różności

14 postów

Niedzielna zawierucha

Nie nie będę zrzędzić jak to mi nie wyszło, żeby pisać regularnie, jak to miałam robić wyzwanie uważności. Miałam. Czy robię? Nie, poległo, bynajmniej na tą chwilę.

To teraz tak.

Dziś jestem ja. Dziś jest niedziela. Co widzę? Wiatr, wichurę za oknem. Jest zimno, pięć na osi. Obiecałam dziecku rower, ale damy spokój, za bardzo wieje. Ogórkowa pachnie, kawa pachnie. Tak, kawa zawsze pachnie w naszym domu. Uwielbiam kawę. Kiedyś chciałam testować, znaleźć tę jedyną… albo po prostu zobaczyć czym się różnią. Może do tego wrócę. Jest to jakiś pomysł na uważność. Smak. Delektowanie się. Tu i teraz.

A tu i teraz jest już wieczór, na dworze ciemno, czy wieje nie wiem, nie słyszę, a jedyne drzewo jakie widać zza okna utonęło w mroku. Nie wiem więc, ale czy to istotne. Dla mnie istotne jest, że medytacja dała uśmiech, że mimo licznych ucieczek myślowych wytrwałam. A myśli gonią, gonią w kierunku wyjazdu, który czeka nas za kilka dni. Do pakowania się, zabierać laptopa? A może odpuścić i być offline tyle ile tylko będę w stanie. Wiem, że cały tydzień nie dam rady, zaczynam kurs i zwyczajnie jeśli chcę go przerabiać, a chcę to w offline się nie uda. Ale mogę na tym poprzestać prawda? Mogę nie pisać postów na stronie, mogę nie wchodzić na facebooka, nie używać komunikatora. Mogę zaglądać w telefon tylko wtedy gdy zadzwoni. Mogę. Czy chcę. Jeszcze nie wiem, kusi mnie pisanie tutaj, w końcu w tym zakresie nie grzeszę, więc nie zaszkodziłoby. Z drugiej strony wyjazd to dobra okazja do wyspania się, odpuszczenia wszystkiego wieczornego i wyspania się.

Dziś jest niedziela, w niedzielę zwykle bywa nerwowo, a ja dziś jestem wdzięczna za spokojny dzień, za ciszę, za zwolnione reakcje, sobie jestem wdzięczna. Nie wiem jak to zrobiłam, może po prostu, a może klimat był sprzyjający. Dzisiejszy dzień, mimo, że bez spaceru był inny. Teraz czeka mnie jeszcze parę minut w kuchni i kilka chwil przy laptopie. Zen. Może nie zupełny, ale już taki to jest wow i już taki mi pasuje. Oby tak dalej. Dziękuję 🙂

Wracam do żywych

Melduję medytację, dwie konkretnie ale dziś łagodnie: liczenie oddechów (3 min) i samoakceptacja (5 min). Emocje? Radość, że w końcu się ruszyłam i wróciłam do medytacji… choroba zrobiła swoje, ledwo żywa z co 5 sekund budzącymi się maluchami odpuściłam, nie dałam rady. Niestety nie tylko tego, ale wracam do żywych! Odczuć fizycznych nie zauważyłam żadnych. A za co jestem dziś wdzięczna? Za odnawiający się kontakt, za powrót do medytacji i mocne postanowienie by w końcu zacząć na całego włączać uważność w moją codzienność. Potrzebuję tego.

Wczoraj wpadłam na pomysł, na pomysł robienia czegoś dla siebie. Czegoś co mnie kręci, co łączy moje zainteresowania i bycie mamą. Nie będę pisać konkretów. Póki co. Powstała już strona internetowa, na razie taka abytylkobyła 😉 Nakręciłam się i jestem sobie ogromnie wdzięczna za to, że wpadłam na pomysł! Wierzę, że mi się uda. Wierzę, że tak ja jak i dzieciaki będziemy zadowoleni. Szczegóły wkrótce… A ruszam z nadejściem wiosny 🙂 Może nie zaraz 21 marca… ale od kwietnia na pewno 🙂

Dobrej nocy!

do bani

Do bani

Tak wiem, w uważności chodzi o to, żeby nie oceniać, być i czuć. Ale nie potrafię chyba. Moja praktyka jest do bani! Nie idzie mi ostatnio uważność, jestem tak zaabsorbowana toną myśli, że nie potrafię wsłuchać się w siebie. Potrzebuję się zresetować. Potrzebuję się zmęczyć, wyżyć… pobiegać? Weźcie ten smog! Mam wrażenie, że jak raz, a porządnie nie oczyszczę sobie głowy adrenaliną to mi się ta gonitwa nie skończy. Potrzebuję tego jak powietrza. Kolejna medytacja „przemyślana” … nie słucham, nie skupiam się… to nie działa, jestem zbyt nakręcona tym co się dzieje żeby się zatrzymać i pobyć w chwili obecnej. A już wydawało się, że podjęta decyzja mnie zatrzyma. Owszem na dłuższą metę może i tak, ale tak na teraz to moje myśli szaleją.

Jutrzejszy dzień zarządzam DNIEM W WERSJI SLOW! Spróbuję się przyjrzeć temu co wokół, bo wiem co mnie porywa. Pobędę z tym, ale z każdym z osobna… może uda mi się pozwolić myślom przeminąć. Może potrafię. Nie no wiem, że potrafię! Brakuje mi regularności w uważności, wkręcania się, czytania, wertowania ćwiczeń, teorii. Wrócę do tego! Od rana! Posłucham sobie nagrania z rana, wyciągnę kartkę z ćwiczeniem… TAK!

A dziś, dziś jestem wdzięczna za decyzję o niewykupowaniu recepty, za w miarę spokojny dzień, za kolorowanki z młodą i za pełne pieluchy młodego 🙂 Ależ siuśki mogą dać człowiekowi radości 🙂 Tyle.

Tak więc jest plan. Spróbuję. Nikt tego za mnie nie zrobi. Dobrej nocy, ja idę pogadać z „wszystkomającą” szufladą! 😉

Obrazek wyróżniający: Pixabay

wdzięczność

Wdzięczność

Tak, dziś jestem tu po to być napisać o wdzięczności 🙂 Dziś mam o czym pisać, to tak namacalne. Wdzięczność jest antidotum na lęk i strach jak mawia jedna pani… mądrze prawi! Dziś jestem wdzięczna za dobry wynik badania krwi, mój – ważny bo się spaprało i się naprawiło 😉 jestem też wdzięczna na dobry wynik siuśków młodego, o tak! Dziś jestem wdzięczna za wieczorną rozmowę telefoniczną, której bardzo potrzebowałam, a która to bardzo mnie uspokoiła. Czuję wdzięczność za podjęcie decyzji. Tak! Koniec z dokądśdążeniem, czas zacząć żyć 🙂 Ależ mam uśmiech na ustach, cudne uczucie 🙂

Co teraz? Teraz potrzebuję pobyć sam na sam ze swoimi myślami. Ależ cudny będzie rok 🙂 Eeee tam, że nie planować, ja to wiem! Jak ja pomyśle o kawie, porannej w promieniach wiosennego słońca… na balkonie… ajajajjaajaaaaaj! Już niedługo 🙂 No nie potrafię kochać zimy, nie potrafię przez ten beznadziejny smog przede wszystkim! Chcę móc bez obawy wyjść na spacer, a nie lecieć bo MUSZĘ wyjść z psem, bo by człowiek inaczej nie wystawił facjaty na ten dym… Na przyszły rok kupimy szaliki antysmogowe, a ja sobie maseczkę do biegania! No ale, teraz mamy styczeń, do wiosny pozostały dwa miesiące 🙂 Nie zamierzam siedzieć dwa miesiące i narzekać 🙂 Nie! Nie! Zamierzam żyć! 🙂

Zmykam, ostatnio poranki zaczynają się dość wcześnie 🙂 Dobrej!

kierunek

Kierunek

Kierunek nieznany, myślę myślę i nie wiem dokąd pójść. Chciałabym podjąć słuszną decyzję, tak by nie żałować, że odpuściłam albo wyrzucać sobie „na co mi to było”. Chciałabym wiedzieć. Z drugiej strony czuję, że potrzebuję już spokoju, nie planowania, nie zastanawiania się – po prostu spokoju. Należy mi się. Myślę o moim wymarzonym weganizmie, mhmyyy wyzwanie 🙂 Ale takie zdrowe, bardzo nawet! Bardzo chciałabym pójść za głosem serca, ale chciałabym też spokoju. Zajęcia się sobą, odkopania pasji i zarażania pięknem przyrody moich dzieci. Chciałabym już nie myśleć czy albo kiedy, chciałabym mieć z głowy. Tak brutalnie ale tak, chciałabym mieć z głowy. Kierunek…

Czytaj dalej

kryzys

Kryzys chlapopochodny

W uważności chodzi o bycie tu i teraz, czerpanie z codzienności… ale czy to znaczy, że nie powinnam czekać na wiosnę? Aaaaale ja czekam! Chcę mieć tę moc by pójść do lasu bez obaw o przemarznięcie towarzystwa, o nudę w wózku, bo buty jakoś gryzą młodego. Poza tym zwyczajnie wiosna to jest to, zima w wykonaniu tegorocznym to kicha, więcej deszczu i plusów niż zimy w pełnym tego słowa znaczeniu. Narzekam? Narzekam! Chcę wiosny, kryzys zimowy mam.

Czytaj dalej

wdzięczność

Środa, wieczór

Tylko wdzięczność dziś… za moje kochane dzieci, za to że są, dokładnie takie o jakich marzyłam! Za łzy, które podobno oczyszczają. Za pomysł i za pamięć, którą proszę o wsparcie… Jak to mówią… traktuj innych tak jak chciałbyś być traktowany, mów jak chciałbyś by do ciebie mówiono. Tylko pamiętać, pamiętać.

Jutro ma być ładnie, ładnie czyli bez deszczu bo o śniegu póki co zapomnieć można. Jutro więc trzaśniemy jakiś spacerek dłuższy niż psia rundka, a jak nie dłuższy to chociaż ciekawszy! Jutro będzie nowy dzień…

Że takie coś to nie post? No może i nie, ale ja obiecałam sobie codzienną praktykę wdzięczności, jak obiecałam tak czynię. Krótko ale jest! No.

Obrazek wyróżniający: ArtsyBee on pixabay.com

oczyszczenie

Oczyszczenie

No i nie mam się czym pochwalić, slow mi nie wyszło choć nigdzie się nie spieszyłam, nie wyszło mi też słuchanie zamiast gadania. Ale chyba kumam co poszło nie tak. Jak się człowiek obudzi w dobrym nastroju i ma chęć do życia i podjęcia wyzwania i zaraz potem zostanie sprowadzony do parteru, to ciężko później być takim jak chciałam. Nie wyszło. Poszło mi wręcz fatalnie. Bywa. Nie będę rozpamiętywać. Stawiam tu kropkę. Tu za nią stawiam słowo: oczyszczenie! Tak! Mam wrażenie, że wieczorna medytacja to było swoiste oczyszczenie. Poczułam ulgę, spokój i dałam sobie to czego było mi trzeba, a czego nie mogę dostać na zewnątrz, mimo że usilnie się o to dopominam. Mam i nie oddam! Wara ode mnie, bo pogryzę niczym to wielkie białe ciele, które rzuciło się dziś na mojego psa… brrr…

Czytaj dalej

zielone

Zielone znaczy jedź…

Kiedyś, wiele lat temu byłam świetnym pływakiem, wygrywałam wszystkie możliwe zawody w klasycznym i kraulu. Gdyby gdybym… myślę, że kto wie może osiągnęłabym coś w tej dziedzinie. Jestem wręcz pewna, że tak. No ale, tak się nie stało, warunki były jakie były, ludzie i okoliczności też. Teraz okoliczności są jeszcze inne, basen to frajda szczególnie dla córeczki. Uwielbia wodę, po mamusi zapewne bo taty to jakoś nie kręci. Tak mnie naszło na wspomnienia przy okazji naszej dzisiejszej wyprawy na wodne zabawy. Kto by pomyślał (bo ja nie sądziłam, że to możliwe), że w zimie otwarta jest zjeżdżalnia – tuba, która „wychodzi” poza budynek. Na dworze zimno, a w tubie ujdzie, chłodkiem zawiewało głównie przez prędkość jaką osiągałyśmy sunąć w dół 🙂 Lubię spędzać z nią czas, tak jeden na jednego… a już na basenie to w ogóle 🙂 Zapiszę ją na naukę pływania, niech sobie poszaleje, niech pozna co to frajda z wodnych cudów… a chętna na to, że aż jej się uszy trzęsły kiedy spytałam 🙂 Zielone znaczy jedź! Nie wyrzucaj wykorzystaj! Ihaaaa 🙂

Czytaj dalej

blisko blisko, co raz bliżej

Zaczęłam pisać posta, napisałam już całkiem sporo by przeczytać i usunąć treść. Zacząć od nowa. Nie to nie wyraz perfekcjonizmu i niezadowolenia z tego co napisałam. To było takie jakieś wyciśnięte, zupełnie nie to po co zasiadłam przed kompem. Chciałam napisać o tym, że ten rok był trudny, ale że wiele mnie nauczył i wiele w moim życiu zmienił. To był ważny rok, ale to był rok którego nie chcę podsumowywać. Nie chcę robić wyliczanki plusów i minusów, zaliczonych zadań i tych, które pozostaną w sferze „to do list„. Dlaczego zatem piszę tego posta? Dlatego, że właśnie to chcę napisać, powiedzieć NIE podsumowaniom. 

Czytaj dalej