Zrobiło się żółto

Przyznać muszę, a raczej chcę, że zawierucha za oknem przywiała mi jakiś wewnętrzny spokój. Nie daję się porwać emocjom, staram się i mi wychodzi. Podoba mi się taki stan rzeczy, wyciszenie mimo gęgolenia, jękolenia i pokrzykiwania. Dziś czuję wdzięczność, przeogromną. Niby nic, niby banał, a cieszę się i wdzięczna jestem tak bardzo, że uśmiech mi z ust nie schodzi od dobrych pięciu godzin. Lubię ten stan, Ania mówi, że „wdzięczność jest antidotum na lęk i strach” … mogłabym tak dziękować codziennie 🙂 Za czysty oddech dziś jednak nie podziękuję. Wyszliśmy drużyną z psem, od drzwi dało się czuć komin, wichura umknęła wróciło stare dobre, żółte. Tego nie lubię. No nic, na to narzekać będę zawsze, niewiele mogę… bezsilność w sumie.

Medytacja dziś osiem minutek, w totalnym rozproszeniu, myśli galopowały pomiędzy listą zakupów dla ślubnego, a wyjazdem, dzisiejszą wizytą u lekarza i ów kominem właśnie. Totalne rozkojarzenie. Odbyła się mimo wszystko i dobrze mi z tym, dała nieco uśmiechu i spokojnego oddechu. Mam wrażenie, że wróciłam. Oby oby bo bardzo mi się ów stan podoba. Wdzięczność… no wdzięczna jestem dziś niezmiernie za odetkane uszko pierworodnej, za moje dzieci – są takie radosne i takie wyjątkowe, za cytat z wieczornego newslettera… aż ukradnę 🙂

Proszę… posmakujcie: „Kiedy nie oczekujemy, że to dzieci nasz uszczęśliwią, ale znajdujemy szczęście poza nimi, ofiarujemy im wolność, aby na prawdę mogły być sobą. Są wtedy w stanie kąpać się w naszym szczęściu, bez obciążenia, że są jego przyczyną. Robiąc to, co kochamy, będąc w łączności z własnym wnętrzem, szanując swoje ciało i troszcząc się o nie na co dzień, poprzez właściwe odżywianie, aktywność fizyczną oraz akceptując swój wygląd, najlepiej wpajamy im, jak mają dbać i doceniać siebie.” Shefali Tsabary, „Świadomi Rodzice”.

Dobrej nocy 🙂

Dodaj komentarz