wiosny dzień numer dwa

napisałam taki fajny wstęp, przypadkowy backspace i wszystko wymiotło – masakra! a tak było pięknie, tak się wiosennie rozmarzyłam, ech złośliwość rzeczy martwych 🙁

no nic, może tym razem się uda…

zastanawiam się dlaczego tak kocham ten czas, czas kiedy żółto – zielone źdźbła z trudem przebijają się przez wilgotną ziemię.. uśmiecham się do cytrynków śmigających jak oszalałe po całym lesie, do zapachu trawy.. może dlatego, że jam człowiek wiosny, a może dlatego, że to tak blisko kwietnia, a później maja.. schylam się, klękam przed kępką mchu, kłaniam się zeszłorocznej szyszce, z uśmiechem spoglądam na skulone jeszcze pąki.. to taka chwila zadumy, w której ciężko jest zachować powagę, a uśmiech sam wdziera się na usta.. za 10.. 9.. dni kwiecień, oj będzie się działo

.. taka uśmiechnięta nakręcona ja u progu szczęścia

WRÓCIŁAM, niech żyje wiosna !!!!!!!!!!!!!!!!!

Dodaj komentarz