kAMpiNoSkIE kaMBEki :)

Jak dobrze jest wrócić na stare śmieci – jak dobrze ujrzeć czysty las – w przeciwieństwie do tego co dzieje się w okolicach Mińska. Może urok Parku Narodowego, może bardziej pilnują – może w ogóle pilnują, któż wie… Nigdy nie zrozumiem i nigdy nie będę szanowała ludzi zaśmiecających lasy! Basta! Uwielbiam Kampinos, jakoś tak po prostu – za to, że jest – choć fazy uwielbienia dla tego obszaru bywały sinusoidalne – nic jednak nie jest w stanie przygasić wspomnień z nim związanych. Rowerem przez całą Puszczę – do Brochowa i z powrotem, rowerem do Żelazowej Woli… to były czasy – niemal 140km na liczniku – w ciągu jednego dnia oczywiście. To było coś! Szkoda, że nie miałam wtedy rejestratora gps 🙂 Pozdrawiam ekipę Małeczkowo – Kulikosiową 🙂

A w czwartek, 11 lipca spontanik się wykluł – uwielbiam spontany! Nasza jesienno – zimowa trasa: parking Palmiry >> czarnym szlakiem do Muzeum w Palmirach >> czerwonym szlakiem – kierunek: Mogilny Mostek >> żółtym szlakiem na parking w Palmirach >> i kONiEc: 13,72km 🙂

Szkoda tylko, że komary miały mój preparat odstraszający owady głęboko i szeroko w … gdzieś 😉 Niepotrzebnie taszczyłam lustrzankę – przyczajenie się do dobrego zdjęcia graniczyło z cudem, no ale… od czego ma się telefon!

Jedyny Stefan jak zwykle nie robił sobie problemu z wszelakich owadopodobnych dziadów, że już inaczej nie powiem… 😉

Śliczności w tym Kampinosie – istne śliczności… POLECAM wszystkim wielbicielom lasu 🙂

Dodaj komentarz