dagmara

183 postów

burzowe chmury

Burzowe chmury

To był koszmar, istny koszmar… Od rana nadciągały czarne chmury, ale nie spodziewałam się, że będzie aż tak źle. Patrząc wstecz, patrząc sporo wstecz aura nie zapowiadała aż takiego załamania. Nie wiem jak to możliwe, jakiś kryzys czy coś… Siedzę i nie wierzę. Tak wiem, przyroda jest nieokiełznana, przyroda jest nieprzewidywalna, burze pojawiają się znikąd… Nie prawda, burze zawsze gdzieś mają swój początek, skądś się te burzowe chmury biorą, te komórki burzowe czy jakoś tak, gdzieś i z czegoś się wytwarzają. Tak było i tym razem. Hmm…

Czytaj dalej

Wytupany las, uwielbiam!

Plan był prosty, kierunek las, pieszo. Młoda chętna, Młody miał się tylko wyspać przed i gotowe – ruszamy! No i ruszyliśmy, w samo południe przy 27 stopniach na plusie, ale co tam – bez przesady, ostatnie chwile ciepła trzeba zatem korzystać! Poza tym w lesie jak to w lesie, drzewa są – więc i cień jest 🙂 Uwielbiam takie spacery! Wszystko było jak z obrazka, wszystko dosłownie. To było coś czego po kilku ostatnich nerwowych dniach potrzebowałam.

Czytaj dalej

Książkowy plan!

Postanowiłam dziś, że nadszedł czas by sterta książek, którą zakupiłam doczekała się przeczytania. Co raz pojawiają się nowe, bardzo chcę je przeczytać no ale kiedy przychodzi co do czego to albo siły brak i spać by się człowiek położyła, albo inne ustrojstwo… No ale, mogę tak zrzędzić do śmierci, a książki będą sobie leżały, a w grobie mi się nie przydadzą! Czas się zatem ruszyć i przestać podziwiać ich cudny zapach – uwielbiam zapach książek, szczególnie nowych, choć nie wszystkich… czas zacząć czytać. Nie żebym wcale, mam zrywy. Tak dziś postanowiłam, że będę czytała jedną książkę na 2 tygodnie. To mój książkowy plan. Oczywiście to minimum, jeśli będzie to egzemplarz krótszy poleci szybciej. Ale chcę sobie dać czas na jedną książkę. W ten sposób do końca roku przeczytam 8 książek spośród tych kilkunastu, które czekają na swój czas! To by było extra, to będzie extra! Mam świadomość, że może być to trudne, szczególnie przy planie treningowym, postach na blogu, ząbkującym drugorodnym i życiu tak ogólnie… ale postaram się! Kciuki mile widziane 🙂

Czytaj dalej

sukces

Sukces! archiwalne wpisy odzyskane!

Ależ się cieszę! Nie sądziłam, że kiedykolwiek odzyskam mojego grusa, po pierwsze domena po drugie te wszystkie posty! Niesamowite, udało się! Pełen sukces! Ślubny zaimportował posty do wp i działa, musiałam kilka godzin poświęcić na dodawanie fotek do galerii – bo to głównie posty z moimi zdjęciami przyrodniczymi… Kawał mojej historii. Strona powstała w 2007 roku, tak więc 11 lat temu! To  jest wielkie WOW! Bardzo bardzo dziękuję 🙂 i bardzo bardzo się cieszę 🙂

Wszystkie posty archiwalne jak na archiwum przystało otrzymały kategorię ARCHIWUM plus ewentualnie kategorię FOTOGRAFIA lub inne jak chociażby AKTYWNIE. Oj z aktywnością było u mnie nieźle te parę lat temu. Teraz pomału do tego wrócę. Na razie się rozbiegam, a docelowo chciałabym startować w biegach w okolicy, nie dla rywalizacji a dla samej siebie 🙂 Już się cieszę, choć dopiero od tygodnia biegam. Jestem z siebie dumna!

Poranna kawka i poranny post pełen energii 🙂 To musi być dobry dzień! Choć nie powiem, zaczął się jakoś słabo 😉

Tak więc stronę grusgrus.pl uważam za uruchomioną 🙂 Tadam!!!!!

Tak z innej bajki… czytałam gdzieś ostatnio, że jakoś nielubiane w internetach jest „chwalenie się” swoimi biegowymi dokonaniami, że szpan, że wielce 5km przebiegł i wielkie halo z tego robi. W dupu to mam, ja zamierzam się tym dzielić, bo to mój ogromny sukces i ogromna radość – więc tak będę pisać o mojej przygodzie z bieganiem! Także ten… jak tylko znajdę sposób na publikowanie danych z endomondo bez mapy zacznę wrzucać tu swoje treningi 🙂

Foto: pixabay.com

Ihaaaa odzyskałam domenę!

Tak tak tak! Ta domena była kiedyś moja! Wiele lat temu założyłam stronę, a dokładniej założył mi ją brat, stronę z moimi zdjęciami i przemyśleniami. To był kawał mojego życia, któremu pozwoliłam odejść. Właściwie nie wiem dlaczego odpuściłam, kilka kolejnych stron też poległo w czeluściach, skasowałam je. Z grusgrus.pl mam za to gdzieś na dysku archiwum, archiwum obrazów i bodaj bazę danych. Jeśli uda mi się to odzyskać wrzucę tę zawartość tutaj, tutaj gdzie jej miejsce 🙂

Czytaj dalej

Idę pobiegać!

Całkiem niedawno ktoś zadał mi pytanie… „a co robisz dla adrenaliny?” … yyy nic! Wtedy mnie olśniło! Zasiedziałam się totalnie. Spacery z cyklu leśnego mi nie wystarczają, zawsze byłam osobnikiem aktywnym, rowery, Kampinosy przejechane wzdłuż i wszerz… zdobyte Rysy… a tu nagle zaciążyła i zwolniła. Nie żeby całkowicie się zatrzymała, ale zwolniła zdecydowanie. Spacery leśne a i owszem, ale to już nie ten wysiłek i radocha co 148,08 km na rowerze jednego dnia, albo nie to co wspomniane Rysy w piękny lipcowy poranek. Za bardzo zwolniłam, na tyle żeby stracić poczucie mocy, siły i radości jaką dawała mi aktywność fizyczna. Chłopa upolowałam totalnie zasiedziałego i mimo, że podczas „randek” zasuwał ze mną na równi, tak długo nie trzeba było czekać żeby się przekonać, że to osobnik kanapowy, dla którego złożenie łóżka to już duży wysiłek. No cóż, może nie porzucę go za tę inność 😉 Czas ruszyć cztery litery!

Czytaj dalej

Pozytywne myślenie :)

Kiedy sobie pomyślę, że wszystko ułoży się tak jak bym tego chciała, to od razu uśmiech wdziera się na usta i absolutnie nigdzie nie zamierza się schować 🙂 Tak, pozytywne myślenia znacznie ułatwia życie! Martwienie się na zapas już przerabiałam, tłumaczenie obaw wiedzą też przerabiałam – pierdzielenie kotka przy pomocy młotka! Czy będzie tak, czy będzie siak…

Nie wyobrażam sobie jak inaczej miałby być! Będzie właśnie tak, jak tego pragnę! Wszystko się ułoży, wszystko się uda… A co jeśli? Jakie jeśli?! Hahahaha! Przecież wersja wydarzeń jest ustalona, nie ma żadnego „jeśli”! Dążenie do celu, coś o tym wiem, encyklopedię mogłabym napisać… dlaczego zapominam kiedy najbardziej potrzebuję pamiętać?! Osiągnęłam w życiu tyle, że patrząc wstecz trudno to ogarnąć… i teraz drobna przeciwność losu miałaby mnie powstrzymać? Ooo ni cholery! Mogę wszystko, mam moc i nie zawaham się jej użyć! Nie dam się straszyć! Saluto srutto! Mam moc i poza tym – zwyczajnie na to zasługuję 🙂

Tylko żeby ten łaciaty przestał mnie raczyć swymi aromatami, byłoby miło… zważając na upał 🙂

Tu i teraz!

Kilka dni temu uświadomiłam sobie, że stale się o coś martwię – najczęściej są to rzeczy, które mają mieć miejsce w przyszłości – mniej lub bardziej odległej. Właściwie mogę zaryzykować tezę, że ów „przepowiednie” nigdy się nie spełniają, za to skutecznie utrudniają mi normalne życie! Zauważyłam, że ów dolegliwość nasiliła się u mnie w czasie ciąży. Nie, nie – nie żeby to była jakaś nowość, ale zachowanie to znacznie przybrało na sile – do tego stopnia, że zaczęło mnie wkurzać.
Jestem bardzo szczęśliwa, spełniają się moje marzenia tylko, że to wieczne zamartwianie się nie daje mi się w pełni cieszyć tym szczęściem, tym co mam, tym czego pragnęłam i po co sięgam bez problemu. Wkurzyłam się, a i owszem! Tak, ze mną jest dokładnie tak jak napisali w mądrym artykule, to schemat z przeszłości. Kwestia zasługiwania bądź nie na szczęście – a dokładniej takie poczucie, że to przecież niemożliwe, żeby tak po prostu dostać to czego się pragnie!

Zapomniałam, przez te kilka miesięcy zapomniałam czego się nauczyłam – a nauczyłam się i wiem, że zasługuję na wszystko co najlepsze i nie muszę za to płacić wysokiej ceny i nie muszę się już bać, że ów szczęście zostanie mi odebrane. Zapomniałam, zwyczajnie natłok nowych nieznanych sytuacji, odczuć, których doświadczam będąc w „dwupaku” sprawił, że się pogubiłam. Każdy dzień przynosi coś nowego, nieznanego – obawy są naturalne – mogę się bać, ale w związku z tym co dzieje się dziś – mogę się obawiać tego nieznanego co się pojawia, owszem! Jednego dnia pojawia się „coś” – wzbudza obawy bo: co to jest? Drugiego, trzeciego i przez kolejne dni trwa, a ja razem z tym ze świadomością, że to jest ok – bo taką wiarygodną informację otrzymałam. Nagle to „coś” znika! Nic innego jak: ale dlaczego zniknęło? Kolejne obawy, kolejne nowe sytuacje, których zwyczajnie muszę się nauczyć. Umiem, już pomału umiem to przyjmować. Ale nie chcę i nie zamierzam już więcej bać się na zapas, bo może się wydarzy, bo ryzyko, bo świadomość! Gówno a nie świadomość, gówno a nie wiedza! To schemat, krytyk wyłapał świetnie moment kiedy jestem nieco rozkojarzona natłokiem nowości. Dość tego! Będę się bać i wymyślać plany i rozwiązania na rzeczy, których doświadczam – a nie rzeczy, których być może doświadczę!

Za dużo już straciłam przez to martwienie się na zapas – DOŚĆ! Wystarczy! Teraz żyję, tu i teraz! Nie w przeszłości ani w przyszłości, koniec zamartwiania się na zapas. Szkoda życia!

To jak życie, napijemy się inki? Ja stawiam 🙂

Art.200 KK

Ostatnimi czasy we wszystkich mediach powstał z popiołów temat pedofilii, mówi się o niej, pisze – wypowiadają się tak osoby dotknięte tą ogromna krzywdą, jak i psychologowie, terapeuci, prawnicy, śledczy, „zwykli” ludzie oraz sprawcy – pedofile. Jeszcze niedawno tabu, jeszcze chwilę temu temat widmo – dziś co raz kolejna afera, to ksiądz, to nauczyciel, to jeszcze ktoś inny.

Patrze na to wszystko i nie rozumiem jak to możliwe, że ludzie są tak ograniczeni, że chcą i potrafią tłumaczyć światu, że to dziecko chciało, że zaspakajanie potrzeb, że przedwczesna dojrzałość… Ja się pytam: o co tu chodzi? Ludzie, czy wy naprawdę nie rozumiecie kim jest dziecko, nie rozumiecie tak podstawowej sprawy jak zależność dziecka, jak bezbronność, jak naiwność? Dlaczego przypisujecie dzieciom cechy dorosłych, toż one są dziećmi i mają prawo być naiwne i mają prawo nie wiedzieć i nie rozumieć, a waszym zakichanym obowiązkiem jest je chronić! Czas to w końcu zrozumieć! Czas w końcu pojąć kto tu jest ofiarą a kto oprawcą, kto nosi ciężar złego dotyku, ogromnej krzywdy przez całe życie! Ludzie, jeśli wasza wiedza jest tak wybrakowana wyedukujcie się, poczytajcie zanim zaczniecie się mądrzyć i obwiniać ofiary!

Jestem ofiarą pedofila i nie – to nie moja wina, że mnie to spotkało! To nie moja wina, że trwało tyle ile trwało! To nie moja wina i NIGDY nie jest to wina dziecka! Lata terapii sprawiły, że jestem w stanie o tym mówić, lata terapii pomogły mi to zaakceptować i przestać w końcu błądzić szukając zrozumienia samej siebie. Znalazłam i rozumiem, akceptuję to czego się dowiedziałam. Akceptuję siebie. Jestem szczęśliwa, tu i teraz. Znam swoja wartość, od niedawna ją znam i mam nadzieję, że jest więcej takich jak ja, którzy nie dadzą sobie już więcej wmówić, że to co ich spotkało to ich wina, że „mogli tam nie chodzić”, że „dlaczego nic nie powiedzieli”…

Ludzie puknijcie się w głowę zanim po raz kolejny spróbujecie dowalić komuś, komu życie dowaliło już na całego. Największemu wrogowi, którego swoją drogą chyba nawet nie mam, nie życzyłabym tego co mnie spotkało. Każdemu na tym wielkim świecie życzyłabym natomiast tego co mam teraz, co znalazłam po latach ciężkiej pracy: takiej siły, pewności i tak ogromnej samoświadomości – bezcenne!

Zdumiewa mnie ostatnio jeden fakt, właśnie ten związany z ludzką niewiedzą, nieświadomością… otóż żeby zostać właściwie zrozumianą niejednokrotnie muszę być encyklopedią przemocy i pedagogiki w jednym, pojęcie po pojęciu czytać ów encyklopedię rozmówcy. No dobra, nie muszę… chcę, bo chcę by rozmówca mnie zrozumiał. Zdumiewa mnie też to, jak bardzo ludzie nie chcą czasem usłyszeć prawdy i jak się przed nią bronią, a to przecież niezaprzeczalne fakty, z którymi nawet dyskutować się nie da… Niepojęte, no ale… Milczenie nie jest złotem, ale mówienie jest bardziej skomplikowane i męczące niż komukolwiek mogłoby się wydawać. A ja przecież rozmawiam z dorosłymi ludźmi, wydawać by się mogło, że wiedzą kim jest dziecko… a jednak… Mimo trudu tłumaczenia, mimo trudnych emocji i powracających wspomnień będę rozmawiać, będę tłumaczyć i będę mówić co mnie spotkało dla siebie i może pomału też ku przestrodze.

Na szczęście są na tym świecie również ludzie świadomi i otwarci, jest ich już całkiem sporo, znam takowych osobiście 🙂

… i mam gdzieś co pomyślicie o mnie po przeczytaniu tego tekstu, szczerze i otwarcie!

na Kopę cZERwOnym

być wolnym, oto i wyzwanie… ja jestem wolna… i nie szkodzi, że nie każdy to akceptuje, jedni nie chcą – inni nie potrafią – ich strata… już nie potrzebuję tej akceptacji, poczucia bezpieczeństwa i zaufania – zbudowałam sobie nowe i to nowe będę pielęgnować, o to nowe walczyć… zapraszam wszystkich bez wyjątków, ciepło tu u mnie i puchato, bezpiecznie… po raz kolejny poszłam za potrzebami, po raz kolejny zadbałam o siebie, po raz kolejny jest mi z tym dobrze i jestem z siebie dumna! jestem wolna i nigdy tej wolności nie oddam!

a na Kopie jak zwykle cudnie, jesień pełną gębą… dziękuję ci o auro, że ofiarowałaś nam kilka dni bez deszczu, twa hojność nie zna granic 🙂

to był dobry czas, potrzebny, ważny… zmiany, zmiany, zmiany… siła i moc! plany, pomysły… sierra quebec five tralalalalaa – do usłyszenia w eterze 🙂