archiwum

179 postów

dEFiNicJA

SZCZĘŚCIE jest emocją, spowodowaną doświadczeniami ocenianymi przez podmiot jako pozytywne. Psychologia wydziela w pojęciu szczęście rozbawienie i zadowolenie.” – ŁATWE [patrz. zrozumiałe]!!!

„W rozważaniach o jego naturze szczęście najczęściej określane jest w dwu aspektach:

  • mieć szczęście oznacza:
    • sprzyjający zbieg, splot okoliczności;
    • pomyślny los, fortuna, dola, traf, przypadek;
    • powodzenie w realizacji celów życiowych, korzystny bilans doświadczeń życiowych.
  • odczuwać szczęście oznacza:
    • (chwilowe) odczucie bezgranicznej radości, przyjemności, euforii, zadowolenia, upojenia;
    • (trwałe) zadowolenie z życia połączone z pogodą ducha i optymizmem; ocena własnego życia jako udanego, wartościowego, sensownego.

…choćbym się bardzo starała, to również jest – ŁATWE

Starać się nie planuję, bo i po co… ale panowie naukowcy doktoryzowani habilitowani swoje wiedzą:

„Według niektórych neurologów, szczęście pozostaje w ścisłym związku z poziomem serotoniny w synapsach jąder szwu, a także dopaminy w jądrze półleżącym oraz endorfin. Jako dowód przytacza się odczuwane szczęścia pod wpływem substancji dopaminergicznych, serotoninergicznych oraz agonistów receptora opioidowego.” … hehehehe – ŁATWE i do tego napisane prosto zwięźle i na temat – jak ja uwielbiam swoją wiedzę medyczną 😛 …ale i to pewnie mało…

Filozoficzne aspekty mnie w tym momencie nie interesują. Idźmy zatem dalej:

„Według amerykańskiego psychologa Abrahama Maslowa istotą szczęścia jest zaspokojenie potrzeb. Maslow przyjmuje, iż ludzie posiadają następujące potrzeby:

  • potrzeby fizjologiczne – głód, pragnienie, sen;
  • potrzebę bezpieczeństwa;
  • potrzebę przynależności i miłości;
  • potrzebę szacunku;
  • potrzebę samorealizacji.

Po zaspokojeniu danej potrzeby dochodzi do głosu potrzeba wyższego rzędu. Osoba szczęśliwa to osoba, która zaspokoiła wszystkie potrzeby. Ponieważ najwyższą z nich jest potrzeba samorealizacji, można przyjąć że ludzie szczęśliwi to ludzie samorealizujący się.

Według Maslowa ludzie ci posiadają następujące cechy:

  • realistyczne nastawienie do świata;
  • akceptacja samego siebie;
  • przyjazny stosunek do otoczenia;
  • spontaniczność;
  • niezależność;
  • niekonwencjonalne podejście do życia (unikanie stereotypów);
  • głęboka duchowość;
  • głębokie przeżywanie miłości;
  • filozoficzne, niezłośliwe poczucie humoru;
  • kreatywność;
  • bogata osobowość, odporna na wpływy otoczenia.

Współczesna psychologia podkreśla również rolę wewnętrznie motywowanej aktywności. Jeżeli robimy coś dla samej przyjemności i koncentrujemy się wyłącznie na tej czynności, a nie na przyszłych korzyściach z niej. Na przykład sport może przynieść szczęście, jeżeli troska o wyniki nie przesłoni nam samej radości z gry.” – to to to to – to mi się podoba! Biorę! – ŁATWE, łaTWe, ŁaTWE, łAtWE lalalalaaaa

Hmm… wygląda na to, że znam kilka baaaaaaaaaaaaaardzo nieszczęśliwych osób. Aż dziw bierze jak bardzo nienawidzą innych ludzi, jak bardzo nie chcą zobaczyć, że świat poza ich ogródkiem istnieje i do tego jest całkiem fajny. Zamknięci w swojej złości, nienawiści, smutku, żalu, obłudzie wrogości i odwiecznemu „moja racja jest najmojsza”… agresywni na każdym kroku, broniący czegoś co nie istnieje… Nic tylko współczuć… Współczuję…

Mam to szczęście być szczęśliwą – ihaaaaaaaaaaaaaaaaa! i w przeciwieństwie do TYCH OTO rodem z Dnia Świra – życzę Wam szczęścia, wszystkim – bez wyjątku! Na szczęście nie należę do osób modlących się podobnymi tekstami… AMEN – rzekła ateistka!

Źródło definicji szczęścia [w tekście kursywą]: Wikipedia

a gdzie ja mam się niby spieszyć… :)

Niedziela, siódmy lipca, posiałam naciową i kolejny rządek bazylii – ta obecna zostanie lada chwila pochłonięta do reszty… dwunasta, trzynasta piętnaście, czternasta trzynaście… czas leci a ja razem z nim… Pędzę, ciągle mi gdzieś spieszno – chociaż zaprzeczę słysząc podobne słowa, ciągle tylko: już, teraz, za chwilę, jutro! Po co? DOŚĆ! Przecież mam przed sobą całe życie, całe i to dosłownie! Każda kolejna chwila jest i będzie bezcenna – jedyna w swoim rodzaju, wyjątkowa… jaka by nie była 🙂 Gdzie ja patrzyłam, że wydawało mi się, że nie żyję w biegu?

Nie muszę za niczym gonić, nigdzie się spieszyć… wszystko nadejdzie, taka jest wszak kolej rzeczy…wYStARczY !!!

Zmykam ja… czas rozsiąść się w życiu 🙂 Lalalalalaaalalaa 🙂

… piętnasta sześć: no i? … aaaaa, że uczyć się miałam 😀 ihaaaaaaaa!

 

Piotra i Pawła, z przewagą na tego pierwszego :P

Dzień dobry popołudniową porą…

Jako, że dziś dzień uroczysty i wyjątkowy – chciałam mojemu kochanemu mężowi kilka słów nie tylko live ale i wirtualnie powiedzieć… z okazji Twojego święta Piotrusiu mój kochany, życzę Ci abyś był szczęśliwy – po prostu, bez względu na wszystko – a wiadomo, że świat nie zawsze przyprawia o uśmiech… abyś w każdej najdrobniejszej chwili zdołał dostrzec iskierkę dającą siłę i radość 🙂 …bądź sobą i nie kombinuj, nie trzeba – jesteś najfajniejszy na świecie – a jeśli ktoś uważa inaczej, z przyjemnością zamienię z nim kilka słów! 🙂 Razem zdziałamy cuda, jestem tego pewna! Możemy wszystko! NAJLEPSZEGO W dNIu iMIEniN PIOTRUŚ!!!

Aaaaa tak poza faktem, że dziś imieniny PIOTRA 😛 – nasza piękna nowoczesna wypasiona fura przeszła dziś wzorowo egzamin – jestem prawdziwie DUMNA! IHAAAAAAAAAAAAAAAAA!

A las – letni las – dwudziestego dziewiątego czerwca… jak zwykle cudny… pachnący, zielony… wilgotny – w oddali słyszany klangor… cud miód i komary – uwielbiam 🙂 szczególnie posiadając w kieszeni magiczny spray 🙂

a no właśnie nie wiem, po co ja tam siedzę :)

„A po co ty tam siedzisz w przeszłości? Tyle masz tu do zrobienia!”

No jasne, no pewnie… mam i to całe milion rzeczy do zrobienia! Choćby ten post jakiś opóźniony, przecież już tydzień minął… gdzie foty, dziś – po tygodniu dopiero?! POBUDKA WSTAĆ! KONIOM WODY DAĆ! woDYyy! Ihaaaaa!

… że niby co, że niby:

 public class Comeback{
public static void main(String[] args){

Tak, wracam – z całym szacunkiem, ale miałam pozwiedzać, zwiedzanie też wyzwanie, a co! [nawet nie czuje jak rymuje lala jedna] 🙂 To jak już się wyzwałam, to się nie cofnę, ni cholery! A może mnie trochę przerosła ta wolność… może się zmęczyłam… Ola ma rację pukając mi w czółko tekstem: „nie można cały czas jechać na pełnych obrotach, prawda?” … może i się zmęczyłam, może i mnie przerosło to wszystko… ale teraz to wychodzi, że przerosłam swoje przerośnięcie! Jej chyba robi się nad wyraz ekstremalnie w mojej polszczyźnie 😛 czyżby wpływ męża 😀 Hahaaa!

Co by nie eksperymentować z językiem ojczystym, fakt jest jeden – Stadnina Koni w Janowie Podlaskim pięknym miejscem jest! A te ogieryyy…. ajajajajajaaaaaj!

… z kopyta i do bOjU Panie i Panowie, ja tam nie zamierzam stać w miejscu, już podjadłam owsa – siŁA i mOC IHAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! 🙂 bo niby komu by się chciało tak stać w ten upał… pobiegać, podziałać – przecież w końcu trzeba nauczyć się galopowania bez lęku 😛 Aaaaaa… ten na dole, piękny siwy, arabski… poproszę, dziękuję!

… że mało wam cmokania Iny? A proszę… ot i wersja numero duo – tym razem champion nad championami… że niby 😛

… oj ale galopować to ja kurna potrafię, gorzej ze stępem, hmm… odpoczywać – ot i sztuka… cóż więcej rzec, IHAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! 🙂

… fotki z wycieczki do Janowa Podlaskiego z Inową drużyną – 20 czerwca 2013 🙂

sMerFOwA doLINa iHAaa!

Darz bór towarzysze…

Stoję sobie na szczycie wzniesienia – wzgórze takie, całkiem spore – wszystkie okoliczne się przy nim chowają. Podejście – to strome, to łagodniejsze, nieustannie zielony pochyły… Stoję i oczom nie wierzę! Patrzę, przecieram, otwieram szerzej – a ona ciągle tam jest – Smerfowa Dolina! Tam w dole, najprawdziwsza na świecie, tu blisko – tuż obok! O jaaaaaaaacie! Najprawdziwsza Smerfowa Dolina u mych stóp! To dopiero widok – mówię Wam! MEGA CIOS CIOSÓW 🙂 Odkryłam, znalazłam – dotarłam – moja, jedyna w swoim rodzaju! Jaaaaaaaaaacie! Yyyy – to ja nie chcę już czekać, już nie będę przeciągać – lecę zwiedzać – tyle tam ciekawych fajowych rzeczy, nowych wyzwań – wszystkiego nowego, takiego „odnowego” 🙂 Jaaaaaaacie! Smerfowa Dolina, moja własna… Ja chcę już, już… Przewodniku, poczekaj tu na mnie – pozwiedzam, zadomowię się i wrócę do Ciebie, wrócę… w styczniu wrócę 🙂 Aaaaa teraz już lecę, już na mnie pora! Potrzebuję, chcę, decyduję – TAK, zmykam pozwiedzać 🙂

Darz bór życie… bez trzymankiiiiiiiiiiiiiiiiiiii ihaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!

Piotruś, a Ty gdzie?! Halo 🙂 No ja wiem, że się tu ekscytuję jaka to moja ta dolina, ale no! Cho ze mną, no cho idziemy pozwiedzać! 🙂 Lalalalalllaaaaalalalaaa lalala lalalalaaaaa 🙂

wEHiKuŁ czASu

Co byście zrobili, gdybyście mogli cofnąć czas? Ot tak ten jeden raz, przenieść się do dowolnego miejsca w swoim życiu i mieć możliwość działania, zmiany czegoś… Co byście zmienili mając w świadomości konsekwencje jakie przyniesie za sobą zmiana? Każdy ma przecież to coś, czego wolałby nie przeżyć, tego kogoś kogo wolałby nie poznać, albo tego kogoś kogo minął na ulicy obojętnie i po dziś dzień zastanawia się co by było gdyby. Tak… są rzeczy, których wolałabym nie przeżyć, ludzie, których wolałabym nie spotkać, czyny, które najchętniej oddałabym komuś innemu, albo spaliła u babci w piecu… Dziś, siódmego czerwca kiedy o tym myślę WIEM, że nie oddam za nic na świecie tego co mam teraz, tego co wiem, tego co potrafię, tego gdzie jestem – ani tego kim jestem! Nie zamienię mojego świata na żaden inny, już nie…

Nie chcę już cofać czasu, mimo wszystko… i kropka.

cZerwcÓWKa majOWA 2013

Długich weekendów nam się narobiło w tym nowym 2013 tyle, że człowiekowi ciężko się połapać. Jak by nie patrzeć dwie majówki mieliśmy w tym roku, albo raczej półtorej majówki i pół czerwcówki póki co! No ale – skoro mamy fritajm, skoro mamy słonko – to mamy i wycieczki dalekie i bliskie! Tym razem głównie bliskie 🙂

Pogorzel, BAGNO POGORZEL po raz któryś tam, nie pamiętam który… żurawie zamilkły, Stefan popływał a nas skonsumowały na podwieczorek komary 🙂 Tak! Mimo owej konsumpcji wycieczka przednia – cudnie tam jest, może się człowiek zresetować na całego 🙂

tresc

Pogorzel Pogorzelą – ale rowerowa rundka po Rezerwacie Jedlina w Mieni – to dopiero coś! Mało tego, że pierwszy raz w tym sezonie wybraliśmy się na wspólne pedałowanie – to towarzyszył nam łaciaty! Zdolna bestia, niespełna 14km leciał za nami nie odstępując ani na chwilę 🙂 Sarny, zapachy, błotko – nieee – jego interesowało bycie w bezpiecznej odległości od kręcących się kółek! Spisał się chłopak, jego dotychczasowe przygody z rowerami to głównie ściganie rowerzystów w lesie i przyprawianie mnie tym samym do nerwa numer pięć! A tu proszę…

Świetna wycieczka, szlak wymagający kondycji na poziomie ZERO, bez wzniesień, płasko i prześlicznie, zielono, pachnąco i bagiennie – cudo!

Kondycję można mieć lub nie mieć, deszcz i burzę można przetrwać, Stefan może zachowywać się idealnie – ale urwanej korby czy tam ośki czy jak to się tam nazywa – już się nie przemilczy 🙂 Piotrka rower postanowił dać nam nieco urozmaicenia w trasie 🙂 Tak oto miszcz kierownicy stał się miszczem hulajnogi 🙂

… a skończyło się holowaniem 🙂

utoŃ w szambiE dziadU !!!

Spotkałam się dziś z dziewczynką, dzieciakiem jeszcze dziesięcioletnim może, coś koło tego w każdym razie. Rozmawiałyśmy, a właściwie to ja mówiłam, chwilę ledwie, wystarczającą jednak by usłyszała. Nie miała zbyt wiele czasu na przemyślenie moich słów, tak jak ja nie miałam czasu na dobranie ich, poukładanie w całość. Spóźniony prezent urodzinowy, spóźniony o kilka lat, spóźniony o całą wieczność. Nie, nie było mnie na niego wcześniej stać, teraz kiedy go dostała jeszcze nie bardzo wie co z nim zrobić, ale nauczy się – jestem tego pewna! No a ja nauczę się jak to jest, kiedy już go ofiarowałam! Uśmiech za uśmiech, radość – w końcu są wakacje! Zasłużyła na nie, choć nigdy nie powinna na nie pracować. Uśmiech za uśmiech! Było nam dobrze przez tą chwilę, ciepło i puchato… ktoś jednak postanowił odebrać nam tą radość. Cóż trzeba było zrównać dziada z powierzchnią szamba, takiego wiejskiego, gdzie szambiarka nie przyjeżdża zbyt często, takiego gdzie krówki i świnki dokładają co nieco od siebie – mhmyyyy! Spłynął, utonął – i niech tak pozostanie! A Mała, nadal się uśmiecha – aktualnie świruje z pieskiem w parku, jamola ma najwspanialszego na świecie! Straszna z niego wredota – ale to już chyba domena tej rasy.

…oj już Wrzosów, chyba przysnęłam 🙂

Do zobaczenia Maluchu, baw się dobrze, zasługujesz! Jestem tu, jakby co… jestem i będę, umiem i chcę!

OstaTnia pROstA ihaaaaa :)

Jakie to uczucie być dumnym, jakie być pewnym, jakie być zwycięzcą? Jakie to uczucie być świadomym, a jakie być uśmiechniętym i gotowym? Pewnie usłyszałabym, że połowa z tych określeń to nie uczucia, ale niech tam – przecież wiążą się z nimi emocje – i to całe stado!

Jakie to uczucie galopować na ostatniej prostej? Czuć wiatr na twarzy… rozwiewający włosy, wyciskający łzy – gnać do celu! Jakie to uczucie widzieć metę, po wykańczającym i nierównym wyścigu? Po setkach upadków w galopie odbierających dech, jeszcze większej ilości bolesnych lądowań z kłusa czy nawet stępu. Po ulewach, burzach i gradobiciach w siodle, po chłodzie i mrozie…

Jakie to uczucie po raz pierwszy wiedzieć co znajduje się za metą, nie bać się, nie oglądać wstecz? Jakie to uczucie być tak blisko?

niezbywalne, jedyne w swoim rodzaju, wyjątkowe, ciepłe i puchate, uśmiechnięte, moje… ihaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!! NIECH ŻYJE WOLNOŚĆ!!!

ihaaaaaaaaa finiszujemy Maluchu 🙂

… fotki z drugiego maja 2013 🙂

mAłA zGodA rUleZZ :)

Jestem, żywa… cała i zdrowa – mimo, że nie było mnie na świecie przez 18 dni 🙂 miałam nieważne dokumenty, nieważną tożsamość – system PESEL wołał: weryfikacja negatywna! Te dokumenty to ważne ponoć, ale nic z nimi zrobić nie mogę… a akt ślubu nie wystarczy każdej pani z okienka, kwit meldunkowy też niewiele wart w ówczesnym świecie 🙂 No nic, wróciłam, ja i moje ja, moja firma i wszystko wokół! Co prawda na nowy dowód przyjdzie mi jeszcze poczekać, prawo jazdy też się produkuje, ale powstałam z popiołów po tożsamościowym zgonie, który nastąpił dnia 20 kwietnia 🙂
Jestem sobie cała i zdrowa i całkiem nowa, tak samo uparta, tak samo szczęśliwa i tak samo dążąca na szczyt, a jednak nowa! 🙂 A szczyt… byliśmy, byliśmy – z Piotrusiem mężusiem, co to mi nazwisko swe ofiarował 🙂

Naszą majówkową wyprawę na Kopę Biskupią zdominował widok i aromat czosnku niedźwiedziego
Oj warto było… WARTO! Następnym razem, będzie inaczej, aktywniej 😛