endomondo

24 postów

Wytupany las, uwielbiam!

Plan był prosty, kierunek las, pieszo. Młoda chętna, Młody miał się tylko wyspać przed i gotowe – ruszamy! No i ruszyliśmy, w samo południe przy 27 stopniach na plusie, ale co tam – bez przesady, ostatnie chwile ciepła trzeba zatem korzystać! Poza tym w lesie jak to w lesie, drzewa są – więc i cień jest 🙂 Uwielbiam takie spacery! Wszystko było jak z obrazka, wszystko dosłownie. To było coś czego po kilku ostatnich nerwowych dniach potrzebowałam.

Czytaj dalej

Książkowy plan!

Postanowiłam dziś, że nadszedł czas by sterta książek, którą zakupiłam doczekała się przeczytania. Co raz pojawiają się nowe, bardzo chcę je przeczytać no ale kiedy przychodzi co do czego to albo siły brak i spać by się człowiek położyła, albo inne ustrojstwo… No ale, mogę tak zrzędzić do śmierci, a książki będą sobie leżały, a w grobie mi się nie przydadzą! Czas się zatem ruszyć i przestać podziwiać ich cudny zapach – uwielbiam zapach książek, szczególnie nowych, choć nie wszystkich… czas zacząć czytać. Nie żebym wcale, mam zrywy. Tak dziś postanowiłam, że będę czytała jedną książkę na 2 tygodnie. To mój książkowy plan. Oczywiście to minimum, jeśli będzie to egzemplarz krótszy poleci szybciej. Ale chcę sobie dać czas na jedną książkę. W ten sposób do końca roku przeczytam 8 książek spośród tych kilkunastu, które czekają na swój czas! To by było extra, to będzie extra! Mam świadomość, że może być to trudne, szczególnie przy planie treningowym, postach na blogu, ząbkującym drugorodnym i życiu tak ogólnie… ale postaram się! Kciuki mile widziane 🙂

Czytaj dalej

Tu i teraz!

Kilka dni temu uświadomiłam sobie, że stale się o coś martwię – najczęściej są to rzeczy, które mają mieć miejsce w przyszłości – mniej lub bardziej odległej. Właściwie mogę zaryzykować tezę, że ów „przepowiednie” nigdy się nie spełniają, za to skutecznie utrudniają mi normalne życie! Zauważyłam, że ów dolegliwość nasiliła się u mnie w czasie ciąży. Nie, nie – nie żeby to była jakaś nowość, ale zachowanie to znacznie przybrało na sile – do tego stopnia, że zaczęło mnie wkurzać.
Jestem bardzo szczęśliwa, spełniają się moje marzenia tylko, że to wieczne zamartwianie się nie daje mi się w pełni cieszyć tym szczęściem, tym co mam, tym czego pragnęłam i po co sięgam bez problemu. Wkurzyłam się, a i owszem! Tak, ze mną jest dokładnie tak jak napisali w mądrym artykule, to schemat z przeszłości. Kwestia zasługiwania bądź nie na szczęście – a dokładniej takie poczucie, że to przecież niemożliwe, żeby tak po prostu dostać to czego się pragnie!

Zapomniałam, przez te kilka miesięcy zapomniałam czego się nauczyłam – a nauczyłam się i wiem, że zasługuję na wszystko co najlepsze i nie muszę za to płacić wysokiej ceny i nie muszę się już bać, że ów szczęście zostanie mi odebrane. Zapomniałam, zwyczajnie natłok nowych nieznanych sytuacji, odczuć, których doświadczam będąc w „dwupaku” sprawił, że się pogubiłam. Każdy dzień przynosi coś nowego, nieznanego – obawy są naturalne – mogę się bać, ale w związku z tym co dzieje się dziś – mogę się obawiać tego nieznanego co się pojawia, owszem! Jednego dnia pojawia się „coś” – wzbudza obawy bo: co to jest? Drugiego, trzeciego i przez kolejne dni trwa, a ja razem z tym ze świadomością, że to jest ok – bo taką wiarygodną informację otrzymałam. Nagle to „coś” znika! Nic innego jak: ale dlaczego zniknęło? Kolejne obawy, kolejne nowe sytuacje, których zwyczajnie muszę się nauczyć. Umiem, już pomału umiem to przyjmować. Ale nie chcę i nie zamierzam już więcej bać się na zapas, bo może się wydarzy, bo ryzyko, bo świadomość! Gówno a nie świadomość, gówno a nie wiedza! To schemat, krytyk wyłapał świetnie moment kiedy jestem nieco rozkojarzona natłokiem nowości. Dość tego! Będę się bać i wymyślać plany i rozwiązania na rzeczy, których doświadczam – a nie rzeczy, których być może doświadczę!

Za dużo już straciłam przez to martwienie się na zapas – DOŚĆ! Wystarczy! Teraz żyję, tu i teraz! Nie w przeszłości ani w przyszłości, koniec zamartwiania się na zapas. Szkoda życia!

To jak życie, napijemy się inki? Ja stawiam 🙂

na Kopę cZERwOnym

być wolnym, oto i wyzwanie… ja jestem wolna… i nie szkodzi, że nie każdy to akceptuje, jedni nie chcą – inni nie potrafią – ich strata… już nie potrzebuję tej akceptacji, poczucia bezpieczeństwa i zaufania – zbudowałam sobie nowe i to nowe będę pielęgnować, o to nowe walczyć… zapraszam wszystkich bez wyjątków, ciepło tu u mnie i puchato, bezpiecznie… po raz kolejny poszłam za potrzebami, po raz kolejny zadbałam o siebie, po raz kolejny jest mi z tym dobrze i jestem z siebie dumna! jestem wolna i nigdy tej wolności nie oddam!

a na Kopie jak zwykle cudnie, jesień pełną gębą… dziękuję ci o auro, że ofiarowałaś nam kilka dni bez deszczu, twa hojność nie zna granic 🙂

to był dobry czas, potrzebny, ważny… zmiany, zmiany, zmiany… siła i moc! plany, pomysły… sierra quebec five tralalalalaa – do usłyszenia w eterze 🙂

Piotra i Pawła, z przewagą na tego pierwszego :P

Dzień dobry popołudniową porą…

Jako, że dziś dzień uroczysty i wyjątkowy – chciałam mojemu kochanemu mężowi kilka słów nie tylko live ale i wirtualnie powiedzieć… z okazji Twojego święta Piotrusiu mój kochany, życzę Ci abyś był szczęśliwy – po prostu, bez względu na wszystko – a wiadomo, że świat nie zawsze przyprawia o uśmiech… abyś w każdej najdrobniejszej chwili zdołał dostrzec iskierkę dającą siłę i radość 🙂 …bądź sobą i nie kombinuj, nie trzeba – jesteś najfajniejszy na świecie – a jeśli ktoś uważa inaczej, z przyjemnością zamienię z nim kilka słów! 🙂 Razem zdziałamy cuda, jestem tego pewna! Możemy wszystko! NAJLEPSZEGO W dNIu iMIEniN PIOTRUŚ!!!

Aaaaa tak poza faktem, że dziś imieniny PIOTRA 😛 – nasza piękna nowoczesna wypasiona fura przeszła dziś wzorowo egzamin – jestem prawdziwie DUMNA! IHAAAAAAAAAAAAAAAAA!

A las – letni las – dwudziestego dziewiątego czerwca… jak zwykle cudny… pachnący, zielony… wilgotny – w oddali słyszany klangor… cud miód i komary – uwielbiam 🙂 szczególnie posiadając w kieszeni magiczny spray 🙂

cZerwcÓWKa majOWA 2013

Długich weekendów nam się narobiło w tym nowym 2013 tyle, że człowiekowi ciężko się połapać. Jak by nie patrzeć dwie majówki mieliśmy w tym roku, albo raczej półtorej majówki i pół czerwcówki póki co! No ale – skoro mamy fritajm, skoro mamy słonko – to mamy i wycieczki dalekie i bliskie! Tym razem głównie bliskie 🙂

Pogorzel, BAGNO POGORZEL po raz któryś tam, nie pamiętam który… żurawie zamilkły, Stefan popływał a nas skonsumowały na podwieczorek komary 🙂 Tak! Mimo owej konsumpcji wycieczka przednia – cudnie tam jest, może się człowiek zresetować na całego 🙂

tresc

Pogorzel Pogorzelą – ale rowerowa rundka po Rezerwacie Jedlina w Mieni – to dopiero coś! Mało tego, że pierwszy raz w tym sezonie wybraliśmy się na wspólne pedałowanie – to towarzyszył nam łaciaty! Zdolna bestia, niespełna 14km leciał za nami nie odstępując ani na chwilę 🙂 Sarny, zapachy, błotko – nieee – jego interesowało bycie w bezpiecznej odległości od kręcących się kółek! Spisał się chłopak, jego dotychczasowe przygody z rowerami to głównie ściganie rowerzystów w lesie i przyprawianie mnie tym samym do nerwa numer pięć! A tu proszę…

Świetna wycieczka, szlak wymagający kondycji na poziomie ZERO, bez wzniesień, płasko i prześlicznie, zielono, pachnąco i bagiennie – cudo!

Kondycję można mieć lub nie mieć, deszcz i burzę można przetrwać, Stefan może zachowywać się idealnie – ale urwanej korby czy tam ośki czy jak to się tam nazywa – już się nie przemilczy 🙂 Piotrka rower postanowił dać nam nieco urozmaicenia w trasie 🙂 Tak oto miszcz kierownicy stał się miszczem hulajnogi 🙂

… a skończyło się holowaniem 🙂

mAłA zGodA rUleZZ :)

Jestem, żywa… cała i zdrowa – mimo, że nie było mnie na świecie przez 18 dni 🙂 miałam nieważne dokumenty, nieważną tożsamość – system PESEL wołał: weryfikacja negatywna! Te dokumenty to ważne ponoć, ale nic z nimi zrobić nie mogę… a akt ślubu nie wystarczy każdej pani z okienka, kwit meldunkowy też niewiele wart w ówczesnym świecie 🙂 No nic, wróciłam, ja i moje ja, moja firma i wszystko wokół! Co prawda na nowy dowód przyjdzie mi jeszcze poczekać, prawo jazdy też się produkuje, ale powstałam z popiołów po tożsamościowym zgonie, który nastąpił dnia 20 kwietnia 🙂
Jestem sobie cała i zdrowa i całkiem nowa, tak samo uparta, tak samo szczęśliwa i tak samo dążąca na szczyt, a jednak nowa! 🙂 A szczyt… byliśmy, byliśmy – z Piotrusiem mężusiem, co to mi nazwisko swe ofiarował 🙂

Naszą majówkową wyprawę na Kopę Biskupią zdominował widok i aromat czosnku niedźwiedziego
Oj warto było… WARTO! Następnym razem, będzie inaczej, aktywniej 😛

Uwaga Kraina Żubra!

Pojechali, cali szczęśliwi, uśmiechnięci z tytanowymi GPSami na palcach! Po całym stresie, po nerwach niewiadomego pochodzenia, po pięknej i uśmiechniętej uroczystości. Widząc i słysząc przyjazne twarze bliskich osób, mając w pamięci emocje – a właściwie czując je nieprzerwanie – zostawili cały bajzel, wsiedli w Mańka i pognali na wschód! Przyznam szczerze, że nie oddałabym za nic tego jak zdecydowaliśmy się spędzić nasze poślubne chwile, to był strzał w dziesiątkę – wybór najlepszy z możliwych – po prostu super! Być dla siebie i ze sobą w swoje święto – rewelacja!

200km drogami Mazowsza i Podlasia… słonko, chłodek i pół kilo ryżu w butach, we włosach i w ogóle wszędzie! Owy ryż dowieźliśmy aż do Puszczy…

Rano kawka, koło południa żubr… a dokładniej: ryś, wilki, jelenie, żubry, żubronie, łosie, dziki, koniki polskie, tarpany, sarny i tona ptactwa leśnego w Rezerwacie Pokazowym Żubra w Białowieży. Poranny chłodek, piękne słońce, bezchmurne niebo i on – król Puszczy – ŻUBR!

A oto kilka z setek kadrów – oj działo się, działo… 21 kwietnia 2013 roku …

Spacer po Rezerwacie okiem gps’a 🙂

KLAnGOr na POgOrZeli :)

Słoneczna pobudka, słoneczna wycieczka, słoneczny dzień i burzowy wieczór – cudo! Pojechali zmieniać koła – wszak mamy wiosnę na całego! Wszystkiego bym się spodziewała ale nie żurawi na okolicznym bagnie…


Wiele mogłam sobie wyobrażać, ślady bobrów i łosi już tam widziałam, torfowisko niby typowe dla żurawi, ale TU?! CUDO! Wiosenny klangor, piękne dostojne – para 🙂 Moje najukochańsze ptaki pośród zeszłorocznych traw – marzenie! Lada chwila las pokryje się zielenią i dojrzenie żurawi nie będzie już takie proste! Póki co gody, zaloty, tańce – ech cudo! Na fotkach ledwo widać – jak na złość nie spakowałam tele… no cóż, jest co jest… Filmik też słaby, nic nie widać – ale słychać…

Uwielbiam to miejsce – Bagno Pogorzel – CUDO! Byliśmy też w Górach Łańcuchowych – ledwie po drugiej stronie drogi, wiosna i tam zaczyna się rozkręcać – mrówy, cytrynki…

Ech te wiosenne burze… cztery jedna po drugiej… pierwsze cztery w tym roku… KOCHAM WIOSNĘ!