Punkt zaczepienia

Poniedziałek, próbuję się zatrzymać od dłuższego czasu, nie wiem od miesiąca może i dwóch. Próbuję stanąć i popatrzeć wokół. Nie potrafię. Zastanawiam się czy to nie walka, taka wewnętrzna o definicje, szufladkę. Mam wrażenie, że chcę się zdefiniować, nazwać, określić ale nie pasuje mi nic z tego co gdzieś tam dociera. Czy jestem mamą, żoną, kobietą… czy lubię robić zdjęcia, czy pisać bloga, a może jestem kimś kto bardzo chciał biegać, a kurna nie może. Zagubienie. Może nie, może właśnie niepotrzebnie szukam. Jestem tu i teraz, bo przecież jestem mimo, że nie bardzo to teraz czuję. Jestem tu i teraz, żyję, oddycham, wskazówki zegara przemieszczają się na moich oczach. Znaczy jestem tu. Po co się definiować? Człowiekowi to potrzebne do życia jest? Mi jest potrzebne?

Mam ostatnio bardzo mało czasu dla siebie, takiego „bezdzieciowego„, który mogę poświęcić na cokolwiek. To cokolwiek musi być więc mocno okrojone abym wstała rano żywa i zdatna do względnego spokoju przy dwójce maluchów. Od kilku dni próbuję uporządkować tę przestrzeń, od kilku dni mi to nie wychodzi. Siadam i robię coś czego nie ma na mojej liście rzeczy ważnych. Tracę czas na pierdoły zamiast wziąć się za to na czym mi zależy. A wiem, konkretnie wiem na czym mi zależy i czemu chciałabym ten czas poświęcić. Nie mam sobie tego jednak za złe, o dziwo bo jestem specjalistką od biczowania się za błędy. Patrzę na to jakby z boku i nie widzę w tym błędów, ale też tego nie rozumiem. Jakbym znalazła się w miejscu, którego nie znam. Jakbym rozglądała się i szukała punktu zaczepienia. Jakbym nie mogła go znaleźć. A może to jakiś wewnętrzny sprzeciw na konieczność wyboru, na przymus decydowania że jedno biorę, a drugie muszę odrzucić, bo przecież czas nie jest z gumy. No ale nie muszę, odrzucam bo tak decyduję. Zgubiłam się, albo odnalazłam w porcie, którego zupełnie nie znam.

Im dłużej to piszę tym bardziej jestem zaciekawiona, tym bardziej intryguje mnie to miejsce. Pisanie działa na mnie niczym sesja terapeutyczna, zapisując słowa zaczynam rozumieć.

Być gdzieś, tylko nie tu i teraz. Dlaczego? Człowiek zwykle odwraca głowę kiedy się boi, albo kiedy nie podoba mu się to co widzi, czuje. Odwracam głowę. Dlaczego? Boję się? Nie. Nie boję się. Pozostaje zatem opcja niezadowolenia z tu i teraz, odcięcie. No ale nie rozumiem, przecież to co mnie otacza to to czego pragnęłam w życiu. Nie jest takie jak chciałam, jak sobie wyobrażałam? Nie, raczej nie, nie miałam wyobrażeń. Jak to sprawdzić kiedy nie potrafię się rozejrzeć? Uważna pauza, ale taka na całego. Skan tego gdzie jestem i co czuję, a na końcu to czego potrzebuję. Tak. Świadomie.

Niesamowite. Kamera przejechała przez pokój i przez moje emocje. Czuję spokój. Za spokojem przyszła radość. Spokój. Lubię czuć spokój. Niesamowite bo nie potrafiłam dotrzeć do tego co czuję od dłuższego czasu, teraz dotarłam. Opisując słowo po słowie rzeczy które widzę osadziłam się w tu i teraz. Siedząc, patrząc i nazywając uziemiłam się. Zatrzymałam. Czuję spokój, a to oznacza dla mnie jedno na ten moment. Tu gdzie jestem jest dobrze i bezpiecznie.

Na dziś mi wystarczy.

Dobrej nocy.

Foto: pixabay.com

Dodaj komentarz