teksty

61 postów

Pozytywne myślenie :)

Kiedy sobie pomyślę, że wszystko ułoży się tak jak bym tego chciała, to od razu uśmiech wdziera się na usta i absolutnie nigdzie nie zamierza się schować 🙂 Tak, pozytywne myślenia znacznie ułatwia życie! Martwienie się na zapas już przerabiałam, tłumaczenie obaw wiedzą też przerabiałam – pierdzielenie kotka przy pomocy młotka! Czy będzie tak, czy będzie siak…

Nie wyobrażam sobie jak inaczej miałby być! Będzie właśnie tak, jak tego pragnę! Wszystko się ułoży, wszystko się uda… A co jeśli? Jakie jeśli?! Hahahaha! Przecież wersja wydarzeń jest ustalona, nie ma żadnego „jeśli”! Dążenie do celu, coś o tym wiem, encyklopedię mogłabym napisać… dlaczego zapominam kiedy najbardziej potrzebuję pamiętać?! Osiągnęłam w życiu tyle, że patrząc wstecz trudno to ogarnąć… i teraz drobna przeciwność losu miałaby mnie powstrzymać? Ooo ni cholery! Mogę wszystko, mam moc i nie zawaham się jej użyć! Nie dam się straszyć! Saluto srutto! Mam moc i poza tym – zwyczajnie na to zasługuję 🙂

Tylko żeby ten łaciaty przestał mnie raczyć swymi aromatami, byłoby miło… zważając na upał 🙂

Tu i teraz!

Kilka dni temu uświadomiłam sobie, że stale się o coś martwię – najczęściej są to rzeczy, które mają mieć miejsce w przyszłości – mniej lub bardziej odległej. Właściwie mogę zaryzykować tezę, że ów „przepowiednie” nigdy się nie spełniają, za to skutecznie utrudniają mi normalne życie! Zauważyłam, że ów dolegliwość nasiliła się u mnie w czasie ciąży. Nie, nie – nie żeby to była jakaś nowość, ale zachowanie to znacznie przybrało na sile – do tego stopnia, że zaczęło mnie wkurzać.
Jestem bardzo szczęśliwa, spełniają się moje marzenia tylko, że to wieczne zamartwianie się nie daje mi się w pełni cieszyć tym szczęściem, tym co mam, tym czego pragnęłam i po co sięgam bez problemu. Wkurzyłam się, a i owszem! Tak, ze mną jest dokładnie tak jak napisali w mądrym artykule, to schemat z przeszłości. Kwestia zasługiwania bądź nie na szczęście – a dokładniej takie poczucie, że to przecież niemożliwe, żeby tak po prostu dostać to czego się pragnie!

Zapomniałam, przez te kilka miesięcy zapomniałam czego się nauczyłam – a nauczyłam się i wiem, że zasługuję na wszystko co najlepsze i nie muszę za to płacić wysokiej ceny i nie muszę się już bać, że ów szczęście zostanie mi odebrane. Zapomniałam, zwyczajnie natłok nowych nieznanych sytuacji, odczuć, których doświadczam będąc w „dwupaku” sprawił, że się pogubiłam. Każdy dzień przynosi coś nowego, nieznanego – obawy są naturalne – mogę się bać, ale w związku z tym co dzieje się dziś – mogę się obawiać tego nieznanego co się pojawia, owszem! Jednego dnia pojawia się „coś” – wzbudza obawy bo: co to jest? Drugiego, trzeciego i przez kolejne dni trwa, a ja razem z tym ze świadomością, że to jest ok – bo taką wiarygodną informację otrzymałam. Nagle to „coś” znika! Nic innego jak: ale dlaczego zniknęło? Kolejne obawy, kolejne nowe sytuacje, których zwyczajnie muszę się nauczyć. Umiem, już pomału umiem to przyjmować. Ale nie chcę i nie zamierzam już więcej bać się na zapas, bo może się wydarzy, bo ryzyko, bo świadomość! Gówno a nie świadomość, gówno a nie wiedza! To schemat, krytyk wyłapał świetnie moment kiedy jestem nieco rozkojarzona natłokiem nowości. Dość tego! Będę się bać i wymyślać plany i rozwiązania na rzeczy, których doświadczam – a nie rzeczy, których być może doświadczę!

Za dużo już straciłam przez to martwienie się na zapas – DOŚĆ! Wystarczy! Teraz żyję, tu i teraz! Nie w przeszłości ani w przyszłości, koniec zamartwiania się na zapas. Szkoda życia!

To jak życie, napijemy się inki? Ja stawiam 🙂

Art.200 KK

Ostatnimi czasy we wszystkich mediach powstał z popiołów temat pedofilii, mówi się o niej, pisze – wypowiadają się tak osoby dotknięte tą ogromna krzywdą, jak i psychologowie, terapeuci, prawnicy, śledczy, „zwykli” ludzie oraz sprawcy – pedofile. Jeszcze niedawno tabu, jeszcze chwilę temu temat widmo – dziś co raz kolejna afera, to ksiądz, to nauczyciel, to jeszcze ktoś inny.

Patrze na to wszystko i nie rozumiem jak to możliwe, że ludzie są tak ograniczeni, że chcą i potrafią tłumaczyć światu, że to dziecko chciało, że zaspakajanie potrzeb, że przedwczesna dojrzałość… Ja się pytam: o co tu chodzi? Ludzie, czy wy naprawdę nie rozumiecie kim jest dziecko, nie rozumiecie tak podstawowej sprawy jak zależność dziecka, jak bezbronność, jak naiwność? Dlaczego przypisujecie dzieciom cechy dorosłych, toż one są dziećmi i mają prawo być naiwne i mają prawo nie wiedzieć i nie rozumieć, a waszym zakichanym obowiązkiem jest je chronić! Czas to w końcu zrozumieć! Czas w końcu pojąć kto tu jest ofiarą a kto oprawcą, kto nosi ciężar złego dotyku, ogromnej krzywdy przez całe życie! Ludzie, jeśli wasza wiedza jest tak wybrakowana wyedukujcie się, poczytajcie zanim zaczniecie się mądrzyć i obwiniać ofiary!

Jestem ofiarą pedofila i nie – to nie moja wina, że mnie to spotkało! To nie moja wina, że trwało tyle ile trwało! To nie moja wina i NIGDY nie jest to wina dziecka! Lata terapii sprawiły, że jestem w stanie o tym mówić, lata terapii pomogły mi to zaakceptować i przestać w końcu błądzić szukając zrozumienia samej siebie. Znalazłam i rozumiem, akceptuję to czego się dowiedziałam. Akceptuję siebie. Jestem szczęśliwa, tu i teraz. Znam swoja wartość, od niedawna ją znam i mam nadzieję, że jest więcej takich jak ja, którzy nie dadzą sobie już więcej wmówić, że to co ich spotkało to ich wina, że „mogli tam nie chodzić”, że „dlaczego nic nie powiedzieli”…

Ludzie puknijcie się w głowę zanim po raz kolejny spróbujecie dowalić komuś, komu życie dowaliło już na całego. Największemu wrogowi, którego swoją drogą chyba nawet nie mam, nie życzyłabym tego co mnie spotkało. Każdemu na tym wielkim świecie życzyłabym natomiast tego co mam teraz, co znalazłam po latach ciężkiej pracy: takiej siły, pewności i tak ogromnej samoświadomości – bezcenne!

Zdumiewa mnie ostatnio jeden fakt, właśnie ten związany z ludzką niewiedzą, nieświadomością… otóż żeby zostać właściwie zrozumianą niejednokrotnie muszę być encyklopedią przemocy i pedagogiki w jednym, pojęcie po pojęciu czytać ów encyklopedię rozmówcy. No dobra, nie muszę… chcę, bo chcę by rozmówca mnie zrozumiał. Zdumiewa mnie też to, jak bardzo ludzie nie chcą czasem usłyszeć prawdy i jak się przed nią bronią, a to przecież niezaprzeczalne fakty, z którymi nawet dyskutować się nie da… Niepojęte, no ale… Milczenie nie jest złotem, ale mówienie jest bardziej skomplikowane i męczące niż komukolwiek mogłoby się wydawać. A ja przecież rozmawiam z dorosłymi ludźmi, wydawać by się mogło, że wiedzą kim jest dziecko… a jednak… Mimo trudu tłumaczenia, mimo trudnych emocji i powracających wspomnień będę rozmawiać, będę tłumaczyć i będę mówić co mnie spotkało dla siebie i może pomału też ku przestrodze.

Na szczęście są na tym świecie również ludzie świadomi i otwarci, jest ich już całkiem sporo, znam takowych osobiście 🙂

… i mam gdzieś co pomyślicie o mnie po przeczytaniu tego tekstu, szczerze i otwarcie!

nauczył mnie…

… jakoś tak przyszło wspomnienie – dzięki Marysiu… tak, Wysockiego nauczył mnie ojciec, podobnie jak Kaczmarskiego – jego „Mury”, „Obławę” i dziesiątki innych… i „Janka Wiśniewskiego” w wykonaniu mojej ukochanej Jandy – dzięki tato, szczerze dziękuję! Jestem dumna, że wiem, że znam… oszzzz w mordę jestem dumna!

tak… „napoję konie…”