dagmara

200 postów

Zrobiło się żółto

Przyznać muszę, a raczej chcę, że zawierucha za oknem przywiała mi jakiś wewnętrzny spokój. Nie daję się porwać emocjom, staram się i mi wychodzi. Podoba mi się taki stan rzeczy, wyciszenie mimo gęgolenia, jękolenia i pokrzykiwania. Dziś czuję wdzięczność, przeogromną. Niby nic, niby banał, a cieszę się i wdzięczna jestem tak bardzo, że uśmiech mi z ust nie schodzi od dobrych pięciu godzin. Lubię ten stan, Ania mówi, że „wdzięczność jest antidotum na lęk i strach” … mogłabym tak dziękować codziennie 🙂 Za czysty oddech dziś jednak nie podziękuję. Wyszliśmy drużyną z psem, od drzwi dało się czuć komin, wichura umknęła wróciło stare dobre, żółte. Tego nie lubię. No nic, na to narzekać będę zawsze, niewiele mogę… bezsilność w sumie.

Czytaj dalej

Niedzielna zawierucha

Nie nie będę zrzędzić jak to mi nie wyszło, żeby pisać regularnie, jak to miałam robić wyzwanie uważności. Miałam. Czy robię? Nie, poległo, bynajmniej na tą chwilę.

To teraz tak.

Dziś jestem ja. Dziś jest niedziela. Co widzę? Wiatr, wichurę za oknem. Jest zimno, pięć na osi. Obiecałam dziecku rower, ale damy spokój, za bardzo wieje. Ogórkowa pachnie, kawa pachnie. Tak, kawa zawsze pachnie w naszym domu. Uwielbiam kawę. Kiedyś chciałam testować, znaleźć tę jedyną… albo po prostu zobaczyć czym się różnią. Może do tego wrócę. Jest to jakiś pomysł na uważność. Smak. Delektowanie się. Tu i teraz.

A tu i teraz jest już wieczór, na dworze ciemno, czy wieje nie wiem, nie słyszę, a jedyne drzewo jakie widać zza okna utonęło w mroku. Nie wiem więc, ale czy to istotne. Dla mnie istotne jest, że medytacja dała uśmiech, że mimo licznych ucieczek myślowych wytrwałam. A myśli gonią, gonią w kierunku wyjazdu, który czeka nas za kilka dni. Do pakowania się, zabierać laptopa? A może odpuścić i być offline tyle ile tylko będę w stanie. Wiem, że cały tydzień nie dam rady, zaczynam kurs i zwyczajnie jeśli chcę go przerabiać, a chcę to w offline się nie uda. Ale mogę na tym poprzestać prawda? Mogę nie pisać postów na stronie, mogę nie wchodzić na facebooka, nie używać komunikatora. Mogę zaglądać w telefon tylko wtedy gdy zadzwoni. Mogę. Czy chcę. Jeszcze nie wiem, kusi mnie pisanie tutaj, w końcu w tym zakresie nie grzeszę, więc nie zaszkodziłoby. Z drugiej strony wyjazd to dobra okazja do wyspania się, odpuszczenia wszystkiego wieczornego i wyspania się.

Dziś jest niedziela, w niedzielę zwykle bywa nerwowo, a ja dziś jestem wdzięczna za spokojny dzień, za ciszę, za zwolnione reakcje, sobie jestem wdzięczna. Nie wiem jak to zrobiłam, może po prostu, a może klimat był sprzyjający. Dzisiejszy dzień, mimo, że bez spaceru był inny. Teraz czeka mnie jeszcze parę minut w kuchni i kilka chwil przy laptopie. Zen. Może nie zupełny, ale już taki to jest wow i już taki mi pasuje. Oby tak dalej. Dziękuję 🙂

Wyzwanie: dzień 2

Dzień dobry w niedzielę, dziś drugi dzień wyzwania. Wydychanie stresu. Jednym słowem głębokie oddechy w chwilach stresowych. Dałam radę. Dzielna ja! A wdzięczność? Dziś za to, że mnie nie poniosło, za zachowanie spokoju. Za spadek temperatury u młodego, za pyszną herbatę z cytryną, imbirem i miodem, którą właśnie popijam, za marzec, za marzec też jestem wdzięczna, marzec to wiosna 🙂 W praktyce medytacja samoakceptacja 5 minut. W ciele i emocjach radość, rozluźnienie, „wesoła” twarz mi się włączyła, świetne uczucie takiej lekkości na twarzy 🙂 Ogólnie czuję i widzę, że ostatnio medytacje mi idą, mało że idą to jeszcze dają efekt. Następnym razem, oby takowego nie było, ale gdyby – następnym razem jak się zmasakruję jakimś wirusem czy bakterią nie odpuszczę medytacji choćbym miała je robić na leżąco. Potrzebuję tego, lubię to 🙂

Kawę też lubię. Dziś nie udało się wstać o 6, młody się podgrzewał w nocy, więc słabo było ale dziś spróbuję.

Dobrej!

dzień 1

Wyzwanie: dzień 1

Po prostu zacznij mówi dziś do mnie karteczka. Tak więc START! Udało mi się wywalić ze słownika słowo MUSZĘ, chociaż to nie nowość, bo od dawna mówię, że nie muszę tylko chcę… ale dziś wyjątkowo się pilnowałam. Tutaj sukces. Gorzej z zadaniem numer dwa czyli zrobieniem czegoś dla siebie, co dawno odłożyłam na bok… nie udało się. Chciałam pójść na wieczorny spacer… ale jak zobaczyłam wskaźniki jakości powietrza, to z przykrością wolę nie wykonać zadania, niż wejść do rury wydechowej jaka panuje aktualnie na zewnątrz. 🙁 Trudno, wymyślę coś innego, albo zrealizuję to zadanie jak tylko poprawi się sytuacja na froncie. Tak czy tak dzień zaliczam, karteczkowy dzień. 🙂

Dziś krótko, 5 minutowa wieczorna medytacja dla mam, rozkojarzenie wzięło górę, za bardzo poleciałam w relaksację i prawie mi się usnęło na siedząco 🙂

Ogólnie to był dość dobry dzień, choć nie bez komplikacji. Kapka wdzięczności… dziś za względny spokój i za empatyczne dwójki 🙂 Bardzo jestem podekscytowana! No dobra na teraz więcej nie napiszę, towarzystwo się uruchamia 😉 i co gorsza podgrzewa 🙁

Jutro dzień drugi wyzwania, do zobaczenia!

wyzwanie

Marcowe odpuszczenie

Mam wrażenie, że dzisiejsza medytacja podziałała na mnie niczym spa, rozluźniła, oczyściła… dała wytchnienie i nadzieję. Właściwie to nigdy nie byłam w spa więc porównanie raczej kiepskie, ale co tam 🙂 Tak, właśnie trzasnęłam medytację – odpuszczenie (9 minut) od Uważnej Mamy i jest wow, kolejny raz jest wow! Cieszę się 🙂 Co się pojawiło, pojawiła się ulga, radość, lekkość – cudo! W ciele rozluźnienie i poczucie siły, taki król lew normalnie.

Czytaj dalej

Wracam do żywych

Melduję medytację, dwie konkretnie ale dziś łagodnie: liczenie oddechów (3 min) i samoakceptacja (5 min). Emocje? Radość, że w końcu się ruszyłam i wróciłam do medytacji… choroba zrobiła swoje, ledwo żywa z co 5 sekund budzącymi się maluchami odpuściłam, nie dałam rady. Niestety nie tylko tego, ale wracam do żywych! Odczuć fizycznych nie zauważyłam żadnych. A za co jestem dziś wdzięczna? Za odnawiający się kontakt, za powrót do medytacji i mocne postanowienie by w końcu zacząć na całego włączać uważność w moją codzienność. Potrzebuję tego.

Wczoraj wpadłam na pomysł, na pomysł robienia czegoś dla siebie. Czegoś co mnie kręci, co łączy moje zainteresowania i bycie mamą. Nie będę pisać konkretów. Póki co. Powstała już strona internetowa, na razie taka abytylkobyła 😉 Nakręciłam się i jestem sobie ogromnie wdzięczna za to, że wpadłam na pomysł! Wierzę, że mi się uda. Wierzę, że tak ja jak i dzieciaki będziemy zadowoleni. Szczegóły wkrótce… A ruszam z nadejściem wiosny 🙂 Może nie zaraz 21 marca… ale od kwietnia na pewno 🙂

Dobrej nocy!

do bani

Do bani

Tak wiem, w uważności chodzi o to, żeby nie oceniać, być i czuć. Ale nie potrafię chyba. Moja praktyka jest do bani! Nie idzie mi ostatnio uważność, jestem tak zaabsorbowana toną myśli, że nie potrafię wsłuchać się w siebie. Potrzebuję się zresetować. Potrzebuję się zmęczyć, wyżyć… pobiegać? Weźcie ten smog! Mam wrażenie, że jak raz, a porządnie nie oczyszczę sobie głowy adrenaliną to mi się ta gonitwa nie skończy. Potrzebuję tego jak powietrza. Kolejna medytacja „przemyślana” … nie słucham, nie skupiam się… to nie działa, jestem zbyt nakręcona tym co się dzieje żeby się zatrzymać i pobyć w chwili obecnej. A już wydawało się, że podjęta decyzja mnie zatrzyma. Owszem na dłuższą metę może i tak, ale tak na teraz to moje myśli szaleją.

Jutrzejszy dzień zarządzam DNIEM W WERSJI SLOW! Spróbuję się przyjrzeć temu co wokół, bo wiem co mnie porywa. Pobędę z tym, ale z każdym z osobna… może uda mi się pozwolić myślom przeminąć. Może potrafię. Nie no wiem, że potrafię! Brakuje mi regularności w uważności, wkręcania się, czytania, wertowania ćwiczeń, teorii. Wrócę do tego! Od rana! Posłucham sobie nagrania z rana, wyciągnę kartkę z ćwiczeniem… TAK!

A dziś, dziś jestem wdzięczna za decyzję o niewykupowaniu recepty, za w miarę spokojny dzień, za kolorowanki z młodą i za pełne pieluchy młodego 🙂 Ależ siuśki mogą dać człowiekowi radości 🙂 Tyle.

Tak więc jest plan. Spróbuję. Nikt tego za mnie nie zrobi. Dobrej nocy, ja idę pogadać z „wszystkomającą” szufladą! 😉

Obrazek wyróżniający: Pixabay

wdzięczność

Wdzięczność

Tak, dziś jestem tu po to być napisać o wdzięczności 🙂 Dziś mam o czym pisać, to tak namacalne. Wdzięczność jest antidotum na lęk i strach jak mawia jedna pani… mądrze prawi! Dziś jestem wdzięczna za dobry wynik badania krwi, mój – ważny bo się spaprało i się naprawiło 😉 jestem też wdzięczna na dobry wynik siuśków młodego, o tak! Dziś jestem wdzięczna za wieczorną rozmowę telefoniczną, której bardzo potrzebowałam, a która to bardzo mnie uspokoiła. Czuję wdzięczność za podjęcie decyzji. Tak! Koniec z dokądśdążeniem, czas zacząć żyć 🙂 Ależ mam uśmiech na ustach, cudne uczucie 🙂

Co teraz? Teraz potrzebuję pobyć sam na sam ze swoimi myślami. Ależ cudny będzie rok 🙂 Eeee tam, że nie planować, ja to wiem! Jak ja pomyśle o kawie, porannej w promieniach wiosennego słońca… na balkonie… ajajajjaajaaaaaj! Już niedługo 🙂 No nie potrafię kochać zimy, nie potrafię przez ten beznadziejny smog przede wszystkim! Chcę móc bez obawy wyjść na spacer, a nie lecieć bo MUSZĘ wyjść z psem, bo by człowiek inaczej nie wystawił facjaty na ten dym… Na przyszły rok kupimy szaliki antysmogowe, a ja sobie maseczkę do biegania! No ale, teraz mamy styczeń, do wiosny pozostały dwa miesiące 🙂 Nie zamierzam siedzieć dwa miesiące i narzekać 🙂 Nie! Nie! Zamierzam żyć! 🙂

Zmykam, ostatnio poranki zaczynają się dość wcześnie 🙂 Dobrej!

kierunek

Kierunek

Kierunek nieznany, myślę myślę i nie wiem dokąd pójść. Chciałabym podjąć słuszną decyzję, tak by nie żałować, że odpuściłam albo wyrzucać sobie „na co mi to było”. Chciałabym wiedzieć. Z drugiej strony czuję, że potrzebuję już spokoju, nie planowania, nie zastanawiania się – po prostu spokoju. Należy mi się. Myślę o moim wymarzonym weganizmie, mhmyyy wyzwanie 🙂 Ale takie zdrowe, bardzo nawet! Bardzo chciałabym pójść za głosem serca, ale chciałabym też spokoju. Zajęcia się sobą, odkopania pasji i zarażania pięknem przyrody moich dzieci. Chciałabym już nie myśleć czy albo kiedy, chciałabym mieć z głowy. Tak brutalnie ale tak, chciałabym mieć z głowy. Kierunek…

Czytaj dalej

kryzys

Kryzys chlapopochodny

W uważności chodzi o bycie tu i teraz, czerpanie z codzienności… ale czy to znaczy, że nie powinnam czekać na wiosnę? Aaaaale ja czekam! Chcę mieć tę moc by pójść do lasu bez obaw o przemarznięcie towarzystwa, o nudę w wózku, bo buty jakoś gryzą młodego. Poza tym zwyczajnie wiosna to jest to, zima w wykonaniu tegorocznym to kicha, więcej deszczu i plusów niż zimy w pełnym tego słowa znaczeniu. Narzekam? Narzekam! Chcę wiosny, kryzys zimowy mam.

Czytaj dalej