Burzowe chmury

burzowe chmury

To był koszmar, istny koszmar… Od rana nadciągały czarne chmury, ale nie spodziewałam się, że będzie aż tak źle. Patrząc wstecz, patrząc sporo wstecz aura nie zapowiadała aż takiego załamania. Nie wiem jak to możliwe, jakiś kryzys czy coś… Siedzę i nie wierzę. Tak wiem, przyroda jest nieokiełznana, przyroda jest nieprzewidywalna, burze pojawiają się znikąd… Nie prawda, burze zawsze gdzieś mają swój początek, skądś się te burzowe chmury biorą, te komórki burzowe czy jakoś tak, gdzieś i z czegoś się wytwarzają. Tak było i tym razem. Hmm…

Z drugiej strony, czy było aż tak źle jak podpowiada głowa? A może to krytyk, może to na zasadzie „dowalę, a co tam… dzień się jeszcze nie skończył!” … Czy było aż tak źle? Od rana szaro, od południa czarno, a ja ciągle na posterunku, może nie tak jak bym chciała, chmury jednak zrobiły swoje, a z moją uważnością ostatnio jakoś słabo. Trzymałam się, właściwie słabo bo słabo ale trzymałam się do wieczora, burza była silniejsza. Przyroda wygrała tę bitwę. Tylko czy to mi umniejsza? Walczyłam dzielnie. O! Właśnie, walczyłam!

Teraz wszystko rozumiem. Walczyłam z żywiołem zamiast z nim zatańczyć! Przecież burza jest cudna, chmury burzowe też… uwielbiam je, zapomniałam. Ajjjj dlaczego dopiero teraz? I dlaczego nie mogę wykonać zadania, miałam zrobić dla siebie coś dobrego i kurna nie mam kiedy. Poszłabym pobiegać, dzieciaki śpią, powietrze świeci na zielono, a ja sama w domu… W sumie i tak bym nie poszła, czwórki przecież… Karmi se łyknę… jak tylko dotrze. No nic. Wiem już co i jak, obym zapamiętała na jutro. A może nie muszę…

Lubię moje życie, prawdziwe jest, bez iluzji… lubię siebie, lubię odkrywać, lubię być 🙂

Dobranoc, lecę na webinarium 🙂

Dodaj komentarz