Życie bez facebooka

życie bez facebooka

Czy możliwe jest życie bez facebooka? No jasne, że tak. I tutaj post winien się skończyć… gdyby nie fakt, że mam świadomość ile wartościowych rzeczy się tam dzieje. Jak to ogarnąć? Jak czerpać ale nie siedzieć na portalu cały wieczór? Ja nie chcę, najchętniej skasowałabym konto i olała system. Tylko przeróżne darmowe bądź nie akcje mnie ominą, bo toczą się tam – na facebooku, nigdzie indziej. Poza tym tego wszystkiego jest tyle, że nawet olewając fejsa człowiekowi życia nie starczy aby czytać, słuchać i czerpać z przeróżnych form rozwoju. Bo o to mi głównie chodzi. O rzeczy rozwojowe, pozwalające poznać perspektywę, która jest mi mało znana albo wręcz obca. Gdyby nie facebook nie znałabym uważności, gdyby nie facebook nie wiedziałabym co to rodzicielstwo bliskości. Chciałabym, tylko jak?

Mam wrażenie, że jak odpuszczę te wszystkie wartościowe rzeczy będę uboższa, może nawet gorsza. Ale czy to prawda? Przecież i tak korzystam z portalu wyłącznie wieczorami i to w niewielkim stopniu, więc wiele przemyka mi między palcami. Jak tak teraz myślę, to chyba kluczem jest brać jedną rzecz i akceptować to, ze więcej nie pomieszczę. Wziąć się solidnie za jedno, a nie za 100 jednocześnie. Zrobić rachunek za i przeciw i zdecydować w co idę. Szkoda mi życia na wirtualny świat, nie mam teraz na to zupełnie czasu. W ogóle mam niewiele czasu, jak już pójdę pobiegać to właściwie trochę ogarnę i czas spać… jak poczytam to to samo. Póki dzieciaki są małe i w ciągu dnia absorbują na tyle, że nic dla siebie wyłuskać się nie da – trzeba wybrać co i ile… Tak. Tak zrobię. Wybiorę jedno i na tym się skupię. Nie pomieszczę więcej, a irytacja, którą rodzi odnalezienie jakiegoś wartościowego zjawiska i świadomość, że mnie ominęło… no może nie irytacja a smutek. Nie chcę tego, nie potrzebuję.

Na ten moment na pierwszy plan wysuwa się NVC i uważność. Plus bieganie, bądź inna aktywność, jeśli kolana zaczną bardziej dokuczać… a zaczynają 🙁 Na ten moment tyle… wrócę tu, pomyślę. To co wybrałam na teraz da mi tak wiele, że być może pozostałe rzeczy nie będą mi jakoś szczególnie potrzebne, a może wręcz pozwolą zaakceptować siebie taką jaką jestem bez dążenia do doskonalenia się tu i ówdzie. Wszak jestem wystarczająco dobra, prawda? Wypadałoby jeszcze zaufać temu stwierdzeniu, poczuć je całą sobą…

Idę, wyłuskałam kilka minut na posta po porannej kawie, wow! Miłego dnia 🙂

Dodaj komentarz