uważność

12 postów

Uważna pauza

Siedzę na kanapie, patrzę, widzę… raz dwa trzy cztery pięć… kwiatków na półce. W półcieniu widzę, lampka z Ikei oświetla ciemny pokój. Kadzidełka już nie czuć, czuć za to delikatny chłodek wpadający przez otwarty balkon. Tuż obok posapuje pies, śpi. Tykanie zegara, szum laptopa. Za oknem warkot samochodów. Wieczór. Porozrzucane na podłodze zabawki, są wszędzie… patrzę. W pierwszej chwili myślę „kurcze znowu nie przypilnowałam żeby je sprzątnęli przed snem” … nie kończę wypowiadać tego zdania w myślach kiedy pojawia się kolejna myśl … „eee tam…to nieważne„. Tutaj mieszkają dzieci, widać to na podłodze, w łazience, widać na suszarce na pranie stojącej na balkonie, widać w kuchni. Tutaj jest ich dom. Uśmiecham się. Eee tam, jakoś mnie ten bajzel nie boli… uśmiecham się. Ogarnę. Uśmiecham się całą sobą.

Czytaj dalej

Punkt zaczepienia

Poniedziałek, próbuję się zatrzymać od dłuższego czasu, nie wiem od miesiąca może i dwóch. Próbuję stanąć i popatrzeć wokół. Nie potrafię. Zastanawiam się czy to nie walka, taka wewnętrzna o definicje, szufladkę. Mam wrażenie, że chcę się zdefiniować, nazwać, określić ale nie pasuje mi nic z tego co gdzieś tam dociera. Czy jestem mamą, żoną, kobietą… czy lubię robić zdjęcia, czy pisać bloga, a może jestem kimś kto bardzo chciał biegać, a kurna nie może. Zagubienie. Może nie, może właśnie niepotrzebnie szukam. Jestem tu i teraz, bo przecież jestem mimo, że nie bardzo to teraz czuję. Jestem tu i teraz, żyję, oddycham, wskazówki zegara przemieszczają się na moich oczach. Znaczy jestem tu. Po co się definiować? Człowiekowi to potrzebne do życia jest? Mi jest potrzebne?

Czytaj dalej

kobiety to służące

Kobiety to służące

W marcu Ania zaproponowała ćwiczenie dotyczące przekonań. Nie będę się rozpisywała czym przekonania są, czym nie są, skąd się biorą i co nam robią, nie czuję potrzeby. Ćwiczenie mnie powaliło, odkryłam coś bardzo mocnego. Jako osoba, która doświadczyła w dzieciństwie przemocy seksualnej wszelkie trudności z kobiecością, seksualnością itp zwalałam na tę właśnie traumę.  Mimo, iż byłam w terapii ładnych parę lat kobiecość nadal jest dla mnie nie lada wyzwaniem. Miałam wrażenie, że trauma przepracowana nie powinna już dawać takich trudności w codziennym życiu, no ale… zły dotyk boli całe życie. Więc ok, TO pewnie z TEGO. Wczoraj odkryłam, że wcale nie musi to mieć związku. Wczoraj odkryłam, że „kobiety to służące„!

Czytaj dalej

Zrobiło się żółto

Przyznać muszę, a raczej chcę, że zawierucha za oknem przywiała mi jakiś wewnętrzny spokój. Nie daję się porwać emocjom, staram się i mi wychodzi. Podoba mi się taki stan rzeczy, wyciszenie mimo gęgolenia, jękolenia i pokrzykiwania. Dziś czuję wdzięczność, przeogromną. Niby nic, niby banał, a cieszę się i wdzięczna jestem tak bardzo, że uśmiech mi z ust nie schodzi od dobrych pięciu godzin. Lubię ten stan, Ania mówi, że „wdzięczność jest antidotum na lęk i strach” … mogłabym tak dziękować codziennie 🙂 Za czysty oddech dziś jednak nie podziękuję. Wyszliśmy drużyną z psem, od drzwi dało się czuć komin, wichura umknęła wróciło stare dobre, żółte. Tego nie lubię. No nic, na to narzekać będę zawsze, niewiele mogę… bezsilność w sumie.

Czytaj dalej

Niedzielna zawierucha

Nie nie będę zrzędzić jak to mi nie wyszło, żeby pisać regularnie, jak to miałam robić wyzwanie uważności. Miałam. Czy robię? Nie, poległo, bynajmniej na tą chwilę.

To teraz tak.

Dziś jestem ja. Dziś jest niedziela. Co widzę? Wiatr, wichurę za oknem. Jest zimno, pięć na osi. Obiecałam dziecku rower, ale damy spokój, za bardzo wieje. Ogórkowa pachnie, kawa pachnie. Tak, kawa zawsze pachnie w naszym domu. Uwielbiam kawę. Kiedyś chciałam testować, znaleźć tę jedyną… albo po prostu zobaczyć czym się różnią. Może do tego wrócę. Jest to jakiś pomysł na uważność. Smak. Delektowanie się. Tu i teraz.

A tu i teraz jest już wieczór, na dworze ciemno, czy wieje nie wiem, nie słyszę, a jedyne drzewo jakie widać zza okna utonęło w mroku. Nie wiem więc, ale czy to istotne. Dla mnie istotne jest, że medytacja dała uśmiech, że mimo licznych ucieczek myślowych wytrwałam. A myśli gonią, gonią w kierunku wyjazdu, który czeka nas za kilka dni. Do pakowania się, zabierać laptopa? A może odpuścić i być offline tyle ile tylko będę w stanie. Wiem, że cały tydzień nie dam rady, zaczynam kurs i zwyczajnie jeśli chcę go przerabiać, a chcę to w offline się nie uda. Ale mogę na tym poprzestać prawda? Mogę nie pisać postów na stronie, mogę nie wchodzić na facebooka, nie używać komunikatora. Mogę zaglądać w telefon tylko wtedy gdy zadzwoni. Mogę. Czy chcę. Jeszcze nie wiem, kusi mnie pisanie tutaj, w końcu w tym zakresie nie grzeszę, więc nie zaszkodziłoby. Z drugiej strony wyjazd to dobra okazja do wyspania się, odpuszczenia wszystkiego wieczornego i wyspania się.

Dziś jest niedziela, w niedzielę zwykle bywa nerwowo, a ja dziś jestem wdzięczna za spokojny dzień, za ciszę, za zwolnione reakcje, sobie jestem wdzięczna. Nie wiem jak to zrobiłam, może po prostu, a może klimat był sprzyjający. Dzisiejszy dzień, mimo, że bez spaceru był inny. Teraz czeka mnie jeszcze parę minut w kuchni i kilka chwil przy laptopie. Zen. Może nie zupełny, ale już taki to jest wow i już taki mi pasuje. Oby tak dalej. Dziękuję 🙂