Trudny wtorek

Tak, wczorajszy dzień dał mi popalić, próbowałam nawet wspomagać się oddechem, ale nie bardzo szło. Cieszę się jednak, że próbowałam i że miałam świadomość, że dobijają mnie myśli, moje myśli, moje wyobrażenia faktów, które do końca nie były jeszcze wyjaśnione. Rzecz idzie o zdrowie dziecka, a kiedy to wchodzi w grę moje myśli szaleją. Jestem galopującym czarnowidzem pochłaniającym jedynie negatywne scenariusze. Bardzo chciałabym żeby moje myśli nie dobijały mnie w takich sytuacjach. Szczególnie w takich sytuacjach, bo one same w sobie są trudne.

Dzień wyjazdowy, Miasto Stołeczne przywitało nas letnim słońcem. Badanie, kontrolne, po badaniu lęk, obawa, smutek, gdzieś tam przerażenie… czające się czarne scenariusze robią swoje. Natychmiastowe przewartościowanie. Nie jestem głodna, nie przełknę nic zanim nie usłyszę od lekarza co dalej. Nadzieja, że mnie uspokoi, że jednak nie jest tak źle.

Nie jest. Trochę się pani radiolog zagalopowała. Ulga, wdzięczność, radość. Przysłowiowy kamień z serca.

To był bardzo trudny wtorek, bardzo stresujący i bardzo dający do myślenia. Egzystencjalny niemal. Priorytety… stałe od dawna, tylko jakoś o nich zbyt często zapominam. A środa, środa wymagała ode mnie zbyt wiele jak na taki wtorek. Dzień odpoczynku się człowiekowi należał, rzec powinnam „dzień odpoczynku by się przydał”… Odpoczynku nie było, były za to wysokie obroty, zbyt wysokie jak na moje zasoby. Jutro zarządzam STOP! Stop i kapuśniak.

Dziś jestem wdzięczna za to, że jednak obawy były nieuzasadnione. I za dom i rodzinę, za psa też! 🙂 i za książkę, ale o niej jutro… 🙂

Dobrej nocy i zdrówka!!!

Aaaa… zapomniałabym 🙂 Dziś wieczorem odwiedziła nas modliszka zwyczajna, nie żeby zagrożone wyginięciem, chronione… w moim bloku regularnie w tym roku wpadają do mieszkań! Niesamowite, że kiedy pierwszy raz widziałam mogliszkę na żywo to było takie wielkie wow i to na bagnach 🙂 Teraz mi do domu przylatują 🙂

Dodaj komentarz