czterysta razy dwa równa się..

no i pajechała.. że wiatr we włosach, tak? a zwłoki much na kasku i ubraniu to niby co? i to ja wegetarianka uśmierciłam tyle istnień ;)) Fedzia zapewne mi to wypomni, nie odpuści.. hmm.. nie byłaby Fedzią ;)) doświadczenie rzekłabym niesamowite <nie za dużo tego stwierdzenia w moim życiu ostatnimi czasy??> nie nie, jakie za dużo, oby tak dalej lejdis end dżentelmen ;))

no więc 400 km w jedną stronę, pierwsza trasa, pierwsza taaaka trasa.. a Gierkówka nadal w rozsypce.. ciekawe ile wyjeżdżałabym z miasta jadąc samochodem, piątek.. wielkiego mega długiego łikendu początek.. heheheheh nie wyjeżdżałam, nie samochodem..

męczące i owszem, pobolewało co nieco po drodze i na miejscu, pobolewa i teraz.. coś za coś jak mówią.. zdecydowanie czad czadów, cioc ciosów, chce więcej.. a co spotkałam na miejscu.. pyszny vegegrill – mój pierwszy, cudnych ludzi, cudne konie.. cudne miejsca.. cudnie sie też wracało, po coś.. do kogoś..

lubię ten świat, fajny jest zza szybki kasku :))

o długiej majówce 2012 – 14 maja 2012 g. 19.40

Dodaj komentarz