uważność

3 postów

do bani

Do bani

Tak wiem, w uważności chodzi o to, żeby nie oceniać, być i czuć. Ale nie potrafię chyba. Moja praktyka jest do bani! Nie idzie mi ostatnio uważność, jestem tak zaabsorbowana toną myśli, że nie potrafię wsłuchać się w siebie. Potrzebuję się zresetować. Potrzebuję się zmęczyć, wyżyć… pobiegać? Weźcie ten smog! Mam wrażenie, że jak raz, a porządnie nie oczyszczę sobie głowy adrenaliną to mi się ta gonitwa nie skończy. Potrzebuję tego jak powietrza. Kolejna medytacja „przemyślana” … nie słucham, nie skupiam się… to nie działa, jestem zbyt nakręcona tym co się dzieje żeby się zatrzymać i pobyć w chwili obecnej. A już wydawało się, że podjęta decyzja mnie zatrzyma. Owszem na dłuższą metę może i tak, ale tak na teraz to moje myśli szaleją.

Jutrzejszy dzień zarządzam DNIEM W WERSJI SLOW! Spróbuję się przyjrzeć temu co wokół, bo wiem co mnie porywa. Pobędę z tym, ale z każdym z osobna… może uda mi się pozwolić myślom przeminąć. Może potrafię. Nie no wiem, że potrafię! Brakuje mi regularności w uważności, wkręcania się, czytania, wertowania ćwiczeń, teorii. Wrócę do tego! Od rana! Posłucham sobie nagrania z rana, wyciągnę kartkę z ćwiczeniem… TAK!

A dziś, dziś jestem wdzięczna za decyzję o niewykupowaniu recepty, za w miarę spokojny dzień, za kolorowanki z młodą i za pełne pieluchy młodego 🙂 Ależ siuśki mogą dać człowiekowi radości 🙂 Tyle.

Tak więc jest plan. Spróbuję. Nikt tego za mnie nie zrobi. Dobrej nocy, ja idę pogadać z „wszystkomającą” szufladą! 😉

Obrazek wyróżniający: Pixabay

formalna

Formalna to za mało

Tak, to prawda, praktykowanie uważności to nie tylko medytacje, to codzienność, to tu i teraz choć kilka razy w ciągu dnia. Nie idzie mi to, nie pamiętam o tym, zapominam… myślę, że mimo nawijającej bezustannie młodej dałoby się wplatać uważność w zwykłe codzienne czynności. Może zacząć od wieczora… wtedy rozpraszaczy nie ma, wtedy mogę skupić się na ogarnięciu, na przygotowaniu chleba, na prysznicu czy myciu zębów. Tak, praktyka formalna to zdecydowanie za mało. Spróbuję w ten sposób. Ciekawe czy będę się miała czym jutro pochwalić 🙂

Czytaj dalej

Kierunek: uważność…

Uważność. Uważność poznałam w czerwcu ubiegłego roku. Szeroki temat, mnóstwo by pisać… ja bardziej o tym co uważnego u mnie, dziś… jutro, za tydzień. Od pewnego czasu prowadzę anonimowego bloga, na którym notuję moją drogę do uważności, piszę tam sobie o medytacjach, o tym co wspiera, a co utrudnia mi praktykę. Piszę o uważności w moim wykonaniu, kulejącej póki co… a może raczej raczkującej. Tutaj też chcę o tym pisać, tylko trochę inaczej. Może z czasem całkowicie przeniosę się tutaj z moją drogą do uważności 🙂 Zacznę od wdzięczności. Praktyka wdzięczności, to coś co pozwala docenić te małe elementy codzienności, poczuć wdzięczność za to drobne coś… bo przy wdzięczności nie ma miejsca na lęk czy złość. Staram się praktykować wdzięczność codziennie, usiąść wieczorem i zastanowić się za co dziś jestem wdzięczna, sobie, światu, ludziom… naturze. Wtedy nawet mając poczucie, że dzień był fatalny dostrzegam, że jednak nie do końca, że jednak wydarzyło się coś, za co jestem wdzięczna czyli wydarzyło się coś dla mnie pozytywnego. Za co dziś jestem wdzięczna? Dziś za wizytę u fizjoterapeuty, na którą poszłam pieszo pozostawiając stres braku miejsca parkingowego w domu, za ćwiczenia i to co usłyszałam, 3-4 wizyty i dam radę ćwiczyć sama, bez wsparcia. Jestem też wdzięczna za wieczorne czytanie, za bajkę która dała do myślenia… a to niby w dziecku ma poruszyć strunę. Słaby poranek nie determinuje dnia, słaby poranek daje okazję by cały dzień był tylko lepszy! 🙂

Czytaj dalej