przestrzeń werbalna

ludzie nie słuchają co się do nich mówi, docierają do nich słowa, których nie łączą w zdania. słyszą pojedyncze frazy, którym nadają znaczenie bez znaczenia. nie, nie ogół, to po prostu Ci, którzy nie chcą usłyszeć co mam do powiedzenia. dają mi ograniczony czas, ograniczoną przestrzeń na wyrażenie emocji, wydawać by się mogło, że niejednokrotnie jest tam miejsce wyłącznie na te pozytywne – choć i te nie zawsze do nich dotrą. bo czy pozytywnym może być coś negatywnego? bo czy pozytywnym może być rezygnacja z czegoś szkodliwego, mimo iż niesie to za sobą ryzyko. po co ryzykować słyszę, po co się narażać, lepiej przecież trwać, nie jest przecież tak źle… zawsze może być gorzej, inni mają gorzej. szczytem szczytów jest podważanie szkodliwości.

ja wiem co mi szkodzi. szczerze mówić dość mam takiego klepania bez sensu. liczyć na to, że ktoś coś zrobi za mnie – dawno mi się znudziło, przejadło jak karczek z grilla, albo raczej dawno z tego zrezygnowałam, świadomie. i podobnie świadomie nadszedł chyba moment rezygnacji z poszukiwania wsparcia u pozornie bliskich osób, relacja z którymi nijak ma się do bliskości. pewnie każdy z nas, pewnie i ja, czasem zachowujemy się w podobny sposób. pewnie i mi zdarza się nie wyłapać, że to co słyszę z ust drugiego człowieka jest dla niego ważne, że potrzebuje zrozumienia i wsparcia. pewnie czasem nasze – moje sprawy są zwyczajnie ważniejsze. i nic w tym złego, tak już to wszystko jest skonstruowane, że aby być musimy najpierw jakoś się na to bycie zebrać w sobie.

wniosek nasuwa mi się sam, idealnie byłoby obcować z ludźmi, którzy potrzebują mówić, ale zarazem potrafią i chcą słuchać. takie perpetuum mobile zrozumienia.

znam takie osoby i wiem, że wszystko można pogodzić, słuchać, rozmawiać, zostać wysłuchanym i zrozumianym. nie otrzymywać mądrych rad, tylko wspólnie dochodzić do wniosków.

i tak oto z rozczarowania wyłoniła się cenna dla mnie myśl: ja mam takich ludzi, ja jestem takim człowiekiem!

Dodaj komentarz