mindfulness

7 postów

kryzys

Kryzys chlapopochodny

W uważności chodzi o bycie tu i teraz, czerpanie z codzienności… ale czy to znaczy, że nie powinnam czekać na wiosnę? Aaaaale ja czekam! Chcę mieć tę moc by pójść do lasu bez obaw o przemarznięcie towarzystwa, o nudę w wózku, bo buty jakoś gryzą młodego. Poza tym zwyczajnie wiosna to jest to, zima w wykonaniu tegorocznym to kicha, więcej deszczu i plusów niż zimy w pełnym tego słowa znaczeniu. Narzekam? Narzekam! Chcę wiosny, kryzys zimowy mam.

Czytaj dalej

wdzięczność

Środa, wieczór

Tylko wdzięczność dziś… za moje kochane dzieci, za to że są, dokładnie takie o jakich marzyłam! Za łzy, które podobno oczyszczają. Za pomysł i za pamięć, którą proszę o wsparcie… Jak to mówią… traktuj innych tak jak chciałbyś być traktowany, mów jak chciałbyś by do ciebie mówiono. Tylko pamiętać, pamiętać.

Jutro ma być ładnie, ładnie czyli bez deszczu bo o śniegu póki co zapomnieć można. Jutro więc trzaśniemy jakiś spacerek dłuższy niż psia rundka, a jak nie dłuższy to chociaż ciekawszy! Jutro będzie nowy dzień…

Że takie coś to nie post? No może i nie, ale ja obiecałam sobie codzienną praktykę wdzięczności, jak obiecałam tak czynię. Krótko ale jest! No.

Obrazek wyróżniający: ArtsyBee on pixabay.com

oczyszczenie

Oczyszczenie

No i nie mam się czym pochwalić, slow mi nie wyszło choć nigdzie się nie spieszyłam, nie wyszło mi też słuchanie zamiast gadania. Ale chyba kumam co poszło nie tak. Jak się człowiek obudzi w dobrym nastroju i ma chęć do życia i podjęcia wyzwania i zaraz potem zostanie sprowadzony do parteru, to ciężko później być takim jak chciałam. Nie wyszło. Poszło mi wręcz fatalnie. Bywa. Nie będę rozpamiętywać. Stawiam tu kropkę. Tu za nią stawiam słowo: oczyszczenie! Tak! Mam wrażenie, że wieczorna medytacja to było swoiste oczyszczenie. Poczułam ulgę, spokój i dałam sobie to czego było mi trzeba, a czego nie mogę dostać na zewnątrz, mimo że usilnie się o to dopominam. Mam i nie oddam! Wara ode mnie, bo pogryzę niczym to wielkie białe ciele, które rzuciło się dziś na mojego psa… brrr…

Czytaj dalej

formalna

Formalna to za mało

Tak, to prawda, praktykowanie uważności to nie tylko medytacje, to codzienność, to tu i teraz choć kilka razy w ciągu dnia. Nie idzie mi to, nie pamiętam o tym, zapominam… myślę, że mimo nawijającej bezustannie młodej dałoby się wplatać uważność w zwykłe codzienne czynności. Może zacząć od wieczora… wtedy rozpraszaczy nie ma, wtedy mogę skupić się na ogarnięciu, na przygotowaniu chleba, na prysznicu czy myciu zębów. Tak, praktyka formalna to zdecydowanie za mało. Spróbuję w ten sposób. Ciekawe czy będę się miała czym jutro pochwalić 🙂

Czytaj dalej

zielone

Zielone znaczy jedź…

Kiedyś, wiele lat temu byłam świetnym pływakiem, wygrywałam wszystkie możliwe zawody w klasycznym i kraulu. Gdyby gdybym… myślę, że kto wie może osiągnęłabym coś w tej dziedzinie. Jestem wręcz pewna, że tak. No ale, tak się nie stało, warunki były jakie były, ludzie i okoliczności też. Teraz okoliczności są jeszcze inne, basen to frajda szczególnie dla córeczki. Uwielbia wodę, po mamusi zapewne bo taty to jakoś nie kręci. Tak mnie naszło na wspomnienia przy okazji naszej dzisiejszej wyprawy na wodne zabawy. Kto by pomyślał (bo ja nie sądziłam, że to możliwe), że w zimie otwarta jest zjeżdżalnia – tuba, która „wychodzi” poza budynek. Na dworze zimno, a w tubie ujdzie, chłodkiem zawiewało głównie przez prędkość jaką osiągałyśmy sunąć w dół 🙂 Lubię spędzać z nią czas, tak jeden na jednego… a już na basenie to w ogóle 🙂 Zapiszę ją na naukę pływania, niech sobie poszaleje, niech pozna co to frajda z wodnych cudów… a chętna na to, że aż jej się uszy trzęsły kiedy spytałam 🙂 Zielone znaczy jedź! Nie wyrzucaj wykorzystaj! Ihaaaa 🙂

Czytaj dalej

Kierunek: uważność…

Uważność. Uważność poznałam w czerwcu ubiegłego roku. Szeroki temat, mnóstwo by pisać… ja bardziej o tym co uważnego u mnie, dziś… jutro, za tydzień. Od pewnego czasu prowadzę anonimowego bloga, na którym notuję moją drogę do uważności, piszę tam sobie o medytacjach, o tym co wspiera, a co utrudnia mi praktykę. Piszę o uważności w moim wykonaniu, kulejącej póki co… a może raczej raczkującej. Tutaj też chcę o tym pisać, tylko trochę inaczej. Może z czasem całkowicie przeniosę się tutaj z moją drogą do uważności 🙂 Zacznę od wdzięczności. Praktyka wdzięczności, to coś co pozwala docenić te małe elementy codzienności, poczuć wdzięczność za to drobne coś… bo przy wdzięczności nie ma miejsca na lęk czy złość. Staram się praktykować wdzięczność codziennie, usiąść wieczorem i zastanowić się za co dziś jestem wdzięczna, sobie, światu, ludziom… naturze. Wtedy nawet mając poczucie, że dzień był fatalny dostrzegam, że jednak nie do końca, że jednak wydarzyło się coś, za co jestem wdzięczna czyli wydarzyło się coś dla mnie pozytywnego. Za co dziś jestem wdzięczna? Dziś za wizytę u fizjoterapeuty, na którą poszłam pieszo pozostawiając stres braku miejsca parkingowego w domu, za ćwiczenia i to co usłyszałam, 3-4 wizyty i dam radę ćwiczyć sama, bez wsparcia. Jestem też wdzięczna za wieczorne czytanie, za bajkę która dała do myślenia… a to niby w dziecku ma poruszyć strunę. Słaby poranek nie determinuje dnia, słaby poranek daje okazję by cały dzień był tylko lepszy! 🙂

Czytaj dalej

Wytupany las, uwielbiam!

Plan był prosty, kierunek las, pieszo. Młoda chętna, Młody miał się tylko wyspać przed i gotowe – ruszamy! No i ruszyliśmy, w samo południe przy 27 stopniach na plusie, ale co tam – bez przesady, ostatnie chwile ciepła trzeba zatem korzystać! Poza tym w lesie jak to w lesie, drzewa są – więc i cień jest 🙂 Uwielbiam takie spacery! Wszystko było jak z obrazka, wszystko dosłownie. To było coś czego po kilku ostatnich nerwowych dniach potrzebowałam.

Czytaj dalej