Kierunek: uważność…

Uważność. Uważność poznałam w czerwcu ubiegłego roku. Szeroki temat, mnóstwo by pisać… ja bardziej o tym co uważnego u mnie, dziś… jutro, za tydzień. Od pewnego czasu prowadzę anonimowego bloga, na którym notuję moją drogę do uważności, piszę tam sobie o medytacjach, o tym co wspiera, a co utrudnia mi praktykę. Piszę o uważności w moim wykonaniu, kulejącej póki co… a może raczej raczkującej. Tutaj też chcę o tym pisać, tylko trochę inaczej. Może z czasem całkowicie przeniosę się tutaj z moją drogą do uważności 🙂 Zacznę od wdzięczności. Praktyka wdzięczności, to coś co pozwala docenić te małe elementy codzienności, poczuć wdzięczność za to drobne coś… bo przy wdzięczności nie ma miejsca na lęk czy złość. Staram się praktykować wdzięczność codziennie, usiąść wieczorem i zastanowić się za co dziś jestem wdzięczna, sobie, światu, ludziom… naturze. Wtedy nawet mając poczucie, że dzień był fatalny dostrzegam, że jednak nie do końca, że jednak wydarzyło się coś, za co jestem wdzięczna czyli wydarzyło się coś dla mnie pozytywnego. Za co dziś jestem wdzięczna? Dziś za wizytę u fizjoterapeuty, na którą poszłam pieszo pozostawiając stres braku miejsca parkingowego w domu, za ćwiczenia i to co usłyszałam, 3-4 wizyty i dam radę ćwiczyć sama, bez wsparcia. Jestem też wdzięczna za wieczorne czytanie, za bajkę która dała do myślenia… a to niby w dziecku ma poruszyć strunę. Słaby poranek nie determinuje dnia, słaby poranek daje okazję by cały dzień był tylko lepszy! 🙂

Praktyka uważności dużo mi daje, ostatnio zastanawiałam się nad tym czym jest dla mnie uważne życie na co dzień, bo mam poczucie, że praktyka nieformalna kompletnie mi nie wychodzi. Wymyśliłam, że nie wiem 🙂 wiem co chciałabym osiągnąć. Tę przerwę między akcją, a reakcją… przede wszystkim. Co więcej, bycie tu i teraz, robienie jednej rzeczy zamiast ogarniania całego świata w jednej chwili. Chyba przede wszystkim to, być tu i teraz. Bawić się z dziećmi nie planując listy zakupów, jeść nie analizując wszechświata. Autopilot jest potrzebnym bez niego nie da się żyć… ale jak to przeczytałam i popieram w pełni ciągłe życie na autopilocie sprawia, że wszystko nam umyka, te najcenniejsze drobiazgi pozostają niezauważone, bo skupiamy się na celu… Namotałam wiem, tak już mam że piszę o stu rzeczach jednocześnie 🙂 Autopilot? Nie, to raczej natłok myśli, które ciężko okiełznać. Może sposobem na to byłoby planowanie o czym będzie wpis i trzymanie się tego? Może to też dobry sposób na ćwiczenie uważności. Tak! Spróbuję jutro. No ale ja nie o tym…

Czego bym chciała wiem, wiem też co uważność już zmieniła w moim życiu. Najważniejszą i najcenniejszą dla mnie rzeczą jest to, że przestałam się biczować za „porażki” wpadki itp. Popełniam błąd, taki czy owaki, popełniam… zauważam… przepraszam, jeśli ktoś przeze mnie ucierpiał i na tym koniec. Nie zabijam się poczuciem winy. Jasne, nie czuję się dobrze mając świadomość, że dałam ciała, albo znowu dałam ciała… ale nie ma we mnie już tego krytyka, który dobijał za każdy choćby drobny błąd. Czy nie ma go zupełnie… pewnie nie, ale jego siła w tej kwestii osłabła, wrzucił na luz!

Widziałam ostatnio świetną grafikę, rysunek na temat uważności… co daje…

Zmykam, uśmiechnięta do siebie. Lubię ten stan. Dobrej nocy!

Obrazek wyróżniający: Lesly Juarez on Unsplash

Dodaj komentarz