fotoprzyroda

67 postów

психотичні діарея

„na poprzednim koncercie dużo słów śpiewali, używali, a w tym na szczęście nic .. TYK TYK!!!” taaa.. no dobra tej pani już podziękujemy 🙂 tak poza tym, Długie Bagno.. kto by pomyślał, nawet znając Kampinos – przetuptany i przepedałowany wzdłuż i wszerz – nie pomyślałabym, że tak piękne miejsca są tak blisko..

zima? niby jeszcze nie, ale grudzień zdecydowanie tak.. zima, że nadchodzi, zdecydowanie nie TU, areoplany zamiast śniegu, plus dziewięć zamiast minusa.. Stefan popyla w podeschniętych zielonkawych bajorkach trzeci grudnia ihaaaaa !!! „świat sie kończy” hehe coś w tym jest 🙂

fatality ;)

mówią, że życie zaczyna się po trzydziestce.. jakaś dziwna dosłowność mnie w tej kwestii dopadła, zmiany zmiany, zmian początek.. zmian kontynuacja.. siła, moc, energia.. pobudzenie, taaa zupełnie niezrozumiałe, że niby leki, ale słuchaj – powtarzam – mój antybiotyk łączy się z podjednostką 50S rybosomu komórki bakteryjnej, przez co immobilizuje peptydylo-tRNA, hamując translację bakteryjnego mRNA i biosyntezę białek. Następuje przedwczesne zakończenie tworzenia łańcucha peptydowego i zahamowanie rozwoju bakterii ..jasne? ..bo jak nie, z przyjemnością ponownie pyknę kopiuj >> wklej 🙂 ..ja po prostu mam powera, po prostu, najzwyczajniej w świecie roznosi mnie głupawka i pozytywna energia!! zawsze taka byłam, tylko się schowałam, ale ilez można, struś pędziwiatr za długo też w miejscu nie usiedzi 🙂

dobra, wiem.. trochę powagi, w tym wieku to już przecież nie wypada 🙂

a tuuuu.. trututuuu!!! popaprana wersja jesieni na bagnach, hmm.. tylko gdzie te bagna 😛 ..to może chociaż zrobimy, że to pokopana wersja lasu, jesienią, a ten mrozek to się wytnie, a co!

do bojuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!!!!!!!!!!

16 PLN i fruuuuniesz..

.. Warszawa >> Lublin >> Biłgoraj >> Stalowa Wola >> Tarnobrzeg >> Niepołomice >> Kraków >> Katowice >> Krapkowice >> Prudnik >> Ucieszków >> Kędzierzyn-Koźle >> Pyskowice >> Katowice >> Kraków >> Bochnia >> Tarnów >> Sędziszów Młp. >> Rzeszów >> Leżajsk >> Tarnogród >> Biłgoraj >> Dąbrowica >> BAGNAAAAAA 🙂

>> Biłgoraj >> Lublin >> Warszawa……. google maps mówi – 1488km

ot i droga do piękna.. nie zawsze prostą i krótką jest, pomyślał jeżyk i potuptał po swój ogryzek..

pomimo.

.. jakoś tak słonecznie, jakoś leśnie, Kampinosko, hmm.. las zawsze dawał ukojenie, zawsze pozwalał odpocząć, zawsze.. zazwyczaj było mi tam dobrze.. dziś jest takie zawsze, takie zazwyczaj.. dziś pozwolił odsapnąć, dziś zaprosił do siebie.. na colę tym razem, na kawę trochę jest za ciepło.. dziś w ogóle jest dobry dzień.. szyszkowy..

ciekawe..

pomino.

to był maj…

.. decyzja, moja

nie potrzebuję już twojej ochrony, nie potrzebuję i nie chcę, możesz już przestać – PRZESTAŃ! tak, usiądziemy na krawężniku i opowiem Ci.. chcę, potrzebuję, umiem! trzydzieści lat, może dwadzieścia, dwadzieścia kilka.. dość! widzę, słyszę, czuję.. wiem.. a co będzie dalej, nie mam pojęcia.. czas pokaże..

dużo wielokropków, dużo niewiadomych, jeden pewnik..

majowe piękno bagien, niezaprzeczalne niczym to co już wiem.. niech ta chwila trwa..

dzień dobry życie.. może kawy?

widziałam wolność, w oddali…

.. coś mi się wydaje, że w piątek wszyscy ruszyli na bagna, nie tylko ja – my, wszyscy! skąd oni wiedzą o istnieniu tego miejsca, przecież jest daleko, zacisznie.. jak to się stało, że nagle drogi przestały być szerokie, że nagle dziewięćdziesiąt na godzinę to prędkość zawrotna i nieosiągalna, hmm.. nie wiadomo no cóż, każdy kiedyś musi natrfić na akcję WYJAZDY i POWROTY.. tylko gdzie te zapowiadane tabuny policyjnych patroli, chyba pojechały pilnować dróg prowadzących wszędzie byle nie na Lublin..
.. no nic, liczy się efekt.. a był, a jest taki mój, uśmiechnięty, trochę też zadumany, trochę taki.. no mój po prostu..

spotkałam wolność, widziałam.. w oddali..

a bagna, jak zawsze piękne…

voodoo people

.. inaczej, nie tak jak miało być.. przyjdzie mi poczekać, ciężko, trudno.. smutno.. cóż może uda się nie wymyślić pod to jakiejś historii rodem z horroru 🙁 niby słonecznie, niby ciepło a jednak do bani.. voodoo people w głośnikach, jakoś chyba na dodanie sił.. aaa, i głęboko i szeroko mam fakt, że pewnie brzmiało to jak dres z bmwicy.. moje voodoo, moja muza, mój opelek.. wara!


.. niby kwiecień, niby nadszedł a jednak wszystko zgasło.. ot tak.. rozumiem, akceptuję, niestety nie zmienia to faktu, że cholernie mi przykro.. poczekam, umiem 🙁

wiosny dzień numer dwa

napisałam taki fajny wstęp, przypadkowy backspace i wszystko wymiotło – masakra! a tak było pięknie, tak się wiosennie rozmarzyłam, ech złośliwość rzeczy martwych 🙁

no nic, może tym razem się uda…

zastanawiam się dlaczego tak kocham ten czas, czas kiedy żółto – zielone źdźbła z trudem przebijają się przez wilgotną ziemię.. uśmiecham się do cytrynków śmigających jak oszalałe po całym lesie, do zapachu trawy.. może dlatego, że jam człowiek wiosny, a może dlatego, że to tak blisko kwietnia, a później maja.. schylam się, klękam przed kępką mchu, kłaniam się zeszłorocznej szyszce, z uśmiechem spoglądam na skulone jeszcze pąki.. to taka chwila zadumy, w której ciężko jest zachować powagę, a uśmiech sam wdziera się na usta.. za 10.. 9.. dni kwiecień, oj będzie się działo

.. taka uśmiechnięta nakręcona ja u progu szczęścia

WRÓCIŁAM, niech żyje wiosna !!!!!!!!!!!!!!!!!