Top
mindfulness - uważny kadr by Dagmara
fade
442
archive,tag,tag-mindfulness,tag-442,cookies-not-set,eltd-core-1.2.1,ehf-footer,ehf-template-flow,ehf-stylesheet-flow-child,flow child-child-ver-1.0.1,flow-ver-1.6.3,,eltd-smooth-page-transitions,ajax,eltd-grid-1300,eltd-blog-installed,page-template-blog-standard,eltd-header-vertical,eltd-sticky-header-on-scroll-up,eltd-default-mobile-header,eltd-sticky-up-mobile-header,eltd-dropdown-default,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.5,vc_responsive,elementor-default

Uważna pauza

Siedzę na kanapie, patrzę, widzę… raz dwa trzy cztery pięć… kwiatków na półce. W półcieniu widzę, lampka z Ikei oświetla ciemny pokój. Kadzidełka już nie czuć, czuć za to delikatny chłodek wpadający przez otwarty balkon. Tuż obok posapuje pies, śpi. Tykanie zegara, szum laptopa. Za oknem warkot samochodów. Wieczór. Porozrzucane na podłodze zabawki, są wszędzie… patrzę. W pierwszej chwili myślę “kurcze znowu nie przypilnowałam żeby je sprzątnęli przed snem” … nie kończę wypowiadać tego zdania w myślach kiedy pojawia się kolejna myśl … “eee tam…to nieważne“. Tutaj mieszkają dzieci, widać to na podłodze, w łazience, widać na suszarce na pranie stojącej na balkonie, widać w kuchni. Tutaj jest ich dom. Uśmiecham się. Eee tam, jakoś mnie ten bajzel nie boli… uśmiecham się. Ogarnę. Uśmiecham się całą sobą.

deszczowa noc

Deszczowa noc

Całą noc lało, nie żeby padało – lało. Deszczowa noc, długo wyczekiwana. Uff powiedziałby Młody. O poranku powietrze pachniało wilgocią, a ja przywitałam go kolejny raz z Młodym u boku. Postanowiłam przecież wstawać o 6, to co się będę sama nudziła 😉 Dzieci po prostu mają radar. Starsza mniej, może z tego się wyrasta – daje to jakby nie patrzeć jakąś nadzieję.

idę pod prąd

Idę pod prąd

Od dziecka jestem buntownikiem. Od dziecka szłam pod prąd, jasno komunikowałam swój sprzeciw i ostro mi się za to zbierało… mimo, że wychowywano mnie w duchu przemocy – tej jednej cechy ze mnie nie wytrzebiono. Nadal jestem na NIE! Nie z założenia, jestem na NIE tam gdzie czuję inaczej, nawet jeśli to inaczej niż ogół świata. Nadal neguję, sprzeciwiam się, poddaję w wątpliwość. Niesamowite prawda? Tak bardzo walczono by mnie zmienić.

kobiety to służące

Kobiety to służące

W marcu Ania zaproponowała ćwiczenie dotyczące przekonań. Nie będę się rozpisywała czym przekonania są, czym nie są, skąd się biorą i co nam robią, nie czuję potrzeby. Ćwiczenie mnie powaliło, odkryłam coś bardzo mocnego. Jako osoba, która doświadczyła w dzieciństwie przemocy seksualnej wszelkie trudności z kobiecością, seksualnością itp zwalałam na tę właśnie traumę.  Mimo, iż byłam w terapii ładnych parę lat kobiecość nadal jest dla mnie nie lada wyzwaniem. Miałam wrażenie, że trauma przepracowana nie powinna już dawać takich trudności w codziennym życiu, no ale… zły dotyk boli całe życie. Więc ok, TO pewnie z TEGO. Wczoraj odkryłam, że wcale nie musi to mieć związku. Wczoraj odkryłam, że “kobiety to służące“!

Zrobiło się żółto

Przyznać muszę, a raczej chcę, że zawierucha za oknem przywiała mi jakiś wewnętrzny spokój. Nie daję się porwać emocjom, staram się i mi wychodzi. Podoba mi się taki stan rzeczy, wyciszenie mimo gęgolenia, jękolenia i pokrzykiwania. Dziś czuję wdzięczność, przeogromną. Niby nic, niby banał, a cieszę się i wdzięczna jestem tak bardzo, że uśmiech mi z ust nie schodzi od dobrych pięciu godzin. Lubię ten stan, Ania mówi, że “wdzięczność jest antidotum na lęk i strach” … mogłabym tak dziękować codziennie 🙂 Za czysty oddech dziś jednak nie podziękuję. Wyszliśmy drużyną z psem, od drzwi dało się czuć komin, wichura umknęła wróciło stare dobre, żółte. Tego nie lubię. No nic, na to narzekać będę zawsze, niewiele mogę… bezsilność w sumie.