoba mi się taki stan rzeczy, wyciszenie mimo gęgolenia, jękolenia i pokrzykiwania. Dziś czuję wdzięczność, przeogromną. Niby nic, niby banał, a cieszę się i wdzięczna jestem tak bardzo, że uśmiech mi z ust nie schodzi od dobrych pięciu godzin. Lubię ten stan, Ania mówi, że „wdzięczność jest antidotum na lęk i strach” … mogłabym tak dziękować codziennie 🙂 Za czysty oddech dziś jednak nie podziękuję. Wyszliśmy drużyną z psem, od drzwi dało się czuć komin, wichura umknęła wróciło stare dobre, żółte. Tego nie lubię. No nic, na to narzekać będę zawsze, niewiele mogę… bezsilność w sumie.

Czytaj dalej

Niedzielna zawierucha

Nie nie będę zrzędzić jak to mi nie wyszło, żeby pisać regularnie, jak to miałam robić wyzwanie uważności. Miałam. Czy robię? Nie, poległo, bynajmniej na tą chwilę.

To teraz tak.

Dziś jestem ja. Dziś jest niedziela. Co widzę? Wiatr, wichurę za oknem. Jest zimno, pięć na osi. Obiecałam dziecku rower, ale damy spokój, za bardzo wieje. Ogórkowa pachnie, kawa pachnie. Tak, kawa zawsze pachnie w naszym domu. Uwielbiam kawę. Kiedyś chciałam testować, znaleźć tę jedyną… albo po prostu zobaczyć czym się różnią. Może do tego wrócę. Jest to jakiś pomysł na uważność. Smak. Delektowanie się. Tu i teraz.

A tu i teraz jest już wieczór, na dworze ciemno, czy wieje nie wiem, nie słyszę, a jedyne drzewo jakie widać zza okna utonęło w mroku. Nie wiem więc, ale czy to istotne. Dla mnie istotne jest, że medytacja dała uśmiech, że mimo licznych ucieczek myślowych wytrwałam. A myśli gonią, gonią w kierunku wyjazdu, który czeka nas za kilka dni. Do pakowania się, zabierać laptopa? A może odpuścić i być offline tyle ile tylko będę w stanie. Wiem, że cały tydzień nie dam rady, zaczynam kurs i zwyczajnie jeśli chcę go przerabiać, a chcę to w offline się nie uda. Ale mogę na tym poprzestać prawda? Mogę nie pisać postów na stronie, mogę nie wchodzić na facebooka, nie używać komunikatora. Mogę zaglądać w telefon tylko wtedy gdy zadzwoni. Mogę. Czy chcę. Jeszcze nie wiem, kusi mnie pisanie tutaj, w końcu w tym zakresie nie grzeszę, więc nie zaszkodziłoby. Z drugiej strony wyjazd to dobra okazja do wyspania się, odpuszczenia wszystkiego wieczornego i wyspania się.

Dziś jest niedziela, w niedzielę zwykle bywa nerwowo, a ja dziś jestem wdzięczna za spokojny dzień, za ciszę, za zwolnione reakcje, sobie jestem wdzięczna. Nie wiem jak to zrobiłam, może po prostu, a może klimat był sprzyjający. Dzisiejszy dzień, mimo, że bez spaceru był inny. Teraz czeka mnie jeszcze parę minut w kuchni i kilka chwil przy laptopie. Zen. Może nie zupełny, ale już taki to jest wow i już taki mi pasuje. Oby tak dalej. Dziękuję 🙂

Wyzwanie: dzień 2

Dzień dobry w niedzielę, dziś drugi dzień wyzwania. Wydychanie stresu. Jednym słowem głębokie oddechy w chwilach stresowych. Dałam radę. Dzielna ja! A wdzięczność? Dziś za to, że mnie nie poniosło, za zachowanie spokoju. Za spadek temperatury u młodego, za pyszną herbatę z cytryną, imbirem i miodem, którą właśnie popijam, za marzec, za marzec też jestem wdzięczna, marzec to wiosna 🙂 W praktyce medytacja samoakceptacja 5 minut. W ciele i emocjach radość, rozluźnienie, „wesoła” twarz mi się włączyła, świetne uczucie takiej lekkości na twarzy 🙂 Ogólnie czuję i widzę, że ostatnio medytacje mi idą, mało że idą to jeszcze dają efekt. Następnym razem, oby takowego nie było, ale gdyby – następnym razem jak się zmasakruję jakimś wirusem czy bakterią nie odpuszczę medytacji choćbym miała je robić na leżąco. Potrzebuję tego, lubię to 🙂

Kawę też lubię. Dziś nie udało się wstać o 6, młody się podgrzewał w nocy, więc słabo było ale dziś spróbuję.

Dobrej!