Top
Zakwitły wrzosy - uważny kadr by Dagmara
fade
2598
post-template-default,single,single-post,postid-2598,single-format-standard,cookies-not-set,eltd-core-1.2.1,ehf-footer,ehf-template-flow,ehf-stylesheet-flow-child,flow child-child-ver-1.0.1,flow-ver-1.6.3,,eltd-smooth-page-transitions,ajax,eltd-grid-1300,eltd-blog-installed,page-template-blog-standard,eltd-header-vertical,eltd-sticky-header-on-scroll-up,eltd-default-mobile-header,eltd-sticky-up-mobile-header,eltd-dropdown-default,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.5,vc_responsive,elementor-default

Zakwitły wrzosy

wrzosy

Zakwitły wrzosy

Trzeba się wybrać na solidną sesję zdjęciową do naszego lasu, zakwitły wrzosy… jakoś wcześnie, a może się mylę… Mam czym poszaleć, tylko potrzeba mi nieco więcej współpracy ze strony młodocianych 😉 Dziś pierwszy dzień sierpnia, wspomnienie Powstania Warszawskiego, zawsze żywe w moim sercu tego dnia. Próbowałam dziś opowiedzieć pierworodnej co takiego usłyszy o godzinie 17-tej… Jest jeszcze mała, ma niespełna 5 lat, ale pyta pyta pyta… więc słysząc syreny, tak donośne na pewno spytałaby co się dzieje. Wystraszyła się, wojny… na szczęście żyjemy w Polsce wolnej, nie musimy toczyć żadnej wojny, walczyć o wolność, ginąć… Potrzebowała do tego wracać, rozmawiać. Kiedy nagle podczas leśnego spaceru usłyszeliśmy syreny, a ona spytała co się dzieje… zerknęłam na zegarek i powiedziałam, że to własnie to o czym mówiłam, wspomnienie wybuchu Powstania… Rok w rok mam łzy w oczach, nie wiem czy tak samo wygląda godzina siedemnasta w innych częściach kraju (nie pamiętam jak to było kiedy tu nie mieszkałam), ale tutaj – tak w Warszawie jak i na Mazowszu syreny wyją przez 2-3 minuty… to robi wrażenie, na młodej też zrobiło. Cieszę się, bo to ważny dzień.

Dziś nie udało mi się zrobić zdjęcia, którym chciałabym się pochwalić, godzina fajna, światło momentami też… no i te wrzosy… ale współpracy towarzystwa jakoś mało. Poza tym nie ukrywam, że w rozkwicie infekcji gardłowej słabo mam ochotę pokładać się na ściółce… Nie chce mi się zwyczajnie. Pójść, połazić, popatrzeć… ale za dużo ode mnie nie wymagajcie z glutem po pas… 🙂 Tak więc zaliczyliśmy leśny spacer, 7km… młoda zasuwała na rowerku polegując raz za razem na gruncie, mama ciągnęła się pchając mozolnie wózek, a młody miał wszystko w nosie i nawet chodzić mu się nie chciało 🙂 Tak karma!

wrzosy

Aaaa to jeszcze się pochwalę, zachęcę… moja ulubiona autorka Agnieszka Krzyżanowska popełniła kolejną (drugą) książkę…. dostępna jest w przedsprzedaży w Empiku o TUTAJ… już tupię nóżką 🙂 Agnieszka pisze o uważnym życiu… jej pierwsza książka to da mnie galopująca rewelacja, zdecydowanie polecam!

Dziś jestem wdzięczna za zielony wrzosowy leśny spacer, rozmowę z pierworodną i tę niczym nie zahamowaną umiejętność przyznawania się do błędów, za pyszną ogórkową też.

Dobrej nocy drużyno!

dagmara
No Comments

Dodaj komentarz