Kierunek WOLNOŚĆ!

Wczoraj zaczęłam czytać książkę, drugą książkę Agnieszki Krzyżanowskiej. Pierwsza porwała moje serce, wracam do niej i wracać będę. Wczoraj zabrałam się za numer dwa… i już pierwsze akapity wprawiły mnie w zamyślenie. Bo cóż innego czeka nas wszystkich u celu życia, u kresu? Cel jest jeden, taki sam dla wszystkich bez względu na status społeczny, stan posiadania czy wiedzę. Czy zatem na prawdę warto ciągle wytyczać sobie nowe cele, doskonalić się? Nie, tu nie chodzi o to, żeby usiąść i czekać na śmierć, tu chodzi o zdolność akceptacji siebie, dostrzeganie drobiazgów, w codzienności, w chwilach. To chwile tworzą życie. Ktoś kiedyś powiedział (nie jestem dobra w cytowaniu), że nie ma przyszłości jest tylko teraźniejszość. Taka jest prawda, to co było już było – nie mamy już na to wpływu, to co będzie jeszcze nie zostało zapisane, za to teraz teraz istnieje właśnie w tej chwili. Teraz piszę te słowa, teraz myślę, że chcę wolności, wolności od dążenia do czegoś.

Marzenia – pewnie, że mam marzenia. Wydaje mi się jednak, że ważniejszym byłoby dla mnie poczuć chwilę obecną. Przemawia do mnie ten pierwszy rozdział, który wczoraj przeczytałam. Nie chcę się już spieszyć. Tak wiem, powtarzam to któryś raz z rzędu… ale mam wrażenie, że jestem co raz bliżej miejsca, w którym będę w stanie się zatrzymać.

Dziś wstałam wcześniej. Przed dziećmi. Ustawiłam budzik by to się udało, zdecydowanie zbyt późno chodzę spać 😉 Wstałam i na spokojnie, choć jednak z lekkim pośpiechem, zrobiłam śniadanie, umyłam się, ubrałam… Starałam się zdążyć zanim wstaną, by mieć spokojny poranek, bez płaczącego i ciągnącego za spodnie młodego, który ostatnimi czasy postanowił nieco utrudnić mi poranki. Stąd lekki pośpiech, mimo wszystko byłam spokojna, cieszyło mnie to co robię. Ze wszystkim zdążyłam. Kiedy dzieciaki wstały byłam w pełni ogarnięta ze śniadaniem i sobą. Lubię ten stan. Już widzę, że to jest to czego potrzebuję rano. Wstać wcześniej i ogarnąć rzeczywistość. Może nawet jeszcze nieco wcześniej, tak aby zdążyć z poranną medytacją, to już w ogóle byłby wypas 🙂

Bardzo chciałam mieć ten dzień, czuć go na maksa. Zabrałam dzieciaki i psa do lasu, na spacer bez planu. Młoda zażyczyła sobie wydłużenia trasy, nie ma sprawy – tym lepiej. Mimo, że nie mieliśmy wózka, a co za tym idzie sporo zadźwigałam się drugorodnego to był strzał w dziesiątkę. Las pachniał wilgocią, nawet nie wiedziałam, że w nocy padało, było mokro, na liściach jagód i borówek kropelki mieniły się w słońcu. Mech też błyszczał. Słońce przebijało się przez korony drzew. Nawet komary nam odpuściły. To była kolejna rzecz, którą ofiarowałam dziś sama sobie. Kolejna trafiona w dziesiątkę. Pooddychałam. Zatrzymałam się. Jestem w dniu dzisiejszym chyba bardziej niż kiedykolwiek. Nie planuję reszty dnia, nie nastawiam się. Chcemy iść na plac zabaw, młoda chce się spotkać z ulubionym kolegą. Młody śpi, wstanie, zjemy i pójdziemy. Czegóż więcej chcieć? 🙂

A tak poza tym ustawiłam sobie w telefonie czas bez urządzenia, powiadomienia (poza przychodzącymi rozmowami i wiadomościami) włączą się o 21. Jak na ten moment, a jest 13:24 nie zerkałam w telefon. A kawa, poranna była pyszna, a ta druga zaraz się zaparzy 🙂 Kocham ten dzień, mimo, że facet ze spółdzielni właśnie jeździ nam pod oknami gigantyczną kosiarką do trawy… ale jaki mamy tu teraz zapach, uwielbiam zapach świeżo skoszonej trawy 🙂 Fajnie jakby młody dał radę pospać w tym hałasie, no zobaczymy.

Czuję dziś tę WOLNOŚĆ! Wolność od dążenia, od celów i pośpiechu.

Miłego dnia wszystkim!

Dodaj komentarz