Kryzys chlapopochodny

kryzys

W uważności chodzi o bycie tu i teraz, czerpanie z codzienności… ale czy to znaczy, że nie powinnam czekać na wiosnę? Aaaaale ja czekam! Chcę mieć tę moc by pójść do lasu bez obaw o przemarznięcie towarzystwa, o nudę w wózku, bo buty jakoś gryzą młodego. Poza tym zwyczajnie wiosna to jest to, zima w wykonaniu tegorocznym to kicha, więcej deszczu i plusów niż zimy w pełnym tego słowa znaczeniu. Narzekam? Narzekam! Chcę wiosny, kryzys zimowy mam.

No ale, nie samym kryzysem człowiek żyje. Mam tu Heinekena 0.0% i Karmi 😉 Mam też śpiące już towarzystwo, więc impreza będzie jak nic! Hehe chyba lepiej już pójdę do wdzięczności 😉

Dziś jestem wdzięczna za spacer po lesie, mimo, że prawie zginęłam na lodzie, który króluje na ścieżkach, to cudnie było odpocząć od psiej chodnikowej rundki. Nie ma to jak las! Dziękuję również za dostrzeżenie pewnej kwestii, trudna ale ważna. Zastanawiam się na ile ta wdzięczność jest szukaniem czegoś, żeby wpisać na listę, a na ile prawdziwą szczerą radością… Spacer mnie serio cieszył i cieszy, choć nie obyło się bez nerwów. Ale coś więcej z dziś? Za cierpliwość przy szaleństwie przeddrzemkowym młodego, tak! Dałam radę. Dziękuję za to, że dzień jest już zauważalnie dłuższy. Tak! To przybliża mnie do wiosny. Czyli jednak coś faktycznie tam siedzi, tylko trzeba się zatrzymać i dojrzeć…

Zmykam ja i mój kryzys. Dobrej!

Dodaj komentarz