dzień 1

Wyzwanie: dzień 1

Po prostu zacznij mówi dziś do mnie karteczka. Tak więc START! Udało mi się wywalić ze słownika słowo MUSZĘ, chociaż to nie nowość, bo od dawna mówię, że nie muszę tylko chcę… ale dziś wyjątkowo się pilnowałam. Tutaj sukces. Gorzej z zadaniem numer dwa czyli zrobieniem czegoś dla siebie, co dawno odłożyłam na bok… nie udało się. Chciałam pójść na wieczorny spacer… ale jak zobaczyłam wskaźniki jakości powietrza, to z przykrością wolę nie wykonać zadania, niż wejść do rury wydechowej jaka panuje aktualnie na zewnątrz. 🙁 Trudno, wymyślę coś innego, albo zrealizuję to zadanie jak tylko poprawi się sytuacja na froncie. Tak czy tak dzień zaliczam, karteczkowy dzień. 🙂

Dziś krótko, 5 minutowa wieczorna medytacja dla mam, rozkojarzenie wzięło górę, za bardzo poleciałam w relaksację i prawie mi się usnęło na siedząco 🙂

Ogólnie to był dość dobry dzień, choć nie bez komplikacji. Kapka wdzięczności… dziś za względny spokój i za empatyczne dwójki 🙂 Bardzo jestem podekscytowana! No dobra na teraz więcej nie napiszę, towarzystwo się uruchamia 😉 i co gorsza podgrzewa 🙁

Jutro dzień drugi wyzwania, do zobaczenia!

wyzwanie

Marcowe odpuszczenie

Mam wrażenie, że dzisiejsza medytacja podziałała na mnie niczym spa, rozluźniła, oczyściła… dała wytchnienie i nadzieję. Właściwie to nigdy nie byłam w spa więc porównanie raczej kiepskie, ale co tam 🙂 Tak, właśnie trzasnęłam medytację – odpuszczenie (9 minut) od Uważnej Mamy i jest wow, kolejny raz jest wow! Cieszę się 🙂 Co się pojawiło, pojawiła się ulga, radość, lekkość – cudo! W ciele rozluźnienie i poczucie siły, taki król lew normalnie.

Czytaj dalej

Wracam do żywych

Melduję medytację, dwie konkretnie ale dziś łagodnie: liczenie oddechów (3 min) i samoakceptacja (5 min). Emocje? Radość, że w końcu się ruszyłam i wróciłam do medytacji… choroba zrobiła swoje, ledwo żywa z co 5 sekund budzącymi się maluchami odpuściłam, nie dałam rady. Niestety nie tylko tego, ale wracam do żywych! Odczuć fizycznych nie zauważyłam żadnych. A za co jestem dziś wdzięczna? Za odnawiający się kontakt, za powrót do medytacji i mocne postanowienie by w końcu zacząć na całego włączać uważność w moją codzienność. Potrzebuję tego.

Wczoraj wpadłam na pomysł, na pomysł robienia czegoś dla siebie. Czegoś co mnie kręci, co łączy moje zainteresowania i bycie mamą. Nie będę pisać konkretów. Póki co. Powstała już strona internetowa, na razie taka abytylkobyła 😉 Nakręciłam się i jestem sobie ogromnie wdzięczna za to, że wpadłam na pomysł! Wierzę, że mi się uda. Wierzę, że tak ja jak i dzieciaki będziemy zadowoleni. Szczegóły wkrótce… A ruszam z nadejściem wiosny 🙂 Może nie zaraz 21 marca… ale od kwietnia na pewno 🙂

Dobrej nocy!

do bani

Do bani

Tak wiem, w uważności chodzi o to, żeby nie oceniać, być i czuć. Ale nie potrafię chyba. Moja praktyka jest do bani! Nie idzie mi ostatnio uważność, jestem tak zaabsorbowana toną myśli, że nie potrafię wsłuchać się w siebie. Potrzebuję się zresetować. Potrzebuję się zmęczyć, wyżyć… pobiegać? Weźcie ten smog! Mam wrażenie, że jak raz, a porządnie nie oczyszczę sobie głowy adrenaliną to mi się ta gonitwa nie skończy. Potrzebuję tego jak powietrza. Kolejna medytacja „przemyślana” … nie słucham, nie skupiam się… to nie działa, jestem zbyt nakręcona tym co się dzieje żeby się zatrzymać i pobyć w chwili obecnej. A już wydawało się, że podjęta decyzja mnie zatrzyma. Owszem na dłuższą metę może i tak, ale tak na teraz to moje myśli szaleją.

Jutrzejszy dzień zarządzam DNIEM W WERSJI SLOW! Spróbuję się przyjrzeć temu co wokół, bo wiem co mnie porywa. Pobędę z tym, ale z każdym z osobna… może uda mi się pozwolić myślom przeminąć. Może potrafię. Nie no wiem, że potrafię! Brakuje mi regularności w uważności, wkręcania się, czytania, wertowania ćwiczeń, teorii. Wrócę do tego! Od rana! Posłucham sobie nagrania z rana, wyciągnę kartkę z ćwiczeniem… TAK!

A dziś, dziś jestem wdzięczna za decyzję o niewykupowaniu recepty, za w miarę spokojny dzień, za kolorowanki z młodą i za pełne pieluchy młodego 🙂 Ależ siuśki mogą dać człowiekowi radości 🙂 Tyle.

Tak więc jest plan. Spróbuję. Nikt tego za mnie nie zrobi. Dobrej nocy, ja idę pogadać z „wszystkomającą” szufladą! 😉

Obrazek wyróżniający: Pixabay

wdzięczność

Wdzięczność

Tak, dziś jestem tu po to być napisać o wdzięczności 🙂 Dziś mam o czym pisać, to tak namacalne. Wdzięczność jest antidotum na lęk i strach jak mawia jedna pani… mądrze prawi! Dziś jestem wdzięczna za dobry wynik badania krwi, mój – ważny bo się spaprało i się naprawiło 😉 jestem też wdzięczna na dobry wynik siuśków młodego, o tak! Dziś jestem wdzięczna za wieczorną rozmowę telefoniczną, której bardzo potrzebowałam, a która to bardzo mnie uspokoiła. Czuję wdzięczność za podjęcie decyzji. Tak! Koniec z dokądśdążeniem, czas zacząć żyć 🙂 Ależ mam uśmiech na ustach, cudne uczucie 🙂

Co teraz? Teraz potrzebuję pobyć sam na sam ze swoimi myślami. Ależ cudny będzie rok 🙂 Eeee tam, że nie planować, ja to wiem! Jak ja pomyśle o kawie, porannej w promieniach wiosennego słońca… na balkonie… ajajajjaajaaaaaj! Już niedługo 🙂 No nie potrafię kochać zimy, nie potrafię przez ten beznadziejny smog przede wszystkim! Chcę móc bez obawy wyjść na spacer, a nie lecieć bo MUSZĘ wyjść z psem, bo by człowiek inaczej nie wystawił facjaty na ten dym… Na przyszły rok kupimy szaliki antysmogowe, a ja sobie maseczkę do biegania! No ale, teraz mamy styczeń, do wiosny pozostały dwa miesiące 🙂 Nie zamierzam siedzieć dwa miesiące i narzekać 🙂 Nie! Nie! Zamierzam żyć! 🙂

Zmykam, ostatnio poranki zaczynają się dość wcześnie 🙂 Dobrej!

kierunek

Kierunek

Kierunek nieznany, myślę myślę i nie wiem dokąd pójść. Chciałabym podjąć słuszną decyzję, tak by nie żałować, że odpuściłam albo wyrzucać sobie „na co mi to było”. Chciałabym wiedzieć. Z drugiej strony czuję, że potrzebuję już spokoju, nie planowania, nie zastanawiania się – po prostu spokoju. Należy mi się. Myślę o moim wymarzonym weganizmie, mhmyyy wyzwanie 🙂 Ale takie zdrowe, bardzo nawet! Bardzo chciałabym pójść za głosem serca, ale chciałabym też spokoju. Zajęcia się sobą, odkopania pasji i zarażania pięknem przyrody moich dzieci. Chciałabym już nie myśleć czy albo kiedy, chciałabym mieć z głowy. Tak brutalnie ale tak, chciałabym mieć z głowy. Kierunek…

Czytaj dalej

kryzys

Kryzys chlapopochodny

W uważności chodzi o bycie tu i teraz, czerpanie z codzienności… ale czy to znaczy, że nie powinnam czekać na wiosnę? Aaaaale ja czekam! Chcę mieć tę moc by pójść do lasu bez obaw o przemarznięcie towarzystwa, o nudę w wózku, bo buty jakoś gryzą młodego. Poza tym zwyczajnie wiosna to jest to, zima w wykonaniu tegorocznym to kicha, więcej deszczu i plusów niż zimy w pełnym tego słowa znaczeniu. Narzekam? Narzekam! Chcę wiosny, kryzys zimowy mam.

Czytaj dalej

wdzięczność

Środa, wieczór

Tylko wdzięczność dziś… za moje kochane dzieci, za to że są, dokładnie takie o jakich marzyłam! Za łzy, które podobno oczyszczają. Za pomysł i za pamięć, którą proszę o wsparcie… Jak to mówią… traktuj innych tak jak chciałbyś być traktowany, mów jak chciałbyś by do ciebie mówiono. Tylko pamiętać, pamiętać.

Jutro ma być ładnie, ładnie czyli bez deszczu bo o śniegu póki co zapomnieć można. Jutro więc trzaśniemy jakiś spacerek dłuższy niż psia rundka, a jak nie dłuższy to chociaż ciekawszy! Jutro będzie nowy dzień…

Że takie coś to nie post? No może i nie, ale ja obiecałam sobie codzienną praktykę wdzięczności, jak obiecałam tak czynię. Krótko ale jest! No.

Obrazek wyróżniający: ArtsyBee on pixabay.com

oczyszczenie

Oczyszczenie

No i nie mam się czym pochwalić, slow mi nie wyszło choć nigdzie się nie spieszyłam, nie wyszło mi też słuchanie zamiast gadania. Ale chyba kumam co poszło nie tak. Jak się człowiek obudzi w dobrym nastroju i ma chęć do życia i podjęcia wyzwania i zaraz potem zostanie sprowadzony do parteru, to ciężko później być takim jak chciałam. Nie wyszło. Poszło mi wręcz fatalnie. Bywa. Nie będę rozpamiętywać. Stawiam tu kropkę. Tu za nią stawiam słowo: oczyszczenie! Tak! Mam wrażenie, że wieczorna medytacja to było swoiste oczyszczenie. Poczułam ulgę, spokój i dałam sobie to czego było mi trzeba, a czego nie mogę dostać na zewnątrz, mimo że usilnie się o to dopominam. Mam i nie oddam! Wara ode mnie, bo pogryzę niczym to wielkie białe ciele, które rzuciło się dziś na mojego psa… brrr…

Czytaj dalej

formalna

Formalna to za mało

Tak, to prawda, praktykowanie uważności to nie tylko medytacje, to codzienność, to tu i teraz choć kilka razy w ciągu dnia. Nie idzie mi to, nie pamiętam o tym, zapominam… myślę, że mimo nawijającej bezustannie młodej dałoby się wplatać uważność w zwykłe codzienne czynności. Może zacząć od wieczora… wtedy rozpraszaczy nie ma, wtedy mogę skupić się na ogarnięciu, na przygotowaniu chleba, na prysznicu czy myciu zębów. Tak, praktyka formalna to zdecydowanie za mało. Spróbuję w ten sposób. Ciekawe czy będę się miała czym jutro pochwalić 🙂

Czytaj dalej