mińsk mazowiecki

15 postów

Piotra i Pawła, z przewagą na tego pierwszego :P

Dzień dobry popołudniową porą…

Jako, że dziś dzień uroczysty i wyjątkowy – chciałam mojemu kochanemu mężowi kilka słów nie tylko live ale i wirtualnie powiedzieć… z okazji Twojego święta Piotrusiu mój kochany, życzę Ci abyś był szczęśliwy – po prostu, bez względu na wszystko – a wiadomo, że świat nie zawsze przyprawia o uśmiech… abyś w każdej najdrobniejszej chwili zdołał dostrzec iskierkę dającą siłę i radość 🙂 …bądź sobą i nie kombinuj, nie trzeba – jesteś najfajniejszy na świecie – a jeśli ktoś uważa inaczej, z przyjemnością zamienię z nim kilka słów! 🙂 Razem zdziałamy cuda, jestem tego pewna! Możemy wszystko! NAJLEPSZEGO W dNIu iMIEniN PIOTRUŚ!!!

Aaaaa tak poza faktem, że dziś imieniny PIOTRA 😛 – nasza piękna nowoczesna wypasiona fura przeszła dziś wzorowo egzamin – jestem prawdziwie DUMNA! IHAAAAAAAAAAAAAAAAA!

A las – letni las – dwudziestego dziewiątego czerwca… jak zwykle cudny… pachnący, zielony… wilgotny – w oddali słyszany klangor… cud miód i komary – uwielbiam 🙂 szczególnie posiadając w kieszeni magiczny spray 🙂

cZerwcÓWKa majOWA 2013

Długich weekendów nam się narobiło w tym nowym 2013 tyle, że człowiekowi ciężko się połapać. Jak by nie patrzeć dwie majówki mieliśmy w tym roku, albo raczej półtorej majówki i pół czerwcówki póki co! No ale – skoro mamy fritajm, skoro mamy słonko – to mamy i wycieczki dalekie i bliskie! Tym razem głównie bliskie 🙂

Pogorzel, BAGNO POGORZEL po raz któryś tam, nie pamiętam który… żurawie zamilkły, Stefan popływał a nas skonsumowały na podwieczorek komary 🙂 Tak! Mimo owej konsumpcji wycieczka przednia – cudnie tam jest, może się człowiek zresetować na całego 🙂

tresc

Pogorzel Pogorzelą – ale rowerowa rundka po Rezerwacie Jedlina w Mieni – to dopiero coś! Mało tego, że pierwszy raz w tym sezonie wybraliśmy się na wspólne pedałowanie – to towarzyszył nam łaciaty! Zdolna bestia, niespełna 14km leciał za nami nie odstępując ani na chwilę 🙂 Sarny, zapachy, błotko – nieee – jego interesowało bycie w bezpiecznej odległości od kręcących się kółek! Spisał się chłopak, jego dotychczasowe przygody z rowerami to głównie ściganie rowerzystów w lesie i przyprawianie mnie tym samym do nerwa numer pięć! A tu proszę…

Świetna wycieczka, szlak wymagający kondycji na poziomie ZERO, bez wzniesień, płasko i prześlicznie, zielono, pachnąco i bagiennie – cudo!

Kondycję można mieć lub nie mieć, deszcz i burzę można przetrwać, Stefan może zachowywać się idealnie – ale urwanej korby czy tam ośki czy jak to się tam nazywa – już się nie przemilczy 🙂 Piotrka rower postanowił dać nam nieco urozmaicenia w trasie 🙂 Tak oto miszcz kierownicy stał się miszczem hulajnogi 🙂

… a skończyło się holowaniem 🙂

ZAOBRĄCZKOWANI… ihaa :)

Piękny bukiecik z żółtych frezji, stoi tu we flakoniku i spogląda na mnie lekko podsychając… Tak ten sam, którego zapomniałam zabrać na własny ślub hehe, dobra jestem co?! Ja, która zawsze wszystko mam zaplanowane i dopięte na ostatni guzik… spakowana tydzień przed wyjazdem, gotowa na wszystko… ta sama ja, pojechała do Miasta Stołecznego z przyszłym mężem, bo praca musiała wezwać dzień przed.. dzień przed, kiedy trzeba było pakować manatki na wyjazd, ogarnąć chatę na przyjazd rodzinki z pogranicza! Taaaak! Ta sama ja nie ogarnęła świata tuż przed… i teraz z perspektywy czasu mam to szczerze gdzieś! Ta sama ja latała rano i starała się ogarnąć demolkę po winku z przywitania kuzyna – Kuba, ustaliliśmy już, że biedaku czekałeś 5 min na centralnym – przez Piotrka oczywiście 🙂 … miały być falafele – skończyło się destrukcją wszelkiego porządku w naszym domu! Sos pikantny, pomarańczowo-czerwony znalazł się wszędzie, niemożliwy do sprania, nie do pościerania – istna masakra! A jutro rano goście, ślub…

Dwudziestego kwietnia…

Piotruś słońce Peru moje – a gdzie masz koszulkę – pod koszulę tą Twą?! 🙂 Taaaaaa… latania i cudowania dwudziestego kwietnia było tyle, że zegarek z każdą kolejną chwilą przyprawiał mnie o drżenie mięśni – co zresztą potwierdziła moja kochana bratowa kilka chwil po przybyciu do Mińska wprost z Opola – lalala stolica polskiej piosenki 🙂

Aaaaa dziękuję za wsparcie krawieckie, ufff… nie byłam w stanie tego ogarnąć 🙂

A później… jej… byłam tak zestresowana, tak nakręcona, wszystko nie po mojemu, wszystko na ostatnią chwilę! Próbowałam dzielnie słów przysięgi… przymierzałam się… ale nic, tylko łzy w oczach i brak tchu… Jejuuu ale masakra! Miałam pewność, że wzruszenie mnie zabije!

No to pojechali… pojechali furą (dziękujemy Jacku).. Wszystkim wokół: przyszłemu mężowi, Jackowi, rodzince, przyjaciołom i pani z łańcuchem i orzełkiem (kochana ta pani – taki pozytywny ludź że mówię Wam!!!) oznajmiłam, że dostanę zawału podczas ślubu i całą ceremonię przeryczę jak bóbr 🙂


No i ………. przyjechała ekipa z Wawy – składanka: Biłgoraja (lubelskie), Domaszkowic (opolskie), Chełma (lubelskie), Białej Podlaskiej (lubelskie), Sanoka (podkarpackie), Radomia (mazowieckie), Kowalanki (mazowieckie)! JESTEŚCIE NAJLEPSI NA ŚWIECIE!!!!!!!!!!!!! I wraz z przyjazdem ekipy stres wyparował w części znacznej 🙂

Małgosiu – świadku Ty nasz najpiękniejszy – pięknie wyglądałaś! Henry – świadku Ty nasz ukochany – MISZCZEM ceremonii byłeś w tej koloratce! Nie ma słów, które oddałyby moją/naszą wdzięczność za Waszą obecność, za to jacy jesteście i ile dla nas znaczyło to co nam sprezentowaliście swoimi dostojnymi osobami! Jesteście MEGA, jak to zwykłam mawiać ja!

Przybyła moja familia z dalekiej Opolszczyzny, przykuśtykali furą na godzinkę i pognali w drogę powrotną 🙂 Fajni są, co?!

Przybyli bliscy nam ludzie, bliscy mi i Piotrusiowi również… Rodzinka i przyjaciele z Wawy, znajomi z Mińska, bliscy z Otwocka i Sulejówka – mam rację co? Bliscy 🙂 … o ekipie z IMiD Wawa + OIT Bielany już pisałam… Był z nami Wrocław, Rybnik, Opole, Prudnik, Warszawa, Mińsk a sercem i duchem drugie pół Polski…! Za Waszą duchowa obecność również dziękujemy najbardziej na świecie!

Jestem żoną, jestem szczęśliwa… i niech mi nikt nie mówi, że podpisanie kwita nic nie zmienia! Dla mnie zmienia… Mam dom, prawdziwy, nasz… TU i TERAZ i czuję to 🙂 Nie mam co prawda podpisu, nie umiem pamiętać, że inaczej się nazywam… Maniek ma nowe blachy WM bla bla bla … a w urzędniczym świecie nie istnieję jako ja Dagmara Z. + mój własny osobisty PESEL… Ale przyjazna Pani z UM Mińsk obiecała, że za kilka dni powstanę z popiołów jako godny obywatel tego miasta i żona swego ukochanego męża!

DZIĘKUJĘ! Nigdy tego nie zapomnę………………… W najskrytszych snach nie byłabym w stanie wymarzyć sobie takiego ślubu!!! Czułam się wyjątkowo, wyjątkowa… najważniejsza, szczęśliwa 🙂 Nie dostałam zawału, nie było łez – tylko uśmiech i szczęście 🙂 … a Piotruś, mąż mój jedyny nie wytrzymał mojej uśmiechniętej przysięgi i eksplodował śmiechem 🙂 a co! 🙂 Nic i nikt mi tego nie odbierze 🙂

A podróż poślubna… za trochę na mojej stronie 🙂

Kwietniowe roztopy, nareszcie!

Otwieram oczy wyspana! Nie! Stop! Do wyspania to mi jeszcze troszkę brakuje. Dalej, daj spokój! Otwieram oczy a tu słońce najprawdziwsze na świecie wkrada się niedyskretnie do pokoju! Kiedy ostatnio obudziło mnie słońce? No poza wczoraj i dziś, to nie pamiętam. Serio, ta zima mało, że wściekle śnieżna jakaś, to jeszcze błękitu i promieni słonecznych żałowała. Chytra, czy co? No więc otwieram te oczy i nacieszyć się nie mogę! Aż się człowiekowi wstać chce, wyjść z domu – chociaż z drugiej strony dla mnie nie ma złej pogody na leśną wędrówkę. No ale przyjmijmy, że ów słoneczko napawa optymizmem i chęcią życia, mnie napawa, a co!
Cudnie jest tak o poranku, mroźno jeszcze (nie żebym była fanką mrozu!)… ale czuć już w powietrzu nieuchronnie nadciągającą eksplozję wiosny! Ptaki, nawet owady się jakieś znowu zaczęły pokazywać! Po chodnikach da się już chodzić bez obawy o wizytę u ortopedy – no może z wyjątkiem chodników należących do kościoła – ich bowiem dotyczy inne prawo, a raczej jego brak. Taak, oni nie przejmują się zaspami na przyległych chodnikach, ważne, że merc ma jak wjechać na plebanię! Dobra wystarczy… miało być o wiośnie! Tu się lepiej Piotrek wypowie, on złapał większego nerwa 🙂

Dziś dla odróżnienia pokręciłam się po okolicy… cudny poranek, siódma z groszem…

Aggression mode: ON!

Ja pierdziele.. co to ma być! Jakim prawem! Ludzie – świecie toż jest 29 marca, a nie 29 grudnia! Po co? Dlaczego? Za co? Toż mi już bazylia kiełkuje na parapecie, rukola już całkiem wyrosła – gdzie ja mam to na słonko wystawić? Mam jechać do Hiszpanii? Może tam, co?!


Ja się nie zgadzam! Protestuję! Składam formalną skargę do Trybunału, do sądu zawiadomienie, do prokuratury, o podejrzeniu popełnienia przestępstwa – czy gdzie to się tam składa! Aaaaaaaaaaaaaaa! Mówię – krzyczę – drę się: NIE! Nie! nIE! nIe! niE! NiE! #$%**&!^ aaaaaaaaaaaaa!

Dlaczego znowu pada śnieg, tu… za oknem?! 🙁 Ja już naprawdę będę grzeczna, serio! Tylko weź, no… no weź już spadaj zimo!

Kilka godzin później [17:36] …

спадзявацца

Dzień dobry!

Oj, chyba raczej dobry wieczór! Co by nie było, dzień dobry był… a wieczór dobry jest 🙂 A weekend będzie jeszcze lepszy, ten a i owszem… a tamten za 24 dni to już w ogóle będzie czad! Baczność, spokój… wiosna słucha! Może jak się nasłucha, to…

Widzieliście kiedyś nadzieję, bo ja tak, dzisiaj…


… pachniała wilgotną ziemią 🙂

Ajajajjaaaj – mały remoncik na wiosnę?

Nieeee, remoncik to później, najpierw czeka nas proces obrączkowania 🙂 Tak! No ale dobra, nie będę się tu rozwodzić w tej kwestii – jeszcze papierka nie podpisałam, a już mam się rozwodzić? 🙂 Hehe… uwielbiam tą reklamę 😉

WIOSNAAAAA! Kompletny chaos w tym poście, aj tam, aj tam… odurzyła mnie wiosna, przyszła przyleciała przygalopowała, tylko wstydzi się jeszcze pokazać 🙂 Dziś PIERWSZY DZIEŃ ASTRONOMICZNEJ WIOSNY!

A tak poza tym, że wiosna – to już dwie osoby mi obiecały, że do dwudziestego będzie ciepło, więc trzymam za słowo! Nie akceptuję zmiany zdania, nie tym razem 🙂

A tak się wraca koleją z Zachodniego do Mińska 🙂

Ale za to niedziela, ale za to niedziela…

… w niedzielę BĘDZIE WIOSNA! Tak wiem, nawiedziło mnie z tą wiosną! Ale co ja poradzę, że jam wiosenny gatunek? Cieszy mnie budząca się do życia przyroda, cieszą pąki, które lada chwila wystrzelą… cieszy mnie życie! Cieszy teraźniejszość, cieszy przyszłość! Lubię ten świat, ludzi też lubię, mimo że odpały z niektórych niepojęte 🙂

Dziś kolejna siódemeczka, luuuubię to!

MINUS szesnaście… PLUS dwanaście…

Tak będę dodawać i odejmować i czekać i może w końcu się ta wiosna obudzi na dobre. Wstała, przetarła oczy i poszła dalej spać… niczym Piotrek i jego drzemki w telefonie! W tv mówią, że po weekendzie zacznie topnieć ta cała pokrywa, ale przecież telewizja kłamie – i weź tu człowieku miej nadzieję!

Co by nie było pies biegać musi, a jego pani łazić po lesie uwielbia – więc bez względu na pogodę las odwiedzić trzeba! No i odwiedziliśmy!

MINUS siedemdziesiąt trzy… marzec?

O poranku wita człowieka piękna wiosna, której niestety pomerdała się paleta kolorów, albo może po prostu zapomniała o istnieniu zieleni! Cud miód i zamrażarka 🙂 Zapraszam do Mińska, tu zima trwa cały rok 🙂
A tak na poważnie to mam nadzieję, że do 20 kwietnia troszkę się tego śniegu stopi, może jakieś pojedyncze listki się pojawią? Pojawią się? No weźcie, powiedzcie, że się pojawią… 🙂
Ależ będzie cudo… Piotruś, wiosna, Białowieża, żubry, Puszcza, chaty… tytan 🙂 Szkoda, że nie mam konta na facebooku, bo sama bym sobie kliknęła LUBIĘ TO! 🙂 No dobra, jeszcze trochę czasu na zachwyty zostało, wrócę pozachwycać się za kilka chwil…

Być szczęśliwym – bezcenne!

Aaaaa… znacie: kliknij → ŻUBRY ONLINE – rewelacja – tylko niestety trzeba się przyczaić, bo w momencie kiedy żubrów nie ma na polanie kamerę kierują na ptaki. Cierpliwość popłaca, szczególnie popołudniami i wieczorami… kilkanaście sztuk jednocześnie, żubry, sarny, jelenie a nawet wilki… Świetny pomysł!

To idę, kawa na mnie wymownie spogląda z kubka 🙂