dziennik mocy

25 postów

Trudny wtorek

Tak, wczorajszy dzień dał mi popalić, próbowałam nawet wspomagać się oddechem, ale nie bardzo szło. Cieszę się jednak, że próbowałam i że miałam świadomość, że dobijają mnie myśli, moje myśli, moje wyobrażenia faktów, które do końca nie były jeszcze wyjaśnione. Rzecz idzie o zdrowie dziecka, a kiedy to wchodzi w grę moje myśli szaleją. Jestem galopującym czarnowidzem pochłaniającym jedynie negatywne scenariusze. Bardzo chciałabym żeby moje myśli nie dobijały mnie w takich sytuacjach. Szczególnie w takich sytuacjach, bo one same w sobie są trudne.

Czytaj dalej

wrzosy

Zakwitły wrzosy

Trzeba się wybrać na solidną sesję zdjęciową do naszego lasu, zakwitły wrzosy… jakoś wcześnie, a może się mylę… Mam czym poszaleć, tylko potrzeba mi nieco więcej współpracy ze strony młodocianych 😉 Dziś pierwszy dzień sierpnia, wspomnienie Powstania Warszawskiego, zawsze żywe w moim sercu tego dnia. Próbowałam dziś opowiedzieć pierworodnej co takiego usłyszy o godzinie 17-tej… Jest jeszcze mała, ma niespełna 5 lat, ale pyta pyta pyta… więc słysząc syreny, tak donośne na pewno spytałaby co się dzieje. Wystraszyła się, wojny… na szczęście żyjemy w Polsce wolnej, nie musimy toczyć żadnej wojny, walczyć o wolność, ginąć… Potrzebowała do tego wracać, rozmawiać. Kiedy nagle podczas leśnego spaceru usłyszeliśmy syreny, a ona spytała co się dzieje… zerknęłam na zegarek i powiedziałam, że to własnie to o czym mówiłam, wspomnienie wybuchu Powstania… Rok w rok mam łzy w oczach, nie wiem czy tak samo wygląda godzina siedemnasta w innych częściach kraju (nie pamiętam jak to było kiedy tu nie mieszkałam), ale tutaj – tak w Warszawie jak i na Mazowszu syreny wyją przez 2-3 minuty… to robi wrażenie, na młodej też zrobiło. Cieszę się, bo to ważny dzień.

Czytaj dalej

Bieszczady

Rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady!

Naszła mnie dziś taka myśl, że może by tak poważnie rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady… ślubny poza działalnością gospodarczą pracuje też na etacie, uwiązany jest zatem w obecnej lokalizacji… Ale przecież i tak pracuje całymi dniami, w tygodniu praktycznie się mijamy, dla dzieci nie ma czasu, bywa że weekendy wyglądają podobnie. To może by tak wyjechać, a on przyjeżdżałby do nas na weekendy… Za chwilę przyszła myśl, że no dobra Bieszczady daleko, ale jakaś wieś, najlepiej taka zabita dechami jak to mówią… wieś to wolność! Trochę słabo, bo to takie trochę rozstanie, mimo że tutaj nie mamy dla siebie czasu to jednak gdybyśmy chcieli to moglibyśmy go wyczarować, a jakby tak mieszkać już chociażby 100km od siebie to wyczarowywanie wspólnych chwil w tygodniu byłoby zwyczajnie niemożliwe. No ale nie w tym sedno… Chwilę po tym jak naszło mnie na wyjazd, tzn naszło mnie na niego dawno i mam to obiecane 😉 ale teraz to wróciło i domagało się uwagi… chwilę później pomyślałam, że „ale po co?”. To kolejny sposób na dążenie do czegoś. A gdyby tak zrobić sobie te Bieszczady tutaj? Takie Bieszczady w wersji mazowieckiej. Bo czego oczekuję po tym odludziu? Co by mi dał ten wyjazd?

Czytaj dalej

Punkt zaczepienia

Poniedziałek, próbuję się zatrzymać od dłuższego czasu, nie wiem od miesiąca może i dwóch. Próbuję stanąć i popatrzeć wokół. Nie potrafię. Zastanawiam się czy to nie walka, taka wewnętrzna o definicje, szufladkę. Mam wrażenie, że chcę się zdefiniować, nazwać, określić ale nie pasuje mi nic z tego co gdzieś tam dociera. Czy jestem mamą, żoną, kobietą… czy lubię robić zdjęcia, czy pisać bloga, a może jestem kimś kto bardzo chciał biegać, a kurna nie może. Zagubienie. Może nie, może właśnie niepotrzebnie szukam. Jestem tu i teraz, bo przecież jestem mimo, że nie bardzo to teraz czuję. Jestem tu i teraz, żyję, oddycham, wskazówki zegara przemieszczają się na moich oczach. Znaczy jestem tu. Po co się definiować? Człowiekowi to potrzebne do życia jest? Mi jest potrzebne?

Czytaj dalej

Idzie nowe!

Lada dzień poprzesadzam trochę roślinek na moim blogu – idzie nowe, znalazłam kierunek… potrzebuję jeszcze trochę to przetrawić i ruszam w drogę. Lubię to miejsce, szczególną wartość ma dla mnie domena. Poczułam zew natury, mój klimat wraca w nieco odmienionej postaci. Będzie fotograficznie to po pierwsze, będzie różnorodnie to po drugie… a po trzecie i po dziesiąte to nie powiem, bo jeszcze trawię 😉 Cieszę się, mam poczucie, że daję temu miejscu drugie życie. Dlaczego drugie, a nie dziesiąte? Przecież blog pod różnymi nazwami miał kilka odsłon… dlatego, że teraz tak czuję.

Lubię zmiany, trudno mi się rozgościć w jednym miejscu, ale może to po prostu oznacza, że ciągle nie znalazłam tego wyjątkowego. Tutaj jestem blisko. Odzyskałam domenę, ale blog była taki jakiś chaotyczny, teraz mam pomysł jak to zmienić nie tracąc tej całej historii.

Na teraz kończę, wrócę lada chwila 🙂 Dobrej nocy!