Do bani

do bani

Tak wiem, w uważności chodzi o to, żeby nie oceniać, być i czuć. Ale nie potrafię chyba. Moja praktyka jest do bani! Nie idzie mi ostatnio uważność, jestem tak zaabsorbowana toną myśli, że nie potrafię wsłuchać się w siebie. Potrzebuję się zresetować. Potrzebuję się zmęczyć, wyżyć… pobiegać? Weźcie ten smog! Mam wrażenie, że jak raz, a porządnie nie oczyszczę sobie głowy adrenaliną to mi się ta gonitwa nie skończy. Potrzebuję tego jak powietrza. Kolejna medytacja „przemyślana” … nie słucham, nie skupiam się… to nie działa, jestem zbyt nakręcona tym co się dzieje żeby się zatrzymać i pobyć w chwili obecnej. A już wydawało się, że podjęta decyzja mnie zatrzyma. Owszem na dłuższą metę może i tak, ale tak na teraz to moje myśli szaleją.

Jutrzejszy dzień zarządzam DNIEM W WERSJI SLOW! Spróbuję się przyjrzeć temu co wokół, bo wiem co mnie porywa. Pobędę z tym, ale z każdym z osobna… może uda mi się pozwolić myślom przeminąć. Może potrafię. Nie no wiem, że potrafię! Brakuje mi regularności w uważności, wkręcania się, czytania, wertowania ćwiczeń, teorii. Wrócę do tego! Od rana! Posłucham sobie nagrania z rana, wyciągnę kartkę z ćwiczeniem… TAK!

A dziś, dziś jestem wdzięczna za decyzję o niewykupowaniu recepty, za w miarę spokojny dzień, za kolorowanki z młodą i za pełne pieluchy młodego 🙂 Ależ siuśki mogą dać człowiekowi radości 🙂 Tyle.

Tak więc jest plan. Spróbuję. Nikt tego za mnie nie zrobi. Dobrej nocy, ja idę pogadać z „wszystkomającą” szufladą! 😉

Obrazek wyróżniający: Pixabay

Dodaj komentarz