Top
spacer po lesie - uważny kadr by Dagmara
fade
287
archive,tag,tag-spacer-po-lesie,tag-287,cookies-not-set,eltd-core-1.2.1,ehf-footer,ehf-template-flow,ehf-stylesheet-flow-child,flow child-child-ver-1.0.1,flow-ver-1.6.3,,eltd-smooth-page-transitions,ajax,eltd-grid-1300,eltd-blog-installed,page-template-blog-standard,eltd-header-vertical,eltd-sticky-header-on-scroll-up,eltd-default-mobile-header,eltd-sticky-up-mobile-header,eltd-dropdown-default,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.5,vc_responsive,elementor-default

Robisz coś spektakularnego? Tak, żyję!

Żwawe żuczki opanowały dziś las, pierworodna co raz upominała mnie abym uważała jak idę bo tu żuczek, tam żuczek… kilku nawet uratowała życie obracając je na nóżki. Młody leciał, zatrzymywał się tylko na moje usilne wołania aby poczekał bo chcę zrobić zdjęcie. Kilka nawet zrobiłam. Tak tak, wrzosy też 🙂

Las jest już jakiś inny, mimo ciepła jest jakoś inaczej. Albo mam syndrom zapatrzenia w Puszczę, albo jesień zaczyna się tam gościć.

deszczowa noc

Deszczowa noc

Całą noc lało, nie żeby padało – lało. Deszczowa noc, długo wyczekiwana. Uff powiedziałby Młody. O poranku powietrze pachniało wilgocią, a ja przywitałam go kolejny raz z Młodym u boku. Postanowiłam przecież wstawać o 6, to co się będę sama nudziła 😉 Dzieci po prostu mają radar. Starsza mniej, może z tego się wyrasta – daje to jakby nie patrzeć jakąś nadzieję.

wrzosy

Zakwitły wrzosy

Trzeba się wybrać na solidną sesję zdjęciową do naszego lasu, zakwitły wrzosy… jakoś wcześnie, a może się mylę… Mam czym poszaleć, tylko potrzeba mi nieco więcej współpracy ze strony młodocianych 😉 Dziś pierwszy dzień sierpnia, wspomnienie Powstania Warszawskiego, zawsze żywe w moim sercu tego dnia. Próbowałam dziś opowiedzieć pierworodnej co takiego usłyszy o godzinie 17-tej… Jest jeszcze mała, ma niespełna 5 lat, ale pyta pyta pyta… więc słysząc syreny, tak donośne na pewno spytałaby co się dzieje. Wystraszyła się, wojny… na szczęście żyjemy w Polsce wolnej, nie musimy toczyć żadnej wojny, walczyć o wolność, ginąć… Potrzebowała do tego wracać, rozmawiać. Kiedy nagle podczas leśnego spaceru usłyszeliśmy syreny, a ona spytała co się dzieje… zerknęłam na zegarek i powiedziałam, że to własnie to o czym mówiłam, wspomnienie wybuchu Powstania… Rok w rok mam łzy w oczach, nie wiem czy tak samo wygląda godzina siedemnasta w innych częściach kraju (nie pamiętam jak to było kiedy tu nie mieszkałam), ale tutaj – tak w Warszawie jak i na Mazowszu syreny wyją przez 2-3 minuty… to robi wrażenie, na młodej też zrobiło. Cieszę się, bo to ważny dzień.

Wytupany las, uwielbiam!

Plan był prosty, kierunek las, pieszo. Młoda chętna, Młody miał się tylko wyspać przed i gotowe – ruszamy! No i ruszyliśmy, w samo południe przy 27 stopniach na plusie, ale co tam – bez przesady, ostatnie chwile ciepła trzeba zatem korzystać! Poza tym w lesie jak to w lesie, drzewa są – więc i cień jest 🙂 Uwielbiam takie spacery! Wszystko było jak z obrazka, wszystko dosłownie. To było coś czego po kilku ostatnich nerwowych dniach potrzebowałam.